środa, 25 grudnia 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 24 Grudnia 2013r. Wtorek


W poprzednim wpisie wszyscy bezdomni którzy zjedli pierogową choinkę zamienili się chimery. Chimery ludzi i zwykłych przedmiotów które były w ich pobliżu.

Wyjąłem z kieszeni telefon, wdusiłem dwukrotnie zieloną słuchawkę:
- To ja, szykuj jajecznicę, mamy sytuację poziomu 4.- powiedziałem, na to głos po drugiej stronie:
- Przygotuje najszybciej jak się da. Ty spróbuj opanować sytuację.

Stałem na dachu przypatrując się tej okropnej ludzkiej transmutacji. Nie mogę im już pomóc. Ale nie chce ich skrzywdzić, w końcu chodź to chimery to nadal po części to ludzie, póki co nie muszę interweniować bo nie robią nic złego tylko się rozglądają. Och Boże jak można takim ludziom pomóc?

No cóż, na razie sytuacja jest pod kontrolą, to zjem sobie kanapkę. Jest taka pyszna... Ser, pomidor, szynka, potem znów ser pomidor i szynka. To takie piękne, aż usiadłem sobie na kominie by poczuć klimat świąt. Patrząc na papier w który owinąłem kanapkę przeżyłem szok. Owinąłem kanapkę zdjęciem... Zdjęciem którego nie powinno być, zdjęcie które nie istnieje w tej rzeczywistości!

Jebs.

Wpadłem do komina.

wtorek, 24 grudnia 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 23 Grudnia 2013r. Poniedziałek


Ech ten klimat świąt. Aż się łezka w oku kręci, aż się chce usiąść i popłakać wspominając stare dobre czasy, pośpiewać kolędy i zjeść karpia... Żartuje! To tylko święta, nie ma co panikować i popadać w melancholijny nastrój, wiecie dlaczego?

No nie wiecie?

Serio?

BO ŚWIAT JEST W CHOLERNYM NIEBEZPIECZEŃSTWIE!!! 

Tak wiem że zrobiłem sobie przerwę, ale no wiecie po tej całej babraninie z podróżami w czasie musiałem wszystko naprawić i oto jestem! Otóż ostatnio dowiedziałem się, całkiem przypadkiem od bardzo zaufanego informatora pracującego w prężnie rozwijającej się firmie zajmującej się szeroko pojętą gastronomią (Pani Ala ze spożywczego), dowiedziałem się że świat jest o krok od zagłady.
"Otóż podobno, jest sytuacja, że brat ciotki Stefanii który jest wujem Michała co pracuje z Goździkową z gazowni wie od siostry brata jej kuzynki że mąż Stasiakowej z 4 piętra podsłuchał rozmowę przez telefon jakiegoś mężczyzny. Ten dewiant mówił o tym że w święta zniszczy świat, bierze pan coś jeszcze czy tylko tą kapustę?"-słowa Pani Ali. Czyli jak widzicie sytuacja wygląda nadzwyczajnie groźnie.

niedziela, 24 listopada 2013

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki po 23 listopada 2013, czyli najwspanialszy dzień w życiu Whovian



<myśli myśli myśli>

Proszę Państwa, mamy 24 listopada. Wielki whoviański zegar wybija właśnie pierwsze godziny po tym, jak pewne nieistotne w skali świata zdarzenie sprzed pięciu dekad odbiło się echem w naszej pamięci. Kiedyś ktoś nie myślał o rocznicach (zwłaszcza po dwutysięcznym!), o fanach, o sławie... O czym w takim razie myślał? Do końca świata będę się zastanawiać, w każdym razie było to coś, co doprowadziło nas tutaj.
Wieeeeem, najlepiej byłoby napisać wczoraj, ale jak miałam to ogarnąć? Aż nie spodziewałam się, że tak to się wszystko pięknie uda. Znaczy: nie chodzi o BBC, co do którego ostatnie wątpliwości zniknęły chyba dawniej niż pół roku temu - dziesiątki zwiastunów (mój ulubiony to ten) i innych filmików, zapowiedzi, wywiadów z aktorami, wreszcie filmy dokumentalne, jakaś rybia akcja, jeden niszczący system miniepizod i sam odcinek. A jaką mieli ramówkę!

sobota, 16 listopada 2013

Myth, Dziennik Supebohatera 16.11.2013r. Sobota

- Wiesz że to co chcesz zrobić będzie miało ogromny wpływ na przeszłość, przyszłość i teraźniejszość? Zdajesz sobie że wszystko się zmieni?- zapytał wszechobecny głos.
- Wiem.- odpowiedziałem.
- Jesteś pewien że tego chcesz? zapytał głos wypełniając wszechobecną pustą biel.
- Tak.
- Stracisz wszystko co do tej pory znałeś, możesz nawet zniknąć...
- Co z tego?- zapytałem.- Po to chyba żyję co nie?
- W chwili obecnej nie żyjesz, nigdy nie żyłeś i nigdy nie będzie żył. Wrócisz ale co jeśli stanie się coś co całkiem zmieni świat? Będziesz w stanie zaakceptować całkowitą zmianę?
- Oj no nie marudź już! Dobrze wiesz że tego chcę, dobrze wiesz że nie mam innego wyboru, dobrze wiesz że tylko tak, mogę odzyskać to wszystko co już straciłem. Więc po jaką cholerę mnie o to wszystko pytasz?- zapytałem z potężną irytacją.
- Bo takie moje zadanie, muszę zdać relację Górze o tym co się dzieje, muszę też wiedzieć co czujesz.
- Mam Ci powiedzieć co czuje? Powiedz co ty byś czuł gdybyś stracił wszystko co dla Ciebie cenne? Co byś czuł gdyby ktoś odebrał Ci wszystko na czym Ci zależy i odwrócił to przeciwko Tobie? Hę?
No właśnie pierdoleńcu! A teraz przestań mnie denerwować i aktywuj to cholerstwo bo nie mam czasu!
- Śmieszny jesteś człowieku, "nie mam czasu"? Jesteś tam gdzie czas nigdy nie zaistniał, więc w sumie nie masz czasu. Powiem Ci że chyba wiem, dlaczego Góra was tak lubi. Gdy się rodzicie jesteście tacy mali, słabi i głupiutcy. Wtedy przychodzi do was życie, życie was gniecie, poniewiera i robi wam całą masę przykrych rzeczy a wy, jak takie głąby, myślicie sobie że może kiedyś będzie lepiej i robicie te wszystkie głupie rzeczy dalej. Nas to zawsze śmieszy.- Powiedział głos.
- To może się zmaterializujesz cwaniaku to pogadamy. Mam gdzieś w kieszeni kanapkę z jajecznicą!
- Nie unoś się tak człowieku. W ciągu jednego dnia zabiłeś 5000 ludzi, zniszczyłeś świat i teraz próbujesz wszystko jeszcze bardziej pogmatwać, więc może okaż trochę pokory...
- Przywróć mnie!- krzyknąłem w białą otchłań.
- Pamiętaj że Cię ostrzegałem. Aha i nie wiem dlaczego bo jesteś totalnym błaznem, ale masz błogosławieństwo z Góry, łap!- wtedy w moją stronę poleciał mały pakunek, było to coś małego, prostokątnego i było owinięte brązową skórą.

piątek, 1 listopada 2013

Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 01 XI 2013

Hej ho, hej ho, z zewsząd napiera zło, w misie ubiera się, dopadnie Cię!
Witajcie!
   Chciałabym napisać o tym, co teraz się dzieje. Przecież mamy Oktawiana na głowie. Ale jest inna sprawa. Chodząc codziennie do szkoły mam styczność z ogromną liczbą ludzi. I niedawno sama zauważyłam jedną rzecz, którą niektórzy powtarzają mi od dawna - nie warto być miłym.

czwartek, 24 października 2013

Ksena Wojowniczka, Pamiętnik Superbohaterki 24.10.2013

Tak, udało się. Wróciłam, wreszcie po wielu miesiącach prób udalo mi się wrócic do domu.
Dobra, dobra, może zacznę od początku

Wiele tygodni temu dostalam list od Gwiezdnej Czarodziejki, otóż odnalazła swoją rodzimą planetę, którą uważano za zniszczoną. Pisała też, że na tej planecie panuje dziwne stworzenie, które tworzy wokół planety pole w środku którego rozgrywa się chaos. Na planecie mieszkańcy są traktowani jak niewolnicy a istota o wyglądzie zmutowanej jaszczurki ( z tego co jej wiadomo to starszy brat tej sławnej Godzilli :D ) panuje niczym tyran.

Ze względu na to wszystko co mi opisała w liście postanowiłam jej pomóc, przecież ona z tym swoim kijaszkiem który nazywa magiczną różdżką nie zdziała zbyt wiele.

niedziela, 13 października 2013

Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 13 X 2013, Niedziela

Jaki tu spokój, na na na na...
Nic się nie dzieje, na na na na...

Witam!
   No cóż, los i detektywów nie oszczędza trzeba siedzieć w matematyce, fizyce i językach. A dodatkowo ogarnąć programowanie i wiedzieć co się wydarzyło w 1956 roku. Człowiek nie ma ochoty i na śledzenie, i na pisanie, i na śledzie. No, na śledzie to jeszcze mam ochotę. A czuję tylko frytki. Frytki z śledziami, mmm... No tak, Nomen [Nadal nie wiemy kim jest!] z mamą smażą frytki. Hm, no można by wreszcie zgarnąć Oktawiana i dowiedzieć się o co mu chodzi. Ale jest za zimno, nie ruszę tyłka spod kaloryfera.

piątek, 11 października 2013

Eli Srebrna Strzała: Powrót cz. 1 26. 09. 2013 r.

   Nie rozumiem czemu mój pamiętnik robił mi taki psikusy. To nienaturalne. No, ale tak czy inaczej w koncu moge pisać, bo moi rodzice kupili mi nowy sprzęt. I bardzo dobrze. Mam ochotę szczerzyć się przez to cały czas. Mam Wam tyle do opowiedzenia.
   Po pierwsze gdy znalazłam tą karteczkę, to mój elektroniczny notatnik dostał kociego rozumu, a ja razem z nim. Oczywiście niezbyt dosłownie jeżeli chodzi o mnie. Po drugie karteczka nie była jakaś tam zwyczajna. Była drukowana na papierze z mojej dawnej pracy i bardzo mnie to zdziwiło. No, ale nie mogłam wiedzieć kto ją wysłał. Takim jasnowidzem nie jestem. Po trzecie informacja, która była tam zawarta, miała w sobie tyle niepokojących mnie słów, że mało nie miałam zawału serca. Do tej pory mam ciary na plecach, gdy przypomnę sobie tą wredną babę.

niedziela, 6 października 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 06.10.13r. Niedziela

Podczas tajnych obrad superbohaterów, którzy pozostali po stronie dobra, zostaliśmy zaatakowani przez Oddział S.T.A.R.S. Jest to grupa superludzi uznanych przez opinię publiczną za obrońców ludzkości, tak naprawdę jest to grupa Postnazistów próbująca przemienić Polskę w IV Rzeszę.Stawialiśmy im czynny opór, przez moment zaczęliśmy wygrywać i wtedy pojawił się przywódca S.T.A.R.S. zwany Shitler. Potrafi między innymi hipnotyzować ludzi na wielką skalę i manipulować materią. Przy pomocy małych robaczków unieruchomił nas wszystkich.
-Darujcie sobie walkę, nie wygracie. Mam wehikuł czasu. W przyszłości zaatakowaliście moją siedzibę i wyrządziliście mojej armii ogromne szkody. Na szczęście dotarłem do wehikułu czasu przed wami i oto teraz ja. Shitler, zapisuję historię od nowa. Zaczynam od pokonania wszystkich superbohaterów.-powiedział Shitler i wytworzył trzymające nas żelazne stalaktyty.
-Serio? Czy ty serio myślisz że tak łatwo się poddamy?-Zapytałem
-Myślę że tak, nie możecie się ruszyć, teraz wystarczy każdemu z was posłać kulkę i po was.


W sumie miał rację, wszyscy byliśmy unieruchomieni. Czyli de facto to już nasz koniec. Ale no kurde trochę słabo tak tu umrzeć. Spojrzałem na wszystkich, niektórzy się szarpali, inni stracili już nadzieję. Spojrzałem na Margarettę, uśmiechnęła się (pewnie podoba się jej nowy model mojego zarostu). Nagle zobaczyłem jak metal który nas trzyma zaczyna korodować. SonicKaBoom i reszta też to zauważyli. 
Blokada zmieniła się w proch i znów wróciliśmy do walki. JJ oberwał, Patyczara też. Wymiana ciosów, serie wybuchów, wystrzał z broni, ogarnął nas bitewny chaos. Nagle słyszę krzyk kobiety, odwracam się i widzę Lunę, cała we krwi. Z jej brzucha wystaje szabla, szablę trzyma Shitler. Luna mnie uratowała. Natychmiast wyprowadziłem serię ciosów na Shitera, potem wyjąłem pistolet i strzelałem ale ciągle robił uniki. Gdy udało mi się go trafić to rozpłynął się w powietrzu. Podbiegłem do Luny zabijając po drodze jakichś żołnierzy S.T.A.R.S.u, uklęknąłem, jeszcze oddychała. Oderwałem kawałek płaszcza i kazałem jej zatamować krwawienie. W tym samym czasie zobaczyłem jak kilka pocisków trafiło GodnegoGdańszczanina i Margarettę. Oboje upadli na ziemię. Luna pociągnęła mnie za płaszcz by zwrócić na siebie uwagę. 
-Wszystko będzie dobrze, przeżyjesz.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się.
-Ohhh Myth-san, jeśli nie uciekniesz to też zginiesz.
-Luna! Nie wygaduj głupot, wyjdziemy z tego razem.
-Nie, Myth-san. Weź mój pistolet i uciekaj. Możesz latać więc leć aż do gwiazdek.-Ledwie dała radę wypowiedzieć to Luna, potem wypluła trochę krwi. 

Jest mi tak strasznie źle, moi przyjaciele padają jak muchy. Jedyni którzy żyją to ja, SonicKaBoom i Pani Marcjanna. Ta walka jest już przegrana. A mój Wysoce Technologicznie Zaawansowany Osobisty Plecak Odrzutowy Wysokiej Mocy nie uniesie Pana Józefa i Pani Marcjanny. Muszę zostać i walczyć dalej! Spojrzałem ostatni raz w oczy Lunie, wziąłem pistolet który mi podawała i pocałowałem ją w czoło. 

piątek, 4 października 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 3.10.13r. Czwartek

Grupa superbohaterów zasiadła do rozmowy przy okrągłym stole.
Ja, Myth, najlepszy superbohater na świecie.
Luna, dziewczyna z odległej planety posiadająca niezwykle wyspecjalizowaną magiczno-czarodzejską broń. Jest niezwykle miła i opiekuńcza, zrobiła mi nawet smaczne kanapki.
SonicKaBoom- (Józef Knot) Emerytowany superbohater, właściciel baru Pierścionek w mydle. Potrafi wysadzać wszytko czego dotknie na 3 sekundy. Na starość sporo przytył i zniedołężniał ale wciąż ma w sobie ducha walki.
Marcjanna Knot- żona SonicKaBooma, nie posiada supermocy ale ma dobre serce i dobrze gotuje.
J.J.- jego superzdolnością jest koszykówka, konkretnie klonowanie piłek do koszykówki, miotanie nimi z prędkością dźwięku.
Patyczara- Kobieta Patyczak, gdy leżała na łące to ugryzła ją zmutowana stonoga a następnie rana została pokryta kałem patyczaka i tak oto dziewczyna ta zdobyła niezwykłe zdolności patyczaka.
GodnyGdańszczanin- Jego moc to to że jest silny i pochodzi z Gdańska. Tak dla mnie to też dziwne.
Margaretta- Ruda, lata i doprowadza do korozji, podobno kiedyś miała czarne włosy i zabijając komara trafiła się w głowę i dlatego jest ruda. Miseczka D.
Człowiek Muzyczny Korniszon-on nie potrafi chyba nic...

Zmarnowaliśmy całą noc na analizę sytuacji. Stan obecny wygląda tak że dzięki zaangażowaniu organizacji S.T.A.R.S. nocą z soboty na niedzielę Polska zostanie przekształcona w IV Rzeszę. Poza nami zniknęli wszyscy superbohaterowie i S.T.A.R.S. ma w swoich szeregach 300 młodych, zindoktrynowanych superbohaterów mogących walczyć... Czyli jest źle. Dodatkowym problemem jest fakt iż w akademii S.T.A.R.S. znajduje się jedyny sprawny wehikuł czasu na Ziemi.
-Mamy 3 dni na pokonanie zespołu S.T.A.R.S. i zablokować przekształcenie tego kraju w VI Rzeszę. No więc słucham państwa propozycji. -Oznajmiłem.
-Obalmy ten mur dzielący nas o naszych braci!-krzyknął SonicKaBoom, potem podrapał się po głowie i dodał-Tzn chodziło mi raczej o to by po prostu iść tak na partyzanta i wysadzić wszystko w cholerę.

środa, 2 października 2013

Myth, Dziennik Superbohaterów 02.10.13r. Środa

Po płomiennej mowie Sektencji zrozumiałem jedną niezwykle ważną rzecz...

Ruszyłem na miasto w poszukiwaniu zła, wziąłem ze sobą Lunę. Przyznam że bardzo dobrze mi się z nią pracuje i jest strasznie miła. Ma też świetny osprzęt, jakiś fikuśny magiczno-czarodziejski pistolet który robi magiczno-czarodziejskie rzeczy.
No więc jak już mówiłem, postanowiłem zobaczyć co nie tak ze światem, tzn prawdę mówiąc już zapomniałem co miałem zrobić... Ale jestem pewien że to nie było nic ze stojakiem na nuty...
Więc tak właściwie to co robi tu ten dziwny facet ubrany w lateksowy kombinezon i dlaczego w jednej ręce ma stojak na nuty a w drugiej słoik korniszonów?
-Ejjjejejej! Kolego!-Zawałem do niego.
-Tak, słucham?-Zapytał z zaciekawieniem mężczyzna.
-Wszystko okej? Wyglądasz jak superbohater... I masz stojak na nuty i korniszony...
-Ja jestem Człowiek Muzyczny Korniszon! Jestem Superbohaterem.-uderzył się pięścią w klatkę piersiową. To było dziwne... Jakby zabijał komara, tylko że tam komara nie było.
-Okej spoko, to jak już się przedstawiłeś to siema, Myth jestem. A to Luna.-Wskazałem na Lunę.
-Buahahahhaha, Myth? Ty? Nigdy w życiu! Przecież Myth jest muskularny i wysoki i niesamowity, widziałem go kiedyś dlatego postanowiłem zostać superobhaterem, pamiętam przecież jak wyglądał. Po


prostu jego zajebistość aż błyszczała... A Ty co? Jakiś niewyspany, wychodzony, ponury studencina...
-Eeee, ale że co? Przecież ja to Myth!
-Gdybyś był Myth to byś zrobił coś z tymi całymi Starsami... To przecież oni chcą zmienić ten kraj w jakieś postnazistowskie szambo.-Miałem ich na liście podejrzanych, ale no przecież oni są superbohaterami!
-Dobrze zatem musimy złożyć im wizytę, zrobimy to za kilka dni.-Luna natychmiast mi przytaknęła.
-Ale zaraz zaraz kolego-zaoponował Człowiek Muzyczny Korniszon-kim Ty jesteś że decydujesz o tym by organizować jakąś akcję?-Spojrzałem na Lunę, skinęła głową aprobując moje następne poczynania.

niedziela, 29 września 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 29.09.13r. Niedziela

Zgodnie z tym co powiedziała Irdis, wybrałem się na ulicę Pokusy 66/6. Rozglądam się w prawo-nic, w lewo-nic. W ogóle jakoś tak pusto, pewnie Irdis się pomyliła...

Szwendałem się po tej ulicy kilka godzin, poza kilkoma przechodniami, dwoma samochodami i żyrafą nie zauważyłem to nic dziwnego... Postanowiłem już wracać do Tajnej Siedziby, nagle usłyszałem wybuch!
Jakiś statek kosmiczny uderzył w jeden z bloków, o a teraz leci kilka kolejnych. O! Przecież to statki Aikonów! O! Jakaś dziewczyna próbuje wyjść z rozbitego statku... Ups spada, kto postawił na środku chodnika 5 kaktusów?
Odpaliłem Wysoce Technologicznie Zaawansowany Osobisty Plecak Odrzutowy Wysokiej Mocy i z prędkością dźwięku złapałem dziwnie ubraną dziewczynę. Posadziłem ją na ziemi i ruszyłem ku dwóm myśliwcom Akionów. Pierwszego załatwiłem wrzucając granat do wirników, następnie wskoczyłem na kokpit drugiego i przebiłem głowę wroga moją kataną.
Statek lotem sunącym przejechał po całej ulicy i zatrzymał się na latarni.
Rany ja to serio jestem niesamowity, w dodatku ta laska to widziała-pomysłałem. Podszedłem do dziewczyny w sukience w kwiatki i z kokardą z boku głowy.
-Ojej, uratowałeś mnie! Arigato!-krzyknęła słodkim głosem dziewczyna i rzuciła mi się na szyję.
-Spoko, to w sumie mój zawód. Kim jesteś? -zapytałem.
-Jestem Magda Luna, pochodzę z zakonu Strażników Czasu z Imprerium Cesarzowej Tity.
-Świetnie! Znam ją, nie żebym się chwalił ale to moja dziewczyna.- Powiedziałem dumnym głosem.
-Ty jesteś Myth-san?- zapytała dziewczyna
-No tak to ja, nie widać?

-Ohhhh, Myth-san...-posmutniała- Mam dla Ciebie bardzo smutną informację... Gomen nasai.
-Co? Jaką smutną informację? Co się stało?
-Jeszcze raz gomen nesai Myth-san. Chodzi o coś to stało się z czasem.-zrobiła krótką przerwę i mówiła dalej- Chodzi o to... Że ktoś zmienił w jakiś sposób czas... Wielu ludzi się całkowicie zmieniło... Cesarzowa Tita też.-Spuściła głowę jeszcze bardziej.
-Co się z nią stało? Myślałem że jest zajęta bo nie miałem z nią kontaktu ostatnio...
-Myth-san... Jako Strażnik Czasu muszę Cię prosić o to byś leciał ze mną, bo o ile mi wiadomo w przyszłości powinniście być razem, tzn w tej właściwiej wersji. Bo w tej wersji nie będziecie...
-Co? Nie rozumiem, jak to nie będziemy? Przecież się kochamy, ja to przecież wiem.
-Myth-san, onegai shimasu , musimy szybko lecieć na Sz-Cz-N, może jeszcze uda się uratować tę dobrą wersję przyszłości. Wyrzuciłem ciało Aikonina z kokpitu, wsiedliśmy i polecieliśmy na Sz-Cz-N.

środa, 25 września 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 25.09.13r. Środa

Jak to jest że zawsze ładuję się w największe tarapaty co? Ja rozumiem, raz na jakiś czas... No dobra z pięć razy w tygodniu. Ale noooooooo kurde, nie bez przerwy.

Jak zapewne z wczoraj pamiętacie przypadkiem wysłałem portal międzywmiarowy do wymiaru który owy portal miał otworzyć, włączył się alarm i pojawił się Wódz ekipy Stars. Niejaki Shitler.

Shitler spojrzał na mnie groźnym spojrzeniem zza swej maski, podniósł rękę w górę i skierował ją na mnie. Całkowicie zdębiałem, jego oczy były tak strasznie przesiąknięte nienawiścią i chęcią niszczenia wszystkiego wokół. Zrobił jeden krok, poczułem jakby duszenie w gardle i wtedy usłyszałem jego zimny, mroczny głos:
-W moim gabinecie wylała się kawa, idź posprzątać.-o mało nie popuściłem...
-T...T...Ta..K. Proszę Pana, już idę.- Odpowiedziałem i naginałem do windy jak szalony. Wjechałem na samą górę, drzwi się rozsunęły i zobaczyłem ogromny gabinet na całe piętro. Te freski, te malowidła- dziwne że na każdym jest swastyka. O, nawet replika Bitwy pod Grunwaldem, tylko że tu wygrywają Krzyżacy... Ogólnie spoko, jakieś portrety Hitlera i te obrzydliwe obdarte ze skóry spreparowane ciała.
Ah Ci hipsterzy... Nie znają się w ogóle na sztuce.

Podszedłem do komputera i zauważyłem coś przedziwnego. Jeden z plików na pulpicie Shitlera nosił nazwę Blitzkrieg II, inny brzmiał Nazistowski Aparat Do Uniwersalnego Przekształcania Interczasowej Energii- w skrócie NADUPIE. I kilka różnych takich, jednak najbardziej zaciekawił mnie folder "nagie zdjęcia Alarm". Ruchem zręcznej baletnicy podpiąłem pendrive'a i przekopiowałem pliki.

Potem zdałem sobie sprawę że lepiej uciekać. Więc wyskoczyłem przez okno i przy użyciu Wysoce Technologicznie Zaawansowanego Osobistego Plecaka Odrzutowego Wysokiej Mocy dotarłem do Tajnej siedziby.

Usiadłem by zdjąć buty, poczułem dziwny niecodzienny zapach. Wstałem i zakradłem się do Centrum Dowodzenia.
- No siema! Chyba o mnie zapomniałeś!


niedziela, 22 września 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 22.09.13r. Niedziela

Okej szybki skrót wydarzeń, dawno dawno temu Biała Kruczyca pojmała Marchewkową Wiedźmę i wysłała ją do więzienia w innym wymiarze chronionym przez harpie. Po pokonaniu Białej Kruczycy i jej armii wysłałem mojego robota R.O.M.A.N.a oraz moją przydupaskę Fireslayer(myślę że ona nie wie że jest moją pomocnicą). Wysłałem ich by odszukali Marchewkową Wiedźmę. Znaleźli ją lecz przypadkiem zaginęła Fireslayer... I przy okazji zaginęła maszyna do skoków międzywymiarowych, teraz nie mogą wrócić. Odkryłem że najbliższy portal miedzywymiarowy znajduje się w siedzibie akademii Stars. To taka nowa organizacja zrzeszająca najlepszych superbohaterów i trenująca młodych adeptów tej profesji.

No więc założyłem wypolerowany pancerz i świeżo wyprany płaszcz. Miałem zapas amunicji i kanapek na cały tydzień. Byłem gotów by wyruszyć ratować R.O.M.A.N.a i Marchewkową Wiedźmę.

Wieżowiec był bardzo wysoki, jakieś 200 pięter. podszedłem do ruchomych drzwi, przepuściłem staruszkę w różowym kostiumie i wielką złotą koroną na głowie. Podszedłem do całkiem ładnej recepcjonistki pochodzenia azjatyckiego i zpatałem:
- Dzień dobry. Jestem Myth, znany superbohater i chciałbym się spotkać z Panem Shitlerem.
- Przepraszam kto? Mysz? Człowiek mysz?- zapytała recepcjonistka
- MYTH! M Y T H. Uratowałem świat kilkaset razy. Coś się kręci w tej śmiesznej główce?
- Niestety nie, nie znam Pana i na liście prawdziwych superbohaterów nie mam Człowieka Mysza.
- Nie jestem człowiekiem myszą! Ja muszę się z nim spotkać! Proszę powiedzie....
- Proszę odejść bo zawołam ochronę!- wrzasnęła azjatka. No cóż, z nią się nie dogadam...

Miałem już wyjść gdy jakaś kobieta powiedziała do stojącej grupki dzieci: "uwaga kadeci pierwszoroczni, najpierw przejdziecie test waszych mocy a potem każdy z was porozmawia z Panem Shitlerem"
-To moja szansa!-pomyślałem i zgarbiony dołączyłem do grupy dzieci.

Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 22 IX, 2013, Niedziela

PRZYSZŁA SZKOŁA, NIKT NIE MA CZASU NA SUPER MOCE. : <


Jak widać, zdjęcie ukradzione z portalu joemonster.org.

   Znalazłam kolejnego książkowego detektywa! Jest nim pan C. Auguste Dupin autorstwa Edgara Poe'a. Czas się wziąć za czytanie! *^*
   Jesień powoli nadchodzi, jabłuszka są już czerwone! Siedzieliśmy z Nomenem, Bartoszem i Mistrzem w sadzie, jedząc jabłka. I tego dnia przyszedł list. Jego treść była dziwna, a sama historia wydawała się... zabawna.

sobota, 21 września 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 21.09.13r.

Wymyty, ogolony, wypastowany, w pełnym rynsztunku bojowym, z pełnymi magazynkami i z Wysoce Technologicznie Zaawansowanym Osobistym Plecakiem Odrzutowym Wysokiej Mocy na plecach.
-Ja Myth, znów jestem gotów by nieść ciężar ludzkości na mych jakże dopracowanych barkach! To ja wraz z Astrogirl i innymi superobhaterami poprowadzę ludzkość ku nowej złotej erze gdzie ludzie ży...
-Ej Ty! Złaź z tego dachu! Bo zadzwonię na policje świrusie!- krzyczała z balkonu jakaś starsza pani
-Ale ja jestem superbohaterem! Daję teraz płomienne przemówienie!-odkrzyczałem.
-Złaź z tego dachu cholerniku jeden! Zadzwonię po moją wnuczkę i Ci dupę skopie wsiurze jeden!



No co za babsztyl, chociaż w sumie zimno mi się zrobiło. Dobra idę do niej.
Zeskoczyłem na balkon i się pytam tej raszpli:
-Jestem superbohater Myth! Uratowałem świat 4379 razy a pani mnie nie kojarzy?
-Nie wiem, te buty to jakbym gdzieś widziała... Ale i tak teraz już się nie liczysz, teraz na topie jest organizacja S.T.A.R.S.! Oni są modni, znani i piękni, a Ty co? jakiś hełm jakieś pierdu pierdu kolorki, gdzie ty się ubierasz? W Castoramie? -ale że co? Nie ma mnie miesiąc i aż tak się pozmieniało?
-Jest pani bardzo nie miła-powiedziałem grzecznym tonem(tzn mogłem to lekko ocenzurować zważywszy że czasem jak już ktoś czyta tego bloga to mogą pośród nich znaleźć się dzieci które nie mają pojęcia o istnieniu słów kurwa, cholernica, przędzarka i obłąkana starucha).
- Tego już dosyć ty bezdomna świnio! Wynoś się z mojego domu- i zostałem nieoczekiwanie "poproszony o wyjście" przez kulę armatnią. Tzn kula była w armacie, armata była ukryta w fortepianie a fortepian stał przy staruszce.
Już wiem dlaczego fortepiany są takie ciężkie! Ciekawe czy można sobie zamówić fortepian z wyrzutnią rakiet.

W każdym razie wróciłem do Tajnej Siedziby, zjadłem pyszną kanapkę, zrobiłem sobie potem jeszcze 10 i zabrałem się za sprawdzanie tzw organizacji S.T.A.R.S.

piątek, 20 września 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 20.09.2013r.

 Wróciłem! I opowiem wam historię o tym jak superbohater postanowił zostać zwykłym człowiekiem.

Pewnie wszyscy znają tę historię, to zwykła, najzwyklejsza historia o niezwykłej miłości dwojga ludzi (tudzież kosmity i ludzkiej kobiety). No po prostu historia jakich wiele i o jakich ciągle się słyszy.

Superbohater poznaje dziewczynę, zakochuje się i dla dziewczyny porzuca superbohaterstwo. Bo przecież jest jeszcze wielu superbohaterów. Pewnie myślicie że porzucenie superbohaterstwa to bardzo bardzo głupi pomysł. No ale no? Ma się biedna martwić?

No i jak to w takich zwykłych historiach o zwykłych ludziach (tudzież kosmicie i ludzkiej kobiecie) bywa, superbohater został zwykłym człowiekiem, porzucił swoją maskę, zbroję i kompanów. Ale tak właściwie to dlaczego? Z miłości? A może po prostu z lenistwa...

W każdym razie exsuperbohater przekonał się życie zwykłego człowieka jest wspaniałe, czuł się niemal jak w raju. Aż do czasu gdy wakacje się skończyły. Jak to zwykle po wakacjach, ludzie wracają do pracy/szkoły/przedszkola i mają znacznie mniej czasu dla innych, w tym wypadku dla mnie, tzn dla głównego bohatera naszej historii. No więc skoro nie może spędzać czasu ze swoją dziewczyną to siedzi na portalu społecznościowym o nazwie zbliżonej do HeadShot. Zastawiał się on całymi dniami co może robić zwykły człowiek który jest exsuperbohaterem? Mam znaleźć pracę czy coś? Tzn ON ma znaleźć pracę? Ma znaleźć sobie nowe mieszkanie? Ma wieść normalne życie pozbawione walki, wybuchów, zwrotów akcji i sensacji?

Dobra spróbuje! - Pomyślałem i zabrałem się za wprowadzanie tego w czyn.

czwartek, 12 września 2013

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 12 września 2013, czyli tydzień po... [część II]



[Widzę, że koledzy superbohaterowie pozostawili mi bloga pod wyłączną opiekę. Nie, to nie mogło się dobrze skończyć.]

Taka wymiana zdań swego czasu była:
SuperInformatyk: Ja kiedy jechałem w góry, to się bałem, że nagle przestaną być takie nierzeczywiste, że staną się realnym miejscem, a nie tajemniczymi, latającymi wyspami.
Ja: Ja się boję, że oni nie przestaną być dla mnie nierzeczywiści.
SuperInformatyk: Kiedy ja jechałem na koncert Katie Melua, to dopchałem się do głośnika i wystarczyła mi świadomość, że ona jest tam zaledwie 20 metrów ode mnie
Ja: Ja się boję, że tyle właśnie będzie musiało mi wystarczyć, a nie wystarczy...
SuperInformatyk: To już chyba nie mam porównania z górami ani Katie Melua - po prostu cały czas mi mało tych pierwszych
Ja: A tego drugiego?

Tak się czułam jeszcze wędrując w poszukiwaniu restauracji w Oliwie. Znaczy: nie wiedziałam właściwie, jak. I w sumie w pewnym momencie pośpiech (który około 1800 się pojawił, bo co też oni tam będą robić przy otwarciu, i do samej o 2000 nie ustawał z powodu zachcianki z bieganiem nad morze) dobrze mi zrobił, bo przestałam się wreszcie zastanawiać, czego nie będę miała, i marudzić, jakby to mogło być w jakiś innej, idealnej wersji wydarzeń, a zaczęłam się zachowywać jak normalna fanka (jaki oksymoron uroczy) wgapiająca się w scenę (czy też miejsce, gdzie oczekiwała, że ona będzie) w oczekiwaniu na swego idola swoich idoli (opanuj się wreszcie, kobieto, ich tam jest DWÓCH!).

środa, 11 września 2013

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 11 września 2013, czyli tydzień po... [część I]


To jest jednak naprawdę fenomen. O ile w standardowych przypadkach moje rekordy w niemożności odlepienia się od jednego ciągu dźwięków nie przekraczały jednego, a czasem dwóch dni (czy to Kidz od Take That czy którykolwiek z cudów Talk Talk czy Gigi D'Agostino), o tyle teraz jak się dorwałam do A face like that, tak się prawie oderwać nie mogę. Prawie, bo z krótkimi przerwami dla Thursday i Memory of the future. Słucham tej piosenki albo dosłownie (jak nie z laptopa, to ze smarkfona), albo niedosłownie, kiedy sama odtwarza mi się w głowie. I tak bite pięć dni. Właściwie to podchodzi to już pod fazę czekania aż mi łaskawie obrzydnie, jak to się działo nieuchronnie po połowie tego czasu, ale nie - od początkowej obojętności przeszłam do zainteresowania, od zainteresowania do przyglądania się drobiazgom, od przyglądania się drobiazgom do permanentnego podziwu... Postuj na jakieś znudzenie nie jest jak na razie przewidziany.
Nie powinno mnie to chyba dziwić - z King's Cross było/jest dokładnie to samo.
Pytanie zatem powinno zabrzmieć - dlaczego dopiero od pięciu dni, skoro minął tydzień? :D

wtorek, 3 września 2013

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 3 września 2013, czyli dzień przed...



[Uwaga! Uwaga! Za przeproszeniem "wpis" tworzony w większości o 0:53, uprasza się nie oczekiwać zbyt wiele]
[I w ogóle "wpis" będzie monotematyczny – o czym też Uwaga.]

Niektórzy już wiedzą:


tumblr

No, czyli to będzie jutro.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Artoooooor, Podhalański Dziennik (Nocnik?) Superbohatera 27.08.2013

Khhem, gdzie ja to...<szuka klawiatury>...zaraz...<ogarnia się, że właśnie na niej pisze>...już jestem na kartko-wizji? <poprawia fryzurę i okulary> Zniknąłem na jakiś czas. Nawet całkiem długi. Kombinacje z czasoprzestrzenią bywają niebezpieczne - zwłaszcza, jeżeli wykorzysta się do nich rakietę "Podhalanin" linii Pewnie Kiedyś Przyjedziesz, korkociąg, chomika, butelkę Kasztelana, górskie buty, podręczną bombę atomową, łańcuch, Łakomcię i zepsuty kran. Ale dokładniej o tym za jakiś czas.

Pewnego dnia, kiedy jak zwykle przygotowywałem magiczny wywar w kotle Oracle (ma cudowną moc doprowadzania do szewskiej pasji każdego, kto go wypije. Jako dziecko wpadłem do kotła z magicznym wywarem...), z klatki chomika ktoś zawołał mnie:
- Artur!

środa, 14 sierpnia 2013

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 14 sierpnia 2013



No, już dwa tygodnie minęły od mojego wielce oczekiwanego i opiewanego gdzie popadnie (choć akurat nie tutaj, znowu, oops ) Doctor Who Kraków Meetingu III (który jakoś tak za każdym razem inaczej się nazywa, choć przecież zawsze jest tym samym). Pasowałoby coś powiedzieć. No cieszę się, przede wszystkim się cieszę, że wreszcie zobaczyłam na własne oczy/porozmawiałam/pochodziłam/potegowałam różne inne fajne rzeczy z osobami, z którymi zawsze chciałam to zrobić. Co prawda było nas za mało, komputery były za mocno niedziałające, organizatorzy za mało dopasowani do czegokolwiek, no ale ONI byli! I był...

piątek, 9 sierpnia 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 9.08.2013r Piątek

Kap kap kap. Deszcz.
Znacie to uczucie gdy w przypływie złości rzucacie dziewczynę a potem okazuje się że ją kochacie bardziej niż myśleliście.

 Kap kap kap. Burza.
W dodatku ta dziewczyna was teraz nienawidzi i cierpicie, jesteście sparaliżowani niemocą i brakiem sił.

Kap kap kap. Wichura.
Mało tego, że przez swoją głupotę jesteście wrakiem człowieka to w dodatku nie jesteście w stanie ratować świata.

Kap kap kap. Słońce.
Wyobraźcie sobie to uczucie że po tej okropnej burzy wychodzi słońce, zaczynacie czuć się lepiej, co prawda serce nadal przypomina las podczas wybuchu 10mt bomby wodorowej.  Ale zaczyna wam się chcieć, czujecie energię, jak ten gruby z filmu "Gruby i grubszy" (albo coś w tym stylu). W każdym razie macie zastrzyk motywacji.

To były moje przemyślenia w trakcie testowania 8 modelu Wysoce Technologicznie Zaawansowanego Osobistego Plecaka Odrzutowego Wysokiej Mocy. Dobrze że założyłem grubsze skarpetki bo przy prędkości mah5 robi się lekko chłodno. Leciałem nad miastem, podśpiewywałem sobie i udawałem że jetem baletnicą. Nagle spostrzegłem jakąś dziewczynę która do mnie macha. Pomyślałem "pewnie ma ochotę na moją kanapkę". Normalnie by jej nie dał, bo w 90% wyglądała na żywą ale coś w jej wyglądzie mnie zaniepokoiło. Konkretnie wiśniowe włosy. No co? Lubię wiśnie, to fantastyczne owoce. Moja babcia robi z nich kompoty. Moja babcia jest fantastyczna, kompoty też. W każdym razie wylądowałem na skraju klifu którego przez poprzednie 20 lat życia w tym mieście nie zauważyłem. To podejrzane, co wiśniowłosa dziewczyna robi sama na klifie? Czy chce popełnić samobójstwo i specjalnie każe mi wylądować by mnie obezwładnić?

- Witam, kiwałaś więc jestem-a potem dodałem- i uprzedzam że nie mam kanapek.
- Witaj! Jestem Iris, siostrzenica Jana Kruczka.- niemożliwe żeby ta całkiem ładna dziewczyna była w jakimkolwiek stopniu spokrewniona z tym... Rosomakiem...Albo czymś znacznie włochatym.
- O to świetnie, ale czego chciałaś? No bo wiesz, ratowanie świata i te sprawy.- przyjąłem superbohaterską pozę i zrobiłem szeroki uśmiech.
- No więc chodzi o Twoją przyszłość...

wtorek, 6 sierpnia 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 6.08.2013r Wtorek

- Czy mogę przeprowadzić z panem wywiad?- Zapytał mężczyzna w długim szarym płaszczu, miał okulary, kapelusz i brudny od musztardy krawat.
- Eeee, oooo.  Jasne, tylko chyba pan nie zauważył że jestem w trakcie ratowania świata… -bo wbrew pozorom rzeczywiście ratowałem świat.
- Chce mi pan powiedzieć że jajecznica,dmuchana lala z sexshopu i pusta klatka dla ptaka posłużą do uratowania świata?- spojrzał na mnie dość podejrzliwie. Skinąłem głową i zaproponowałem:
- To może spotkamy się kiedy indziej? Bo naprawdę świat jest w wielkim niebezpieczeństwie.
- No dobrze, proszę to moja wizytówka. Pasuje mi w każdy dzień o każdej porze.
Tak oto poznałem Jana Kruczka, wtedy nie miałem pojęcia jak jego postać zmieni moje życie. Szybko uratowałem świat, wróciłem do Tajnej Siedziby i padłem na łóżko. Było takie mięciutkie, nawet nie zauważyłem że zasnąłem, w dodatku byłem w zbroi bojowej. 

Po ciężkim poranku wziąłem się do pracy, przeczytałem maile. Większość była od moich fanek, trochę spamu i po raz kolejny wygrałem ferrari. A zapomniałbym, dostałem też wiadomość od Fireslayer  i R.O.M.A.N.a, których wysłałem na poszukiwania Marchewkowej Wiedźmy. Dowiedzieliśmy się że jest przetrzymywana w sąsiedniej galaktyce. Owa galaktyk powszechnie na Ziemi znana jako Obłok Magellana, a przez społeczność kosmiczną zwana Okiem Lutrytei.  Zwał jak zwał, podróż potrwa jeszcze sporo czasu. Więc teraz cała odpowiedzialność za ochronę tej planety spoczywa prawie tylko na moich barkach, czuję się jak taki super wielbłąd który niesie na grzbiecie losy ludzkości w kształcie człowieka.
Dzień minął dość spokojnie, słońce zaszło o odpowiedniej godzinie (20:42) i nikt nie próbował zniszczyć świata, usiadłem wygodnie w fotelu i postanowiłem coś zrobić, niestety nie miałem nic ciekawego do roboty więc postanowiłem udoskonalić pancerz bojowy. 
Nagle znalazłem wizytówkę Jana Kruczka,  pomyślałem że w sumie mi się nudzi więc zadzwoniłem.
Umówiliśmy się za 20 minut w pobliskim barze.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Pamiętnik Geniusza Zła, 5 sierpnia 2013

UWAGA POST ZAWIERA SPOILERY I JEŚLI OGLĄDASZ DOCTORA WHO I NIE CHCESZ WIEDZIEĆ KTO JEST DWUNASTYM DOCTOREM, PRZESTAŃ SIĘ OSZUKIWAĆ I TAK CI SIĘ TO NIE UDA

Czekałam jeden dzień z napisaniem tego posta. Głównie dlatego, że gdybym napisała go wczoraj wyglądałby tak:

"OMG! ON JEST CUDOWNY! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! dslkgjsandglu;elsvculnnxmhlczhgndsluiefwbvtuesdhjkshddffkjgjk

poniedziałek, 29 lipca 2013

Pamiętnik Geniusza Zła, 29 lipca 2013

Czy jestem jedyną osobą, która patrząc na słowo "friends" na facebook'u myśli: "wait, what? they're not my friends, i barely even know them"?

Innymi słowy, to znowu ja.

Byłam bardzo zajęta przez ostatni tydzień. Musiałam podpisać kilka petycji, zlecić pare zadań skrytobójcom (którzy niestety wciąż boją się jechać do Rosji), uknuć kilka złowieszczych planów, zabić trochę zombie i nadrobić Doctora who (czego wciąż nie zrobiłam, ale chyba nikt nie może mnie za to winić. Obejrzałam dwa odcinki, jak dla mnie to sukces).

Więc tak, ciężki tydzień.

A jeszcze jutro muszę opuścić moją super-tajną-i-złowieszczą bazę (znaną także jako mój pokój) i lecieć na drugi koniec kraju.

I w dodatku mój pies jest mokry na mojej podłodze.

Bo tak, jest burza. I deszcz. Kiedy będę rządzić światem zakażę burzom bycia. 

Deszcz może zostać. Lubię deszcz.

Bo deszcz jest taki jak ja. Nie robi nic prawdziwie złego, a ludzie i tak go nie lubią. Więc jest skazany na wieczną samotność i życie ze swoimi pięknymi ideałami w jakiejś dziurze (albo moim pokoju).

O czym ja pisałam?

sobota, 27 lipca 2013

RedSight, Czerwona zamieć, 27.07.2013

                Obudził mnie krzyk i wybuch tak mocny, że ze stropu posypał się gruz. Zaraz po tym drzwi otworzyły się z hukiem a do środka wbiegł zdenerwowany Barnaba.
                - Chyba musimy już teraz zacząć przeprowadzkę… - powiedział tylko.
                Wtedy dotarło do mnie, co się dzieje. Znaleźli nas. Niedobrze…
                Szybko wstałam, chwyciłam tylko moją czerwoną chustę i przewiązałam w pośpiechu oko. Podeszłam do okna. Na dole jak mrówki gromadzili się żołnierze. Były ich dziesiątki. Otoczyli nas odcinając nam drogę ucieczki. Złapałam się za głowę. Nie wiedziałam, co robić.
                - Liny… - Nie słyszałam nawet, kiedy stanął obok mnie. Spojrzałam w górę, z dachu rzeczywiście zwisały dwie grube jak ręce liny. Jak mogłam o nich zapomnieć.
                Bez zastanowienia wdrapałam się na parapet i spróbowałam dosięgnąć jednej z nich. Okazało się, że to wcale nie będzie takie łatwe. Każda z nich kołysała się nieśmiało jakiś metr od krawędzi okna, a do ziemi było jakieś 10 pięter. Nie potrzebowałam jednak zachęty. Przykucnęłam lekko i skoczyłam najmocniej jak mogłam. Udało mi się złapać jednej liny. Zimne powietrze poranku smagło moją skórę aż przeszedł mnie dreszcz. Spojrzałam jeszcze raz w dół i zamarłam. Serce podeszło mi do gardła. Co teraz?
                - Red! Nie patrz w dół! Spróbuj się rozbujać i dosięgnąć najbliższego drzewa!
                Nie szło mi to najlepiej, ale w końcu udało mi się. Drzewa wcale nie były tak daleko jak myślałam.  Bez problemu przeskoczyłam na jedno z nich. Odwróciłam się żeby ponaglić Barnabę i zamarłam. W pokoju rozgorzała walka. Mój towarzysz stał sam okrążony dziesiątką żołnierzy.
                - Uciekaj Red! Nie oglądaj się!
                Zaczęłam przeskakiwać z gałęzi na gałąź zwinnie jak wiewiórka.  Kiedy zauważyłam, że w pobliżu nie ma żołnierzy postanowiłam zejść na ziemię. Gdy tylko postawiłam bose stopy na ściółce, od razu pobiegłam przed siebie. Nie minęła chwila i usłyszałam za sobą kroki. Obejrzałam się przestraszona, ale nic nie widziałam. Nagle z ciemności wybiegł Barnaba. Zrównał ze mną krok.
                - Nie oglądaj się. – Powiedział i złapał mnie za rękę.
                Ciągnął mnie przez największe krzaki w lesie. W końcu udało nam się dobiec do naszego lądowiska. Dopadliśmy do jednego z małych kukurydzianych samolocików, kiedy z lasu wysypali się żołnierze.
                - Szybko Red! Właź do środka!
                Wgramoliłam się na swoje miejsce. Barnaba był już na swoim i próbował odpalić silnik. Zaskoczył za trzecim podejściem. Skierowaliśmy się na pas. Żołnierze Biegli za nami. Byliśmy dla nich za szybcy. Już po chwili lecieliśmy. Nad lasem unosiła się czerwona łuna. Moja wieża płonęła…
                Nie wiem, kiedy zasnęłam, ale obudzić się w spadającym samolocie to nic przyjemnego. Wszystko mrugało, pikało i piszczało. Ziemia była coraz bliżej. Zamknęłam oczy, objęłam się rękoma i wbiłam paznokcie w barki. Głośniejsze od uderzenia w ziemię były tylko przekleństwa Barnaby. Udało mu się jednak tak ustawić maszynę, że tylko prześlizgnęła się po płaskich otoczakach małej rzeki i zatrzymała się uderzając w jakiś stary spróchniały pień.
                Kiedy miałam już całkowitą pewność, że jesteśmy na ziemi, szybko wybiegłam z resztek samolotu i zatrzymałam się kilka metrów dalej. Zimna woda obmywała moje stopy.
                - Gdzieś Ty nas wywiózł? – Zapytałam, gdy Barnaba stanął obok mnie.
                - Jesteśmy gdzieś w Polsce. – Powiedział i zaczął ściągać i rwać koszulę.
                Podszedł do jednego z większych kamieni i gestem kazał mi na nim usiąść. Nie protestowałam. I tak byłam mocno zmęczona. Kiedy tylko usiadłam Barnaba nachylił się i przewiązał mi podarte kawałki koszuli na stopach.
                - Na razie powinno wystarczyć. Niedaleko jest jakieś miasteczko. Musimy pójść z nurtem i dotrzemy tam za jakąś godzinę.
                Droga była koszmarna. Kamienie przerywały lekki materiał koszuli i kaleczyły bezlitośnie moje stopy. W pewnym momencie Barnaba bez słowa podszedł i wziął mnie na ręce. Myślę, że gdyby tego nie zrobił po jeszcze kilku krokach padłabym jak kawka.

                Kiedy doszliśmy do miasta słońce świeciło już nad horyzontem. Miasto nie było w cale malutkie. Szerokie drogi były zapełnione samochodami, na chodnikach ludzie przeciskali się obok siebie spiesząc się, stare kamienice górowały nad tym wszystkim patrząc z wysoka oczami wiekowych okien.
                - Zaczekaj tutaj. Znajdę nam jakieś lokum. – Powiedział sadzając mnie na pierwszej ławce.
                Nie czekałam długo. Kiedy wrócił zadzwonił mi przed nosem małym pękiem małych kluczy. Pomógł mi wstać i poprowadził wybrukowaną gładkim kamieniem ulicą.
                Mieszkanie było malutkie. Znajdowało się na piętrze jednej z kamienic. Dwa pokoje, kuchnia, łazienka. Stare, obskurne ściany, pokryte kredą i mnóstwo pajęczyn.
                - Na razie powinno wystarczyć.
                Po tych słowach rozległ się dźwięk podobny do tego, który towarzyszy rozsypaniu szklanych kuleczek. Spojrzałam za okno i zobaczyłam na zewnętrznym parapecie małą łasiczkę.
                - Jeszcze dobrze się nie zadomowiliśmy a oni już wiedzą gdzie jesteśmy. – Powiedziałam dumna z moich małych szpiegów.
                Mechanizm okna jęknął cicho, kiedy je otwierałam. Gronostaj wyprostował się szybko i zasalutował mi. Był to ów osobnik z kapeluszem z piórkiem. Szef całej reszty. Pogrzebał chwile w małej torbie przewieszonej przez ramię i podał mi złożoną kartkę. Wzięłam ją w pośpiechu i uścisnęłam mu łapkę na znak wdzięczności. Zwierzątko zasalutowało raz jeszcze i zeskoczyło z wysokiego parapetu by zniknąć w pobliskich chaszczach.
                Otworzyłam kartkę i przeczytałam pierwszy raport. Były tam rysopisy i dokładne adresy siedzib kilku superbohaterów. Położyłam raport na stole i rzuciłam się na pobliskie łóżko.
                - Co teraz? – Zapytał Barnaba.
                -Teraz czas odpocząć. Resztą zajmiemy się jutro…




Chciałam się wam podlizać muzyką ale nie wiem co lubicie. Dlatego wklejam to co lubię ja. :)
 

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 26 lipca 2013



Kto pamiętał o dniu legendarnego wyłączenia nadajników analogowych 23 lipca 2013? Ja nie pamiętałam. Mimochodem zobaczyłam tylko jak jakoś pod wieczór coś na powierzchni Księżyca eksploduje. Zaowocowało to komunikatem wewnętrznym pt. O, księżyc wybuchł i tyle, dalej sobie kleiłam selera z gazety.


sobota, 20 lipca 2013

Pamiętnik Geniusza Zła, 20 lipca 2013

Hej, zgadnijcie kto wrócił.

Tak, ja.

Cudna Marvel.

Wasza ulubiona geniusz zła.

Właściwie to Geniusz Zła.

Szczęśliwi?

Hope so.

Długo nie pisałam, ale to nie dlatego, że kompletnie nie przejmuję się żadnymi obowiązkami i powinnościami.

Mogę być Geniuszem Zła, ale nie jestem zła.

Przeżywałam przez ostatni rok coś co można nazwać kryzysem emocjonalnym.

I szczęśliwie z niego wyszłam.

Prawie.

Ale skoro czuję się już dobrze mogę wrócić do nauczania drogich czytelników i bohaterów teorii zła.

Ej, to brzmi całkiem ciekawie.

Rozdział Pierwszy - "Czym jest zło?"

Może was to dziwić, ale zło jest jednym z najgorzej interpretowanych pojęć dzisiejszych czasów. Każdy ma swoją definicję zła. By to udowodnić popytałam paru osób. Oto niektóre z definicji, które otrzymałam:

"Diabeł jest złem. I ludzie, którzy nie wierzą w Boga. I młodzież. Młodzież też jest zła." - pani spod kościoła

"Kobiety i homoseksualiści." - jakiś przypadkowo spotkany polityk

"Komuniści." - mój ojciec

"Cholera, źle się czuję, a ty karzesz mi myśleć. Użyj wikipedii." - chory superbohater

"Zło to jedna z dwóch podstawowych wartości moralnych; przeciwieństwo dobra." - Wikipedia

Stwierdziwszy, że wszystko co usłyszałam jest bzdurą utworzyłam własną definicję zła:

"Zło jest współczesnym pojęciem na coś, co nam się nie podoba. Złymi nazywamy ludzi, którzy nie myślą tak jak my, rzeczy, które nie pasują do naszego widzenia dobra i zachowania nam nie pasujące. "

Każdy ma inne pojęcie zła. I każde z tych pojęć jest błędnę. Bo czy można złym nazywać pragnienie zmiany? Czy chęć wymordowania wszystkich ludzi o idiotycznych poglądach raniących innych jest zła? Jeśli tak, to ja nie chcę być dobra, dziękuję bardzo.


Więc tak, to jest fragment mojej książki, którą kiedyś napiszę. Albo i nie, ponieważ jestem leniwa.

Zobaczycie, kiedyś będzie to szkolny podręcznik. Albo chociaż lektura.

Na dziś was żegnam, napiszę wkrótce.
Marvel Princess





poniedziałek, 15 lipca 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 15.07.13r Poniedziałek

Jak zapewne pamiętacie ostatni wpis pojawił się 13 dni temu, ale dlaczego aż tak długo? Czy to przez to że nie chce mi się już pisać bo nikt nie czyta bloga? A może byłem chory? Albo może zdarzyło się tak że reszta superbohaterów na których liczyłem i którzy mieli mi pomagać i współdziałać ze mną sobie odpuścili i tak oto z 13 piszę zaledwie 2? A może byłem tak strasznie zajęty ratowaniem świata że nie byłem w stanie dojść do komputera? Albo może w końcu udało mi się znaleźć klucz do serca Monici Bellucci?

Otóż prawda jest taka że gdy wraz z Fireslayer odparliśmy atak Aikonian na chwilowo przebywającą tu Cesarzową Titę okazało się że to tylko przykrywka. Tak na prawdę Aikonianie byli tymi dobrymi, a ten wielki wieloroboci robot przebrany za zapaśniczkę sumo przebraną za członka ochrony. Tak, wiem, to trochę moja wina że jej nie sprawdziłem, ale w sumie to nieważne, gdyż o mało co wieloroboci robot zwany Duża Daria, tzn konkretnie 3/4 tego robota, uprowadził Cesarzową Titę. Za to w tym czasie ja, Fireslayer i 1/4 Dużej Darii niemal doszczętnie zdewastowaliśmy fregatę klasy "Rumcajs". Na szczęście Fireslayer  wskoczyła przez dziurę w kadłubie i zadała im kilka pytań. Oczywiście robot rzucił się na mnie z wielką golarką i krzyczał że mnie ogoli... Było mi niesłychanie przykro gdy jeden z wojskowych czołgów odstrzelił mu głowę zanim zdążyłem skonfrontować z nim moje ostrze. No cóż ale najważniejsza była władczyni 26 systemów gwiezdnych.

szukaliśmy ich przez 2 dni, znaleźliśmy ich w Kambodży gdy kończyli budowę prowizorycznej rakiety na cmentarzysku słoni. Błyskawicznie ich pokonaliśmy i osobiście odeskortowałem Cesarzową Titę na planetę-stolicę jej cesarstwa, planeta ta zwana Stieczcin czy jakoś tak. No to teraz pora wytłumaczyć co robiłem przez pozostałe 10 dni otóż byłem na wczasach w Stieczcinie, no wiecie, słońce, drzewa, łóżka... Oni tam mają tego sporo i jakoś tak ciężko było się oderwać, ale już jestem! Wróciłem! I znów ratuje świat!


czwartek, 11 lipca 2013

Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 11 VII 2013

   Towarzyszyła nam grobowa cisza. Trwała jednak tylko kilka sekund, ponieważ burczenie w brzuchu Nomena ją przerwało. Spojrzeliśmy na niego. On popatrzył na nas, potem na odłożony przez siebie talerz...
- Omnomnom... A'e 'ak 'o, 'ie 'uch? - Zapytał, nie przerywając konsumpcji.
- No normalnie, nie duch, tylko człowiek! Zostawił ślady! Teraz zrobimy - czyli ty zrobisz - odlew tego buta i poszukamy sprawcy.
- 'Ylko 'ajpierw 'jem.
- Tak, tak, a ja przesłucham wszystkich. Czy jest tu jakiś porządny gabinet, gdzie nikt nie da rady podsłuchiwać? - Zwróciłam się do Kunegundy.
- Tak. Jest na pierwszym piętrze, przy schodach.

- Dobrze, niech więc wszyscy zbiorą się w korytarzu. Przesłucham was po kolei, a Nomen w tym czasie zrobi odlew buta i... - spojrzałam na niego - zje.

poniedziałek, 8 lipca 2013

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 7 lipca 2013



Na czym skończyłam? Na ataku na tamtą bazę, na podsłuchach zza szyby, na tym jak zaatakowałam Ciasteczkowego Potwora... Czy może to on mnie zaatakował? To było tak dawno... A zresztą nieważne - moim znajomym tajnym agentom przestała się w końcu podobać "pomoc" superbohaterki, która nie robi nic oprócz kombinowania, jak tu wyrwać się do komputera, żeby coś obejrzeć, poleniuchować i w ogóle która ciągle nie wie, na czym skończyła. Stwierdzili, że gdybym poświęciła część z przeznaczanej do tego energii na próbę rozwiązania problemu głodu i wojny na świecie, dawno już wrócilibyśmy do Edenu. Jimmy Float próbował rozpisać to matematycznie, a Angus napisał wiersz (ale biały, czyli dramat czy jakoś tak). Przyznam, że wyglądało to trochę jak przypadki wykopania kogoś z zespołu, który sam założył, ale miało też swoje zalety (trochę spokoju?), więc spokojnie zdałam sprawozdanie ze swoich ostatnich podchodów (ze szczególnym uwzględnieniem ostrzeżenia dla Zbigniewa, nowego prawie-główno-dowodzącego, żeby strzegł się swojego dawnego kolegi, bo on tam jest), po czym spakowałam rzeczy, komputer i BISPOPa, i ruszyłam z wolna krokiem, którym zwykle kieruję się na stację.

sobota, 6 lipca 2013

Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 06 VII 2013

'Podczas produkcji nie ucierpiało żadne zwierzę.'
Witajcie!
   Nareszcie detektywistyczna szkoła przerwana przez wakacje! Teraz siedzę i sprzątam zamiast brać się za śledztwa.
   Cóż, jak widzicie, moja rekonwalescencja troszkę trwała. Nie jest to jednak dziwne, nawet teraz moja ręka nie jest w pełni sprawna. Muszę nauczyć się posługiwać maczetą i skutecznie przed nią chronić. No i udało mi się pozbyć Nomena - potrafię już sama jeść! Bez przesady! Tymczasem Mistrz urósł i w ogóle... Wszystkie smoki podrosły.
   Od wypadku, gdy tylko obrosłam w siły, znów zaczęłam biegać. Czasem nawet towarzyszy mi Nomen, ale jest raczej irytujący - w końcu biegam po to, aby rozmyślać jak rozwiązać daną sprawę, a nie po to, aby wysłuchiwać jego opowieści.

wtorek, 2 lipca 2013

Myth, Dziennik Superbohaterów 2.07.13r Wtorek

Pięć obiektów zawisło nad miastem, szósty wylądował na największym placu w mieście. Oczywiście zebrała się drobna grupka gapiów, jakieś 5000 sztuk ludzi. Kilkuset reporterów, 14 helikopterów telewizyjnych i jedna motorówka, nie wiem jakim cudem i po co umieścili ją w fontannie ale pomińmy to.
po przeciwnej stronie placu ktoś na szybko postawił wielki podest z czerwonym dywanem aż do statku kosmicznego Cesarzowej Tity. Na tym podeście stoją dwie osoby. Ja i Fireslayer.

Jestem gotowy, porządnie ogolony i w odświętnej zbroi. Mam na sobie też szczęśliwe bokserki w reniferki, mam nadzieję że chociaż trochę mi pomogą. Strasznie się stresuje, Cesarzowa Tita to nie byle kto, władczyni 26 systemów gwiezdnych-wszystkie podbiła siłą. Tylko po co przyleciała na Ziemię? Prześladuje mnie to gdyż nie wiem czego ona tak właściwie chce. Spojrzałem na Fireslayer, chyba była przerażona bo cały czas miała lekkie drgawki, albo to po prostu wirujący w niej ogień bo odzyskała moce i teraz ją nosi by coś spalić. Skinąłem głową, odpowiedziała tym samym gestem. Dodała szeptem:


- Pamiętaj że muszę Ci coś powiedzieć...

Nagle ze statku wyleciała biała mgiełka pary, wielka stalowa rampa przyozdobiona niebieskimi pasami i światełkami wysunęła się z pojazdu. grube drzwi miały się zaraz otworzyć, rzuciłem więc okiem na naszpikowanego po zęby bronią różnoraką niszczyciela klasy "Wściekły rekin Gustaw". Ciężko będzie to dziadostwo rozwalić, w sumie gdyby Agata roztopiła poszycie kadłuba to mógłbym wbić ostrza i narobić bałaganu. Ewentualnie mogę ściągnąć garnizon wojska, podjedzie jakiś ładny dywizjon pancerny i go podziurawią, mógłbym postąpić nieludzko i bez skrupułów- wejść na statek i zapchać toaletę... Nie! Nie wolno mi myśleć w taki sposób, to zbyt duże bestialstwo. Jednak patrząc na działa protonowe i kartaczownice magnetyczne odczuwałem pewien niepokój.

Gdy już drzwi rozsunęły się na boki i opadła mgiełka wytworzona przez statek zauważyłem Królową 26 Systemów gwiezdnych. Jak zwykle jej niebezpiecznie seksowne ciało kusiło wszystkich zgromadzonych, była niczym współczesna Kleopatra, tylko że z 29 762 397 698 razy większym królestwem. Jej wysokie szpilki powodowały że wyglądała jeszcze seksowniej. Zmierzała powolnym, arystokratycznym krokiem wzdłuż czerwonego dywanu. Jak na razie wszystko było okej, w razie czego mam rozpaloną Agatę i jajecznicę(do celów wiadomych) oraz zapas kanapek(do jedzenia). No ale jak to zwykle jest że gdy jest okej, nagle przestaje być. Tym momentem była sekunda w której mnie zauważyła. Zrobiła strasznie dziką minę i zaczęła biec w stronę podestu. Cholernie szybko się przemieszczała, po kilku sekundach była już pod podestem by sekundę potem wyskoczyła z niebywałą szybkością i ...

środa, 26 czerwca 2013

Ksena Wojowniczka, Dziennik Superbohaterki 26.06.2013 Środa

Po całej akcji z atakiem na Mytha wróciłam do domu i myślałam co teraz zrobić, przecież w nowej bazie jest pełno złoczyńców, którzy myślą o mnie jako o swej królowej.... Zaraz, zaraz. Właśnie, może to wykorzystać - to była moja pierwsza myśl.
Dobrze, ale jak to zrobić, przecież nie wparuję do bazy i nie powiem im, żeby nagle zaczęli robic dobre rzeczy, zaraz by coś podejrzewali, hmmm....
A gdyby tak polecieć tam i wymyślić jakąś durną misję, która na pewno im się nie uda i kazać im ją wykonywać dopóki im się to nie uda, możliwe, ale to będzie plan ostateczny, jeśli nic innego nie wymyślę
Dobra, nieważne, musze coś zjeść.

sobota, 22 czerwca 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 22.06.13r. Sobota

 No cóż, wakacje się skończyły. Pora powrócić do ratowania świata w imię pokoju, sprawiedliwości i dobrej wyzmażowności.
 No dobra kłamię. Nie zacząłem wakacji, cały czas biegam po mieście i łapię wszystkich drani i zakapiorów. Nie jest to łatwe, ostatnio idę sobie środkiem ulicy, słoneczko ładnie świeci i tu nagle jakiś taki typ z pod ciemnej gwiazdy(ubrany na czarno), wyrwał torebkę staruszce(Nie dziwię się, ten krzykliwy różowy płaszcz w 30 stopniowym upale) i ten drań zaczął uciekać. Wpadłem po prostu w szał, pobiegłem za nim krzycząc bardzo niecenzuralne słowa typu "Ty hultaju!" "Niech Cię świerszcze biją" itd.  Jak to zwykle ubranie na czarno typy spod ciemnej gwiazdy skręcił w ciemną uliczkę, no to ja za nim. Uliczka jak to uliczka, jakieś ceglane ściany, dwa śmietniki, kilka worków mało słońca i jakieś robale, nic szczególnego do podziwiania, chociaż ta wielka 3 metrowa statuetka orła w oknie mieszkania jakiegoś gościa z 2 piętra była godna uwagi ale tak poza tym to nic. Niestety złodziej okazał się mało kumaty gdyż była to dość ślepa uliczka. Gdy zauważył że sam osobiście zapędził się w byczy róg (zwykle mówi się kozi róg, ale kozy są białe a to typ spod ciemnej gwiazdy) wpadł w panikę, mówił że oddaje, rzucił torbę na ziemię i zaczął błagać o litość.
Spojrzałem na niego. Przydusiłem go do ściany i powiedziałem:

niedziela, 16 czerwca 2013

Fire Slayer, relacje superbohaterki

To był najgorszy okres w całym moim krótkim życiu, zero łóżka, zero radia, zero jedzenia i do tego ten dureń non stop plączący się pod nogami. Jak mu było? A tak, Myth, schizofrenik myślący, że jest superbohaterem. Podczas gdy ja spędzałam ostatnie chwile swojego życia opalając się na plaży, on konstruował jakąś dziwną maszynę do popcornu, którą nazywał teleporterem.
- Fireslayer! – taką nadał mi superksywkę – chodź! Portal zaraz się zamknie! – Wrzeszczał ciągnąc mnie za nogę.
- Nidzie nie idę! Chcę umrzeć tutaj z godnością!
- Głupia jesteś! No już, już!
Co jak co ale siłę miał w rękach, przeciągnął mnie pod samą obręcz pomimo mojego kopania i wierzgania. Wewnątrz maszyny do popcornu rozbłysło dziwaczne białe światło.
- Że to niby ma przenieść nas do domu? – mruknęłam otrzepując się z piasku.
- No chyba, najwyżej umrzemy.
- Nie… - urwałam, kiedy Myth pociągnął moją dłoń w kierunku portalu.

piątek, 14 czerwca 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 14.06.13r Piątek


Czy znacie to uczucie, wracacie po ciężkim ratowaniu świata, cali obalali, z ranami ciętymi, szarpanymi, postrzałowymi, obuchowymi, rąbane, kłute i kąsane. Stoicie ledwo co na nogach, jesteście głodni i nagle do waszej tajnej siedziby która jest zrujnowana i zdewastowana jak kurnik po wrzuceniu tam granatu, atakuje was wasza przyjaciółka której podano coś co można z powodzeniem nazwać "serum zła". Wasza koleżanka jest zła i napalona, rzuca was na ziemię i zaczyna się do was dobierać, myślicie sobie "Łohohoh będzie fajnie" i nagle ta zła koleżanka zostaje obezwładniona przez drugą koleżankę której chwile wcześniej przywróciliście pamięć po tym jak ją straciła przez awaryjne lądowanie na bezludnej wyspie. Nawet jeśli nie znacie tego uczucia to wyobraźcie je sobie. Udało się? Teraz wyobraźcie sobie że pod waszym oknem widzicie wielkiego... Ogromnego... Monstrualnego... Chomika który z białoruskim akcentem pyta się czy zamawialiście pizzę - no i teraz macie pełny obraz tego co na chwilę obecną przeżywam... No może oprócz chomika który przywiózł pizzę, bo to był tylko sen.

No więc gdy już zła Ksenia została obezwładniona przez Fireslayer. aktywowałem R.O.M.A.N.a którego Ksenia jakimś cudem wyłączyła. Zabrał ją do odpowiedniej placówki współpracującej z Narodowym Funduszem Zdrowia by podali jej antidotum na serum zła.

- No to co? Świat uratowany, zło pokonane, lodówka pusta czyli idziemy zjeść coś dobrego i smacznego na mieście?-zapytałem Agaty, siedziała na fotelu i machała rękoma i pstrykała palcami.- co robisz?
- Myth! Nie mogę wykrzesać ognia, ani iskierki! Nic!- odpowiedziała Agata, z jej twarzy nie mogłem odczytać czy to ją cieszy czy smuci.

niedziela, 9 czerwca 2013

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 9 czerwca 2013



Hmm. Najpierw miało być w tym samym dniu, bo przecież zaraz po odcinku, pierwsze wrażenie, oczywiste wnioski i ich negacje itp. Potem z powodu paru różnych szalenie pilnych rzeczy (kolejka w Biedronce, znacie to) miało być, że za tydzień - bo też sobota, bo pora odcinka, którego już nie będzie, bo koniec serii, więc może być. Potem, że dziesięć dni - bo żyjemy w świecie opartym na decymalnym systemie zapisywania liczb (taa, wszystkie wielbicielki liczby 8 tak gadają, kiedy nadchodzi deadline). No a potem to już tylko czekałam na Odpowiednią Okazję, która, jak miałam nadzieję, nadajdzie nieco wcześniej niż w dniu emisji odcinka rocznicowego. Aż tu miesiąc minął. Ponad. Matko Boska.
Po cichu się na siebie wściekając, że ciągle ankieta nieogadana. Pomimo że teoretycznie nie było czego omawiać, bo Blogger dał popis jak nigdy dotąd i w porze zamknięcia ankiety przywitało mnie równe 0 votes so far. No ale że mój leń nagle tak pięknie zostanie przez niego wynagrodzony magicznym powrotem tych wszystkich (jak się okazało: 21) zaginionych głosów, to się nie spodziewałam! No, trochę powinnam się była spodziewać. W końcu, jak wpada ci do biura przez okno mocno niezadowolona superbohaterka w różowym kostiumie, która musiała wziąć na chwilę przepustkę od wojowania z kulinarnym złem na Księżycu, wraz z towarzyszącymi jej zielonym cyklopem oraz gościem na miotle przebranym za kurczaka (do teraz nie wiem, co ten drugi tam robił), to mogą ci się lekko poprzestawiać priorytety. W obawie o rychłe poprzestawianie się zębów. I nagle zaczyna cię obchodzić, żeby ta ankieta zrobiła się mniej pusta, nawet jeśli miałbyś sam ją szybciutko uzupełniać.

piątek, 7 czerwca 2013

Ksena Wojowniczka, Dziennik Superbohaterki 07.06.2013 Piątek

W ostatnim wpisie wypowiedziałam słowa:
- hahah, gdybyś widział teraz swoją minę, ale wiesz co?....

A teraz ciąg dalszy opisu całej tej sytuacji
- Jesteś nadal taki milutki, więc zostawię cie sobie, ale ta rana mi przeszkadza
Zdarłam mu koszulkę i przylorzyłam ją do jego rany
- No, trzymaj, myslisz że od czego ja jestem?
Przytrzymał koszulkę przy ranie, która nadal krwawiła i nie wyglądała ciekawie
- Kseniu... - powiedział z takim wyrzutem w oczach
- Milcz!! - i znowu pchnęlam go na ścianę - słuchaj mnie, żyjesz tylko dlatego, że ja tego chcę, no i dlatego że jesteś milusi - krążyłam palcem po jego umięśnionym brzuchu, nagle wpadlam na myśl by zobaczyc jak zareaguje na inny sygnał i moja ręka wędrowała niżej, niżej

czwartek, 6 czerwca 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 06.06.13r Czwartek

- Bzzzzyt, bzzzz piii bzzzzyt. Tu Myth, Czy ktoś mnie słyszy? Odbiór? Sytuacja nie przedstawia się zbyt ciekawie, wraz z Agatą rozbiliśmy się na bezludnej wyspie. Jeśli ktoś to słyszy proszony jest o udzielenie pomocy. Jesteśmy prawdopodobnie na archipelagu wysp Tuamotu. Bzzzzzt, Mythmobil nie nadaje się do lotu. S. O. S. bzzzzyt Bzzzyt.- próbowałem skontaktować się z kimkolwiek przez radio, w sumie połowa radia bo drugą połowę przypadkiem zepsułem maczetą. Prawdę mówiąc sytuacja jest gorsza niż przekazałem przez radio. Została mi jeszcze tylko jedna kanapka i nie wiem czy podzielić się z Agatą tym pysznym owocem wielogodzinnych starań gospodyni w domu Sektencji. Ciekawe co u Sektencji, jak ostatnio ją widziałem to była w stanie utraty połowy krwi. No więc Archipelag Tuamotu, skąd wiem? Ze względu na charakterystyczne dla tych wysp insektów zwanych Huma-Huma. Dosyć duże, glizdowate i całkowicie jadalne, no może poza czułkami bo smakują jak brukselka. Skąd wiem? Byłem w gimnazjum na szkole przetrwania i od tej pory noszę ze sobą kilka niezbędnych rzeczy, takich jak mroczno czarny pędzel malarski, błyszczące śrubki 8mm i gumowe kółko z klocków LEGO owiniętych fikuśną wstążką koloru czerwonego. Znów rozbiłem Mythmobil, na szczęście ogniwo hydroksenogalwaniczne nie zostało uszkodzone więc może uda mi się coś zbudować. Może zbuduje rower wodny albo kuchenkę czy jak tam się nazywało to urządzenie które robi jajecznicę. Ech jajecznica, gdybym ja miał teraz jajecznicę...




poniedziałek, 3 czerwca 2013

Myth, Dziennik Superbohaterów 3.06.13r Poniedziałek

Zgrzyt metalu, dźwięki powiadamiające o krytycznym stanie urządzeń, świst powietrza, dudnienie krwi w uszach. Muzyka! I te efekty wizualne - błyski na tablicy rozdzielczej, kolorowe światełka przycisków bezustannie i bezsensownie mrugające mi przed oczami. Ech, adrenalina.
O ile piękniej by było, gdyby nie zemdlona dziewczyna na fotelu drugiego pilota. Fotelu równie bezużytecznym i nieużywanym, co ten mały, czerwony przycisk po prawej.
Gdzie w takich chwilach ta histeryczna, zapłakana i wkurzająca Amelia? Z nią miałbym prawdziwy ubaw. I może dostałbym kanapkę…

Przycisk kusił. Zatrzęsły mi się ręce, ale prawa bardziej. Palce zaczęły wybijać rytm, cudownie współgrający z wszechobecną muzyką panującą w statku. Co to za przycisk? Uratuje nas? Zabije? Zerknąłem na dziewczynę, lecz próżno u niej szukać pomocy. Leżała jak martwa. A może była martwa? Cóż… Przynajmniej  rzeczywista. Cholera, czułem się dziwnie. Wszystko było takie jakieś… Inne…
Musnąłem przycisk z lubością. Przeszedł mi po plecach dreszcz, jak tuż przez zjazdem ze zjeżdżalni w Aquaparku. Dłoń sama mi się zwinęła w pięść. Tak, to o to tu chodzi. Uniosłem rękę i z zachwytem uderzyłem  w przycisk.

wtorek, 28 maja 2013

Fire Slayer, relacje superbohaterki



Wszystko mnie boli, głowa pulsuje, płuca bolą. Słyszę szum, jest miarowy i uspokajający. Czuję ciepło na twarzy.

- Rany! – Krzyczy jakiś mężczyzna – ile można być nieprzytomnym?

Podchodzi i siada obok, czemu towarzyszy cichy skrzyp piasku.

- Ciągle tylko mdlejesz, albo się przewracasz, do niczego się nie nadajesz – klepie mnie po twarzy i rozwiera powiekę kciukiem.

- K-kim jesteś? – Pytam trzymającego moje powieki.

- Johny Depp, a nie wyglądam?

            Wydawało mi się, że Johny Depp był przystojniejszy. Osobnik miał blond włosy powykręcane we wszystkie strony, fragment zarostu na brodzie, wyglądał jak jakiś hipis, do tego ta dziwna pokiereszowana - czerwono czarna zbroja. Hipiso – pederasta, ale na pewno nie Johny.

            - Serio mnie nie pamiętasz? Myth. Musiałaś mocno się trzepnąć.

            Instynktownie przesunęłam palcami po ognisku bólu na skroni.

            - Nie mam pojęcia kim jesteś i możesz mnie już puścić.

            - A tak, wybacz – powiedział i zabrał paluchy z moich oczu.

            Przed oczami falowały mi jakieś kolorowe kropki. Otarłam twarz ręką. Jaki Myth? Wylądowałam na imprezie dla homosiów? Pewnie zaraz wykłady z filozofii, muszę się jakoś pozbierać. Daleko stąd na ulicę Piłsudskiego? A niech to, nie zdążę nawet wejść do domu i wziąć prysznica, kupię tylko dużą butelkę wody w kiosku i prześpię się na zajęciach.

            - Hej, daleko stąd na Uniwerek Chrobrego?

            - Stąd? – parsknął – widzisz tą taksówkę po drugiej stronie ulicy? No, to idź na tramwaj, o tam, wsiądź w 69 i po 8 przystankach jesteś.

            - Okej, to ja będę się zbierać, dzięki za pobudkę.

            Zaczęłam zbierać się z podłoża, opornie mi to szło, ale w końcu usiadłam. To co zobaczyłam wywołało u mnie coś na kształt palpitacji. Poczułam jak serce zaczyna kołatać się w piersi, a dłonie trzęsą się

niedziela, 26 maja 2013

Ksena Wojowniczka, Dziennik Superbohaterki, 26.05.2013 Niedziela

Czekanie, czekanie i czekanie. Jak ten dureń każe mi czekać? Jak on śmie kazac mi czekać?
Gdy tak biłam się z myślami uzmysłowiłam sobie że siedze tu bardzo długo a mimo to nic się nie dzieje, nawet mój Czerwonooki niewolnik mi się znudził po pewnym czasie.
- Ej ty - zawołałam do strażnika - przynieś mi jakąś grę czy coś dzięki czemu nie będę się nudzić
- A może my się zabawimy? - zapytał ten przygłup, którzy przystawiał się do mnie już od dłuższego czasu
- Jak bym się chciała z kimś zabawić to nie zapominaj, że mam swojego własnego niewolnika w celi obok, a teraz przynieś mi coś
I poszedł. Gdy wrócił przyniósł mi jakieś patyki
- A co to niby ma być?! - wydarłam się na niego
- No będziesz mogła sobie coś wydziergać, to zabija nudę
- A czy ja wyglądam na jakąś starą babcię żeby cokolwiek wydziergać? - krzyczałam na niego cały czas - zaraz jak dostanę cię z swoje ręce to wsadzę ci te patyki w du..
- Dosyć!! - przerwała mi biała Kruczyca - Ksena stwórz mi natychmiast miecz
- Po co ci miecz? - spytałam się jej
- Mam pewne informacje, że Myth się zbliża, ale plany się zmieniają, Masz - i wręczyła mi pilot do czegoś - to pilot do bomby atomowej, która znajduje się w wieży, zostaniesz przeniesiona do mojej drugiej bazy a ja zajmę się Mythem tutaj
- Co?! Ale to ja miałam go zabić - wydarłam się na nią - a co z profesorkiem?
- Dostaniesz go jak tylko wszystko pójdzie zgodnie z planem, a teraz idź

sobota, 25 maja 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 25.05.13r Sobota

Chyba boli mnie głowa, co do klatki piersiowej i przedramienia jestem pewien że mnie boli- szczególnie rana po postrzale, chyba coś sobie zrobiłem też w lewą nogę bo nie mogę za bardzo ustać prosto.

Zostało jeszcze jakichś 15 pięter, nie rozumiem jak można zablokować wszystkie windy w wieży z powodu bezpośredniego ataku na ową wieżę, to skrajnie niegościnne. W dodatku jestem głodny.
O! Amelia wysunęła się ze ściany i wskazała palcem na grube dębowe drzwi z mosiężną, potężną klamką. Pomyślałem że to pewnie to miejsce, miejsce ostatecznej bitwy, ostatecznego pojedynku dobra ze złem. Za tymi ogromnymi drzwiami czeka ona- Biała Kruczyca, tyle miesięcy walki, tyle miesięcy zmagań, tak wiele treningu... Dla tego jednego dnia, dla tej jednej chwili, w której wejdę tam i pozbawię ją życia. Ból w klatce piersiowej się nasila, ale to nic, dam radę. Zbliżyłem się ku drzwiom. Przyłożyłem ucho, nie usłyszałem nic. To pewnie swoista cisza przed burzą, odsunąłem się na bezpieczną odległość. Delikatnie wyciągnąłem z pochwy moją katanę, musiałem uważać by Kruczyca mnie nie usłyszała. Ustawiłem miecz tak by od razu po otwarciu drzwi zadać śmiertelny cios osobie stojącej za nimi, ustawiłem stopę pod odpowiednim kątem w razie gdybym musiał parować jakiś ultraszybki atak Kruczycy. Delikatnie położyłem dłoń na klamce, zauważyłem że po placach spływa mi stróżka krwi. Jeszcze delikatniej zmusiłem mosiężną klamkę do ustąpienia, delikatnie odchyliłem te ciężkie drzwi i wtedy moim oczom ukazała się ona, w całej swojej krasie, biała, zimna ...

czwartek, 23 maja 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 22.05.13r Środa

 - Amelia! Gdzie Ty idziesz! Stój!- krzyczałem do Amelii ale ona jak to zwykle ma w zwyczaju mnie nie słuchała, z tymi swoimi zamglonymi, dzikimi oczami kroczyła szybko korytarzem. Robiła to z taką gracją, nawet nie walczyła po prostu robiła tak że wrogowie nie mogli jej trafić.  A ja zabijałem każdego który nawinął się pod ostrze lub pozbawiałem go głowy wystrzałem z moich rewolwerów z pociskami DUM-DUM. Miała bardzo piękną suknię, taką białą jakby nie skalaną złem tego świata, nie miała też swoich sztyletów. Pamiętam jak to nigdy się z nimi nie rozstawała. 
Wziuuum! O mały włos dostał bym z noża w twarz, jedynie to że wykonałem niezwykle szybki unik poślizgując się na sukni Amelii. Wszystko dzięki moim niebywałym zdolnościom i treningowi u mistrza Yody. Muszę pamiętać by go odwiedzić.
- Uważaj idzie cały oddział! Ukryj się w tym pokoju.- Skinęła głową i weszła do otwartego pomieszczenia w który stał jakiś stolik z wazonem dwa fotele i mnóstwo półek z książkami-prawdopodobnie była to biblioteka. Przylegałem do ściany grubej kamiennej framugi. Zgodnie z tym co widziałem było ich 5, zwykli żołnierze więc powinno być łatwo. Poczekałem aż się zbliżą, aż będą wystarczająco blisko by załatwić ich w walce wręcz. Jeszcze 10 metrów, jeden mówi coś o grochówce, 5 metrów, dwóch mu przytakuje, 1 metr ten najwyższy chce zaprzeczyć-nie zdąży. Wysunąłem ukryte ostrza spod dłoni i wbiłem mu w krtań, płynnym przejściem odciąłem drugiemu rękę i wyskoczyłem. W locie z kolan wysunęły się ostrza i przebiły płuca jednego z żołnierzy którym nie smakowała grochówka. W razie czego wbiłem mu ostrza spod dłoni prosto w twarz. Upadł, w tym czasie pozostałych dwóch zdążyło zauważyć co się dzieje a trzeci-ten bez ręki zaczął uciekać.
Ostrza w kolanach schowały się uwalniając mnie od zwłok mężczyzny. Szybki doskok do ściany, jeden krok potem drugi, myślałem że taki trik da się zrobić tylko w filmach ale jak widać skok adrenaliny wzbudza dodatkowe zdolności. Po zrobieniu salta wyciągnąłem z kabury rewolwer i wystrzeliłem  jednemu z żołnierzy prosto w serce, następnie po szybkim obrocie odstrzeliłem kawałek głowy temu który uciekał. Miałem skierować broń w kierunku ostatniego ale był szybki, wykopnął mi ją z ręki i zanim zdążyłem się obrócić chwycił mnie za szyję i założył nelsona. Czułem jak zaczyna mi brakować powietrza, w dodatku ten idiota jakimś cudem uruchomił alarm. Zaraz będzie kolejna ekipa chcąca nas wypatroszyć, spojrzałem na Amelię stojącą w pokoju, skinęła głową i wtedy przypomniało mi się że żołnierze Białej Kruczycy mają noże w okolicach łydki. Wyciągnąłem go i wbiłem gdzieś w żuchwę. Zginął.
- Szybko uciekamy! Zaraz tu będą!- Amelia ruszyła za mną, dobiegliśmy do schodów było tam dwóch strażników. Jak zwykle katana spisała się bardzo dobrze. Wbiegliśmy kilka pięter w górę. Schody się skończyły, wskakujemy do pomieszczenia a tam około 10 uzbrojonych żołnierzy-komando i Klaun.
- Powinienem Cię zmiksować w więzieniu razem z tymi klawiszami.- Powiedział swoim prześmiewczym głosem Klaun.

środa, 22 maja 2013

Fire Slayer, relacje superbohaterki

Jak ja ich wszystkich nienawidzę, chciałabym żeby umarli. Co? Umarli? Nie, chciałabym, żeby ginęli w męczarniach łykając własne flaki. Jak mnie boli głowa, nie wytrzymam. To ich wina, WSZYSTKICH, są tacy głośni i głupi. Gdybym tylko złapała ich w swoje ręce. Ale kogo? Nie ważne, kogokolwiek. Chwyciłabym za kark i wyrwałabym go razem z kręgosłupem. Jak mnie boli głowa! Nie wytrzymam…

- Giń łotrze! – zawołał ktoś jakby pod wodą.

Który to złamas się wydziera? Kości porachuję i rzucę smokom do zabawy…

- Fire slayer, pomóż mi!

A co ja wyglądam jak cholerna matka Teresa? Leżałam na ziemi. Powoli obróciłam się na plecy, przy czym na poczułam ogromny ból, jakby każdą komórkę mojego ciała pokrywały mrówki, usilnie przegryzające się przez skórę aż do samych kości. Lekko rozchyliłam powieki, ale zaraz skrzywiłam się przez ostre światło, bijące prosto w moją twarz. Wokół coś się działo, ktoś coś krzyczał, coś przewracał.

- No śmiało! Zabij mnie, a już jej nie odzyskasz!