Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fireslayer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fireslayer. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 czerwca 2013

Fire Slayer, relacje superbohaterki

To był najgorszy okres w całym moim krótkim życiu, zero łóżka, zero radia, zero jedzenia i do tego ten dureń non stop plączący się pod nogami. Jak mu było? A tak, Myth, schizofrenik myślący, że jest superbohaterem. Podczas gdy ja spędzałam ostatnie chwile swojego życia opalając się na plaży, on konstruował jakąś dziwną maszynę do popcornu, którą nazywał teleporterem.
- Fireslayer! – taką nadał mi superksywkę – chodź! Portal zaraz się zamknie! – Wrzeszczał ciągnąc mnie za nogę.
- Nidzie nie idę! Chcę umrzeć tutaj z godnością!
- Głupia jesteś! No już, już!
Co jak co ale siłę miał w rękach, przeciągnął mnie pod samą obręcz pomimo mojego kopania i wierzgania. Wewnątrz maszyny do popcornu rozbłysło dziwaczne białe światło.
- Że to niby ma przenieść nas do domu? – mruknęłam otrzepując się z piasku.
- No chyba, najwyżej umrzemy.
- Nie… - urwałam, kiedy Myth pociągnął moją dłoń w kierunku portalu.

wtorek, 28 maja 2013

Fire Slayer, relacje superbohaterki



Wszystko mnie boli, głowa pulsuje, płuca bolą. Słyszę szum, jest miarowy i uspokajający. Czuję ciepło na twarzy.

- Rany! – Krzyczy jakiś mężczyzna – ile można być nieprzytomnym?

Podchodzi i siada obok, czemu towarzyszy cichy skrzyp piasku.

- Ciągle tylko mdlejesz, albo się przewracasz, do niczego się nie nadajesz – klepie mnie po twarzy i rozwiera powiekę kciukiem.

- K-kim jesteś? – Pytam trzymającego moje powieki.

- Johny Depp, a nie wyglądam?

            Wydawało mi się, że Johny Depp był przystojniejszy. Osobnik miał blond włosy powykręcane we wszystkie strony, fragment zarostu na brodzie, wyglądał jak jakiś hipis, do tego ta dziwna pokiereszowana - czerwono czarna zbroja. Hipiso – pederasta, ale na pewno nie Johny.

            - Serio mnie nie pamiętasz? Myth. Musiałaś mocno się trzepnąć.

            Instynktownie przesunęłam palcami po ognisku bólu na skroni.

            - Nie mam pojęcia kim jesteś i możesz mnie już puścić.

            - A tak, wybacz – powiedział i zabrał paluchy z moich oczu.

            Przed oczami falowały mi jakieś kolorowe kropki. Otarłam twarz ręką. Jaki Myth? Wylądowałam na imprezie dla homosiów? Pewnie zaraz wykłady z filozofii, muszę się jakoś pozbierać. Daleko stąd na ulicę Piłsudskiego? A niech to, nie zdążę nawet wejść do domu i wziąć prysznica, kupię tylko dużą butelkę wody w kiosku i prześpię się na zajęciach.

            - Hej, daleko stąd na Uniwerek Chrobrego?

            - Stąd? – parsknął – widzisz tą taksówkę po drugiej stronie ulicy? No, to idź na tramwaj, o tam, wsiądź w 69 i po 8 przystankach jesteś.

            - Okej, to ja będę się zbierać, dzięki za pobudkę.

            Zaczęłam zbierać się z podłoża, opornie mi to szło, ale w końcu usiadłam. To co zobaczyłam wywołało u mnie coś na kształt palpitacji. Poczułam jak serce zaczyna kołatać się w piersi, a dłonie trzęsą się

środa, 22 maja 2013

Fire Slayer, relacje superbohaterki

Jak ja ich wszystkich nienawidzę, chciałabym żeby umarli. Co? Umarli? Nie, chciałabym, żeby ginęli w męczarniach łykając własne flaki. Jak mnie boli głowa, nie wytrzymam. To ich wina, WSZYSTKICH, są tacy głośni i głupi. Gdybym tylko złapała ich w swoje ręce. Ale kogo? Nie ważne, kogokolwiek. Chwyciłabym za kark i wyrwałabym go razem z kręgosłupem. Jak mnie boli głowa! Nie wytrzymam…

- Giń łotrze! – zawołał ktoś jakby pod wodą.

Który to złamas się wydziera? Kości porachuję i rzucę smokom do zabawy…

- Fire slayer, pomóż mi!

A co ja wyglądam jak cholerna matka Teresa? Leżałam na ziemi. Powoli obróciłam się na plecy, przy czym na poczułam ogromny ból, jakby każdą komórkę mojego ciała pokrywały mrówki, usilnie przegryzające się przez skórę aż do samych kości. Lekko rozchyliłam powieki, ale zaraz skrzywiłam się przez ostre światło, bijące prosto w moją twarz. Wokół coś się działo, ktoś coś krzyczał, coś przewracał.

- No śmiało! Zabij mnie, a już jej nie odzyskasz!

czwartek, 16 maja 2013

Fire Slayer, relacje superboahaterki

 "Dzień sześćdziesiąty trzeci, świt. Pani Generał Sektencja została ciężko ranna. Morale żołnierzy zaczyna podupadać. Straciliśmy wielu naszych. Rządy nad załogą przejął Myth. Wszyscy są wycieńczeni, ale powoli liżą się z ran. Z moim kolanem też nie jest najlepiej, ale poradzę sobie skoro przeżyłam pierwszy dzień okresu w białych spodniach, to i z tym dam radę.”
Dzień sześćdziesiąty trzeci, ranek. Szykujemy się na szturm zamku. Przemowa Mytha pobudziła wszystkich do walki. Nadchodzi chwila słodkiej zemsty, mój ogień zniszczy ich, zmiażdży i przetrawi to co z nich zostanie. Czekam na chwilę, aż wszystko stanie w płomieniach. Jestem naszprycowana lekami przeciwbólowymi w razie gdyby kolano miało się odzywać. Reszta raportu później.”
- Czy wszyscy wiedzą co mają robić?! – zawołał Myth stojąc zwrócony do armii złożonej z wszelakiej maści istot.
- Tak! – huknęli jak jeden mąż.
Myth założył WTZOPOWM (Wysoce Technologicznie Zaawansowany Osobisty Plecak Odrzutowy Wysokiej Mocy) na ramiona. Był czarno czerwony jak cały jego kombinezon i wystawały z niego dwa husarskie skrzydła, które dodawały mu jakiejś dziwnej dostojności i pewności siebie.
- To co? Rozwalmy te tlenioną bździągwę!
Naraz podniósł się rumor. Zaczęli tupać, krzyczeć i trzaskać stalą o stal. Wyglądali jak mała spartańska armia złożona z centaurów, elfów ludzi i innych mistycznych stworzeń. Myth widocznie podniecony zawołał:

niedziela, 5 maja 2013

Fire Slayer, relacje superbohaterki


Płomienie zajęły nie tylko śpiwór, ale i całe ubranie. Wgramoliłam się z niego zaraz za Mythem i szybko wytarzałam w trawie. Na szczęście moja skóra i włosy są odporne na spalenie, gorzej z ulubioną bluzką. Wstałam z ziemi i otrzepałam popioły z resztek ubrań. Pięknie, w czym ja teraz będę chodzić do pracy? Myth pomógł mi wstać.

- Nic ci nie jest? – zapytał podając dłoń – chyba musimy znaleźć dla ciebie jakieś ubranie.

Obejrzałam się dokładnie. Cholera. Miałam wypalony ogromny dekolt w bluzce i staniku, tak że cycki prawe mi z niego wyskakiwały.

- Chodź - złapał mnie za rękę – znajdziemy ci coś.

Zasłoniłam dłonią piersi, które usilnie chciały wyjść na zewnątrz i pooddychać wieczornym powietrzem. Ciągnął mnie za sobą przez polanę, wybrał drogę na około zamiast prosto do chaty. Co on u licha kombinuje? Nagle przystanął. Spojrzałam na niego pytająco. Nic nie odpowiedział. Tylko stanął w skupieniu i jakby nasłuchiwał. Spojrzał na mnie. Otworzył szeroko usta. Coś zaszeleściło w koronach drzew. Coś się poruszyło. Naglę coś huknęło o ziemię z głuchym plaskiem. Spojrzałam za siebie. Dwójka mężczyzn w kombinezonach. Tyle, że te kombinezony były mi dziwnie znane.

sobota, 20 kwietnia 2013

Fire Slayer, relacje superbohaterki

- Nazywam się Alicja – białowłosa dziewczyna uśmiechnęła się wyciągając dłoń w moim kierunku.

- Faje slejer – mruknęłam z papierosem w kąciku ust.

            Złapałam wyciągniętą dłoń i potrząsnęłam nią energicznie. Wciągnęłam paczkę papierosów z kieszeni i potrząsnęłam resztkami fajek przed twarzą nowej koleżanki.

- Palisz?

- Nie – skrzywiła się pod nosem – to nie zdrowe.

- No jak wolisz – wzruszyłam rękami i wypuściłam dym nosem.

Wyglądała jak mała dziewczynka, jej białe włosy niesfornie sterczały, poruszała się z taką dziwną lekkością, a kiedy się uśmiechała jej białe zęby zdawały się pobłyskiwać.

- Na co dzień jestem raczej pacyfistką. Ale dzisiaj nie mogę się doczekać aż zacznie się bitwa – błysnęła swoim perlistym uśmiechem.

            - A co? Masz coś z firmą na pieńku?

            - Oczywiście – uniosła się – oni testują na zwierzętach! Wyobrażasz sobie? Myszki, szczury, chomiki, króliki…



Ludzie…



            - Tak wiem coś o tym. Jesteś z Greenpeace czy coś?

            - Tak jakby… Jestem buddystką. Wiesz, że jedna z tamtych istotek mogła być twoją babcią? Pozwoliłabyś żeby krzywdzono twoją babcię? A i w następnym wcieleniu ty też możesz być takim gryzoniem!


wtorek, 9 kwietnia 2013

Fire Slayer, relacje superbohaterki

            Postanowiłam sprawdzić, co się tam dzieje. Pchnęłam bramę ogrodzenia, stęknęła leniwie, zmuszona do przesunięcia się. Ruszyłam w stronę chaty. Drzwi były lekko uchylone. Bez problemu mogłam dostać się do środka. Przylgnęłam do nich i ostrożnie zajrzałam przez nie. Ustawiona gdzieś lampa rzucała cienie pięciu osób na ścianę. Trzy stały z boku, trzecia siedziała, a czwarta trzymają jakiś przedmiot nad jej głową. A i jedna miała widły.

- Przepraszam paniczu – rzekła metalicznym głosem postać trzymająca przedmiot nad głową siedzącej. Rozległo się ciche chrupnięcie. Wtedy zrozumiałam czym jest ów przedmiot. Jeśli szybko nie zareaguję, to będzie źle. Nie zastanawiając się nad konsekwencjami pchnęłam drzwi krzycząc „nie strzelać!”. Wszyscy spojrzeli w moją stronę.

- Łapać ją! – krzyknął dziad z widłami.

            Nagle nie wiadomo skąd pojawili się ninja. Pochwycili mnie. Zaczęłam się wyrywać. Wystrzeliłam

wtorek, 2 kwietnia 2013

Fire Slayer, relacje superbohaterki

„Dzień pięćdziesiąty dziewiąty. Jolka jednak nie jest w ciąży, szkoda. Tej pindzie przydałby się jakiś konkretny kopniak od życia. „Obiekt” na dobre zadomowił się w naszej firmie. Szefowa, wysyła go co rusz na jakieś zlecenia. Widziałam jak obmacywał Kaśkę, na ksero obok łazienek. Zawsze wiedziałam, że jest łatwa.”



            „Dzień sześćdziesiąty pierwszy. „Obiekt” zaczął zwalczać serum. Najwyższy czas, aby podjąć jakieś kroki”

            Zastopowałam dyktafon.

            - Idę na przerwę! – Zawołałam ściągając płaszcz z wieszaka.

            Wyszłam na zewnątrz zakładając odzienie. Drzwi otworzyły się z cichym świstem. Wieczorne chłodne powietrze dmuchnęło mi w twarz. Odetchnęłam z ulgą i wyciągnęłam papierośnicę z kieszeni. Powoli, z namaszczeniem wzięłam lucky strike’a i uniosłam go do ust. W lewej dłoni stworzyłam kulę ognia, ostrożnie odpaliłam od niej papieros. Strzepałam resztę płomieni z ręki i oparłam się o ścianę głęboko zaciągając dymem.

            - Kiedyś to wszystko będzie moje – mruknęłam, przyglądając się parkowi otaczającemu pałac, który był siedzibą firmy. – I to też - uśmiechnęłam się spoglądając w niebo i wypuszczając nosem dym wymieszany z parą.

            Będąc przy końcu papierosa. Jeszcze raz przyjrzałam się gwiazdom. „A niech ich wszystkich licho” pomyślałam widząc, że jedna z nich oberwała się z nieboskłonu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie...

Fire Slayer, relacje superbohaterki



„Dzień pierwszy. Nazywam się Agata Wieczorek, pseudonim fire slayer pracuję w firmie zajmującej się podbojem świata i tworzącej masowe apokalipsy, nie jest to fucha o której marzyłam, ale pensja starcza na waciki. Kiedy zaczynałam tutaj pracować byłam królikiem doświadczalnym, testowali na mnie dziwaczne substancje i lekarstwa. Jednak któregoś razu jak to bywa w szarym życiu zwykłego studenta, coś poszło nie tak, wybuchł reaktor i pokąsały mnie laboratoryjne szczury. Jad w ich ślinie spowodował, że na zawsze utraciłam zdolność empatii. Przysięgłam, że zemszczę się na całej firmie i tych, który mi to zrobili. Tym czasem przeniesiono mnie do biura, kazali założyć mundurek i parzyć kawę. Otrzymałam moc, potrafię krzesać płomień. Pomszczę swoją zdolność empatii, może nie dziś, ale zaczekam na odpowiedni moment i wtedy tego dokonam.”



„Dzień pięćdziesiąty piąty. Ludzie szefowej pojmali dwójkę superbohaterów z konkurencyjnej firmy. Nadarza się szansa, do wcielenia mojego planu w życie. No dobra nie mam żadnego planu, ale coś wymyślę. Hahhahahaha. No.”

Nacisnęłam przycisk stopu na dyktafonie i schowałam go w kieszeń uniformu.

Postanowiłam bliżej przyjrzeć się sprawie. Naciągnęłam spódniczkę i pobiegłam do biura szefowej,