Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skeshwacom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skeshwacom. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 listopada 2012

Skeshwacomm: Kroniki Komputerowych Światów Eksperymentalnych - 04.11.12

CO!!??
Nie... 
Jak śmiałeś pisać w moim zeszycie!
Nic ci do tego, że nie piszę - to moja sprawa! 
Może mi się niektóre rzeczy podobały, niektóre nie... Ale i tak nie masz prawa grzebać w moich rzeczach!

wtorek, 30 października 2012

Skeshwacom: Kroniki Komputerowych Światów Eksperymentalnych - 30.10.12

Kochana Veruco!
Wiem, że nie powinienem grzebać w Twoich rzeczach, a tym bardziej w nich pisać, ale... Ten dziennik miał być uzupełniany byśmy MY mogli badać Twoje reakcje na dane przygody! A Ty skrzętnie nas olewasz! Musisz coś zmienić, Veruco. Masz ogromne zaległości

wtorek, 18 września 2012

Skeshwacom: Kroniki Komputerowych Światów Eksperymentalnych - 18.09.12

Rozglądałam się po tym pomieszczeniu z absolutnym zachwytem.Usłyszałam kroki Petera za sobą. To co zobaczyłam, było ostatnią rzeczą jakiej się spodziewałam. Tym razem nie z powodu gwiazd zakręciło mi się w głowie.

niedziela, 2 września 2012

Skeshwacom: Kroniki Komputerowych Światów Eksperymentalnych - 02.09.12

Szliśmy długimi korytarzami. Peter śmiał się. Gdy go w końcu zapytałam co go tak rozbawiło, odpowiedział:
- Oj, Veruco. Ty się chyba powoli zaczynasz nas bać. Nie prowadzimy cię tam gdzie ci mówimy, wrzucamy do popsutych maszyn... Masz pracę nie ma co...
- Ty byś się na moim miejscu nie bał? - odpowiedziałam zgryźliwie - Ahh... Zapomniałam. Jesteś Głównym Kimśtam Przy Machinie. Może powinnam oddawać ci cześć?
- Veruco, spokojnie - teraz mówił nie roześmianym głosem. - Nie musisz być wredna. I czcić też mnie nie musisz, chyba, że bardzo chcesz.. A tak w ogóle to tym razem cię ostrzegę - znowu nie idziemy bezpośrednio do twojego pokoju.
- Co?! Dokąd tym razem mnie ciągniecie?!
- Nie ciągniemy, tylko ciągnę. To mój pomysł i to ja go wykonam.
Nie miałam na to odpowiedzi.
Skręciliśmy w jakiś szerszy korytarz. Nie odzywałam się przez całą jego długość, ale gdy zobaczyłam co jest na jego końcu musiałam się odezwać.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Skeshwacom: Kroniki Komputerowych Światów Eksperymentalnych - 23.08.12

Jeszcze nigdy tu nie byłam. Całkowite pustkowie. Wokół mnie nie było nic poza popękaną ziemią i błękitnym niebem.
- Uważaj! - usłyszałam za swoimi plecami i po chwili ktoś się na mnie rzucił i przygwoździł do ziemi.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Skeshwacom: Kroniki Komputerowych Światów Eksperymentalnych - 20.08.12

I jak się czujesz? - usłyszałam w swojej głowie głos Petera. Chwile...
Chyba tylko Sayer ma dostęp do połączenia telepatycznego. 
Nie... Ten kto akurat siedzi przy komputerze. Nawet Julek mógłby, czekaj...
Poczekałam chwilkę. Usłyszałam w głowie głos nie Petera. Głos mówił strasznie szybko, jakby się bał.
Hej. Peter kazał mi mówić. To cześć - mówił najwyraźniej Julek. Pewnie to był ten pracownik, co mówił że Machina została naprawiona.
Widzisz? - głos Petera powrócił. - No to powiesz mi czy coś złego się dzieje?
Odpowiedziałam zgodnie z prawdą:
Nie sądzę by coś się działo, poza tym co ma się dziać. 
Nie słyszysz jakiegoś brzęczenia, wybuchów ani nic? Czegokolwiek co mogło by sądzić o awarii??
Zastanowiłam się. Nie, nic nie słyszałam. Pomyślałam o tym do Petera.
Dobra, to otwieraj oczka. A my ci już nie przeszkadzamy.
Spoko. 
Dobrze że nie przeszkadzają. Gdyby ktoś usłyszał w swojej głowie takie "Veruco, jesteś tam?" mógłby coś sobie pomyśleć i skończyć jak Lady BOOM. Och, już łatwiej mi o niej myśleć. Bez bólu i...
Nie! - pomyślałam do siebie, Teraz pracujemy.
I biorąc głęboki wdech otworzyłam oczy.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Skeshwacom: Kroniki Komputerowych Światów Eksperymentalnych - 19.08.12

Obudziłam się w swojej bagażowni. Z radyjka płynęła jakaś uspokajająca muzyczka jak przy jeździe windą albo w hotelach. Wszystko było takie spokojne. Usiadłam na półce.
Spokój... Czy kiedykolwiek będę mieć spokój w mojej pracy? Jeżeli bycie wkładaną siłą do dziwnej machiny można pracą nazwać... Ale tym razem było nawet miło.
Lady BOOM mnie załamała, nawet myśleć o niej nie potrafię, bo wszystko mnie boli. Ale Łucja i ten jej Doktor... Chciałabym poznać więcej jej przygód. To wszystko było bardzo intrygujące.
Ale to, co mi zrobili tutaj, odebrali własną wolę i uwięzili...
Moje rozmyślania przerwało nagłe burczenie w moim brzuchu.
No tak, śniadanie. Przydało by się coś zjeść... Wstałam więc i wyszłam z mojej bagażowni. Przynajmniej drzwi nie były zamknięte...
Stanęłam jednak tuż za nimi.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Skeshwacom: Kroniki Komputerowych Światów Eksperymentalnych - 30.07.12

PS. Uwaga, będzie długie. Długo nic więcej nie będzie. Miłego czytania :)


Poczułam na sobie wiele rak. Nie śmiałam jednak otworzyć oczu. Bałam się, że powrócę do spadającej Lady BOOM.
- Veruco! Już dobrze. Jesteś wśród nas. Nie ma cie tam.
Nadal bałam się otworzyć oczy. Najwyraźniej mój organizm też się bał, gdyż postanowił zemdleć. Tak przynajmniej myślę, bo nie nic nie pamiętam.
Obudziłam się z swojej bagażowni. Byłam tak zdezorientowana, że odruchowo otworzyłam oczy. Nie miałam jak tego powstrzymać.
Obrazu, już nie było. Ucieszyłam się z tego.
- Veruco! Już się obudziłaś! - powiedział Sayer wchodząc do pokoju. Właśnie miałem cię budzić. Czas na coś do jedzonka! Idziemy do stołówki.
I nie czekając na moją odpowiedź, nie pytając jak się czuję wziął mnie pod łokieć i zaczął prowadzić przez korytarze.
- Czy poznam innych, takich jak ja? - odezwałam się w końcu
- Nie ma takich jak ty. Jesteś Jedyną Kompatybilną. Zjesz z naszymi pracownikami. Konserwatorami Machiny Skeshwacom, i innymi takimi.
Przełknęłam nerwowo ślinę.
- Jasne.
Szliśmy jeszcze kilka chwil. W końcu dotarliśmy do drzwi z napisem...

piątek, 27 lipca 2012

Skeshwacom: Kroniki Komputerowych Światów Eksperymentalnych - 27.07.12


Cisza.
Tak… Udało mi się. Wypłoszyłam starego matoła z mojej głowy.
To było takie milutkie uczucie… Mieć swoje myśli tylko dla siebie… Mogłabym w tej ciszy siedzieć już zawsze.
Jednak…  Było też wkurzające to, że powinnam już dawno dostać rozkazy od profesorka.  Nie mogę rozpocząć zadania bez wyraźnego rozkazu. Musiałam więc czekać. Czekać pośród tej beznadziejnej pomarańczowości… Ale przynajmniej z ciszą. Samotnie. Czyli to co lubię.

środa, 25 lipca 2012

Skeshwacom: Kroniki Komputerowych Światów Eksperymentalnych - 25.07.12

To było dziwne uczucie. Coś wypełniało całą mnie, od palców u nóg do czubka głowy czułam dziwne mrowienie. Było ciemno, nawet poduszki przed własnym nosem nie widziałam. Powoli jednak zaczynało jaśnieć… Aż światło mnie niemalże oślepiało. Nie mogłam wytrzymać – nawet przy zamkniętych oczach. Zaczęłam krzyczeć… Tak jak nigdy nie krzyczałam. Umieram – pomyślałam. – Znowu umieram. Jakie zrządzenie losu… Znowu znajdę się w tym korytarzu… Tym razem byle nie zasypiać… Ale co jeżeli będę się tak w kółko kręcić? Zawsze po śmierci zasypiać, budzić się w tym jakimś Skeszwakom, a potem znowu umierać i tak bez końca.
Ale… Nagle przestało świecić.
Nie było ani ciemno, ani jasno – tak normalnie. Otworzyłam oczy.

wtorek, 24 lipca 2012

Skeshwacom: Kroniki Komputerowych Światów Eksperymentalnych - 24.07.12 - Prolog

Kiedyś jej za to zapłacę.
To była moja ostatnia myśl, zanim umarłam. Tak, umarłam. Moja BYŁA przyjaciółka otruła mnie arszenikiem za to, że popatrzyłam na jej chłopaka mówiąc „mój”. Trochę chyba zazdrosna była. Ale to XXIII wiek. Arszenik jest ogólnie dostępny w każdej aptece, a „przed użyciem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą” jest chyba za mało wyraźnym ostrzeżeniem.
Po śmierci było mi milutko, cieplutko. Ciemny korytarz ze światełkiem na końcu, jak opowiadali. Tylko u mnie światełko było czerwone. Nie mogłam tam iść. Nie tylko, że na czerwonym się nie idzie – coś mnie odpychało. Usiadłam więc pod ścianą korytarza i próbowałam spać. I to był mój błąd. Zasnęłam.
Obudziłam się na czymś bardzo twardym i zimnym. Na początku myślałam, że to podłoga mojego korytarzyka, ale nie. Otworzyłam oczy. Było jaśniej. O wiele jaśniej. Jasno, jakbym spała pod gołym Słońcem.
- Witaj w Skeshwacom, LR SWC42626 – usłyszałam metaliczny głos. Wstałam z tego czegoś, na czym leżałam i rozejrzałam się.