Pokazywanie postów oznaczonych etykietą astroni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą astroni. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 listopada 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki po 23 listopada 2013, czyli najwspanialszy dzień w życiu Whovian
<myśli myśli myśli>
Proszę Państwa, mamy 24 listopada. Wielki whoviański zegar wybija właśnie pierwsze godziny po tym, jak pewne nieistotne w skali świata zdarzenie sprzed pięciu dekad odbiło się echem w naszej pamięci. Kiedyś ktoś nie myślał o rocznicach (zwłaszcza po dwutysięcznym!), o fanach, o sławie... O czym w takim razie myślał? Do końca świata będę się zastanawiać, w każdym razie było to coś, co doprowadziło nas tutaj.
Wieeeeem, najlepiej byłoby napisać wczoraj, ale jak miałam to ogarnąć? Aż nie spodziewałam się, że tak to się wszystko pięknie uda. Znaczy: nie chodzi o BBC, co do którego ostatnie wątpliwości zniknęły chyba dawniej niż pół roku temu - dziesiątki zwiastunów (mój ulubiony to ten) i innych filmików, zapowiedzi, wywiadów z aktorami, wreszcie filmy dokumentalne, jakaś rybia akcja, jeden niszczący system miniepizod i sam odcinek. A jaką mieli ramówkę!
czwartek, 12 września 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 12 września 2013, czyli tydzień po... [część II]
[Widzę, że koledzy superbohaterowie pozostawili mi bloga pod wyłączną opiekę. Nie, to nie mogło się dobrze skończyć.]
Taka wymiana zdań swego czasu była:
SuperInformatyk: Ja kiedy jechałem w góry, to się bałem, że nagle przestaną być takie nierzeczywiste, że staną się realnym miejscem, a nie tajemniczymi, latającymi wyspami.
Ja: Ja się boję, że oni nie przestaną być dla mnie nierzeczywiści.
SuperInformatyk: Kiedy ja jechałem na koncert Katie Melua, to dopchałem się do głośnika i wystarczyła mi świadomość, że ona jest tam zaledwie 20 metrów ode mnie
Ja: Ja się boję, że tyle właśnie będzie musiało mi wystarczyć, a nie wystarczy...
SuperInformatyk: To już chyba nie mam porównania z górami ani Katie Melua - po prostu cały czas mi mało tych pierwszych
Ja: A tego drugiego?
Tak się czułam jeszcze wędrując w poszukiwaniu restauracji w Oliwie. Znaczy: nie wiedziałam właściwie, jak. I w sumie w pewnym momencie pośpiech (który około 1800 się pojawił, bo co też oni tam będą robić przy otwarciu, i do samej o 2000 nie ustawał z powodu zachcianki z bieganiem nad morze) dobrze mi zrobił, bo przestałam się wreszcie zastanawiać, czego nie będę miała, i marudzić, jakby to mogło być w jakiś innej, idealnej wersji wydarzeń, a zaczęłam się zachowywać jak normalna fanka (jaki oksymoron uroczy) wgapiająca się w scenę (czy też miejsce, gdzie oczekiwała, że ona będzie) w oczekiwaniu na
środa, 11 września 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 11 września 2013, czyli tydzień po... [część I]
To jest jednak naprawdę fenomen. O ile w standardowych przypadkach moje rekordy w niemożności odlepienia się od jednego ciągu dźwięków nie przekraczały jednego, a czasem dwóch dni (czy to Kidz od Take That czy którykolwiek z cudów Talk Talk czy Gigi D'Agostino), o tyle teraz jak się dorwałam do A face like that, tak się prawie oderwać nie mogę. Prawie, bo z krótkimi przerwami dla Thursday i Memory of the future. Słucham tej piosenki albo dosłownie (jak nie z laptopa, to ze smarkfona), albo niedosłownie, kiedy sama odtwarza mi się w głowie. I tak bite pięć dni. Właściwie to podchodzi to już pod fazę czekania aż mi łaskawie obrzydnie, jak to się działo nieuchronnie po połowie tego czasu, ale nie - od początkowej obojętności przeszłam do zainteresowania, od zainteresowania do przyglądania się drobiazgom, od przyglądania się drobiazgom do permanentnego podziwu... Postuj na jakieś znudzenie nie jest jak na razie przewidziany.
Nie powinno mnie to chyba dziwić - z King's Cross było/jest dokładnie to samo.
Pytanie zatem powinno zabrzmieć - dlaczego dopiero od pięciu dni, skoro minął tydzień? :D
wtorek, 3 września 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 3 września 2013, czyli dzień przed...
[Uwaga! Uwaga! Za przeproszeniem "wpis" tworzony w większości o 0:53, uprasza się nie oczekiwać zbyt wiele]
[I w ogóle "wpis" będzie monotematyczny – o czym też Uwaga.]
Niektórzy już wiedzą:

tumblr
No, czyli to będzie jutro.
środa, 14 sierpnia 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 14 sierpnia 2013
No, już dwa tygodnie minęły od mojego wielce oczekiwanego i opiewanego gdzie popadnie (choć akurat nie tutaj, znowu, oops
sobota, 27 lipca 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 26 lipca 2013
Kto pamiętał o dniu legendarnego wyłączenia nadajników analogowych 23 lipca 2013? Ja nie pamiętałam. Mimochodem zobaczyłam tylko jak jakoś pod wieczór coś na powierzchni Księżyca eksploduje. Zaowocowało to komunikatem wewnętrznym pt. O, księżyc wybuchł i tyle, dalej sobie kleiłam selera z gazety.
poniedziałek, 8 lipca 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 7 lipca 2013
Na czym skończyłam? Na ataku na tamtą bazę, na podsłuchach zza szyby, na tym jak zaatakowałam Ciasteczkowego Potwora... Czy może to on mnie zaatakował? To było tak dawno... A zresztą nieważne - moim znajomym tajnym agentom przestała się w końcu podobać "pomoc" superbohaterki, która nie robi nic oprócz kombinowania, jak tu wyrwać się do komputera, żeby coś obejrzeć, poleniuchować i w ogóle która ciągle nie wie, na czym skończyła. Stwierdzili, że gdybym poświęciła część z przeznaczanej do tego energii na próbę rozwiązania problemu głodu i wojny na świecie, dawno już wrócilibyśmy do Edenu. Jimmy Float próbował rozpisać to matematycznie, a Angus napisał wiersz (ale biały, czyli dramat czy jakoś tak). Przyznam, że wyglądało to trochę jak przypadki wykopania kogoś z zespołu, który sam założył, ale miało też swoje zalety (trochę spokoju?), więc spokojnie zdałam sprawozdanie ze swoich ostatnich podchodów (ze szczególnym uwzględnieniem ostrzeżenia dla Zbigniewa, nowego prawie-główno-dowodzącego, żeby strzegł się swojego dawnego kolegi, bo on tam jest), po czym spakowałam rzeczy, komputer i BISPOPa, i ruszyłam z wolna krokiem, którym zwykle kieruję się na stację.
niedziela, 9 czerwca 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 9 czerwca 2013
Hmm. Najpierw miało być w tym samym dniu, bo przecież zaraz po odcinku, pierwsze wrażenie, oczywiste wnioski i ich negacje itp. Potem z powodu paru różnych szalenie pilnych rzeczy (kolejka w Biedronce, znacie to) miało być, że za tydzień - bo też sobota, bo pora odcinka, którego już nie będzie, bo koniec serii, więc może być. Potem, że dziesięć dni - bo żyjemy w świecie opartym na decymalnym systemie zapisywania liczb (taa, wszystkie wielbicielki liczby 8 tak gadają, kiedy nadchodzi deadline). No a potem to już tylko czekałam na Odpowiednią Okazję, która, jak miałam nadzieję, nadajdzie nieco wcześniej niż w dniu emisji odcinka rocznicowego. Aż tu miesiąc minął. Ponad. Matko Boska.
Po cichu się na siebie wściekając, że ciągle ankieta nieogadana. Pomimo że teoretycznie nie było czego omawiać, bo Blogger dał popis jak nigdy dotąd i w porze zamknięcia ankiety przywitało mnie równe 0 votes so far. No ale że mój leń nagle tak pięknie zostanie przez niego wynagrodzony magicznym powrotem tych wszystkich (jak się okazało: 21) zaginionych głosów, to się nie spodziewałam! No, trochę powinnam się była spodziewać. W końcu, jak wpada ci do biura przez okno mocno niezadowolona superbohaterka w różowym kostiumie, która musiała wziąć na chwilę przepustkę od wojowania z kulinarnym złem na Księżycu, wraz z towarzyszącymi jej zielonym cyklopem oraz gościem na miotle przebranym za kurczaka (do teraz nie wiem, co ten drugi tam robił), to mogą ci się lekko poprzestawiać priorytety. W obawie o rychłe poprzestawianie się zębów. I nagle zaczyna cię obchodzić, żeby ta ankieta zrobiła się mniej pusta, nawet jeśli miałbyś sam ją szybciutko uzupełniać.
piątek, 3 maja 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 3 maja 2013: Baśnie dwóch tygodni i jednego dnia
Jak ktoś zauważył (pół tygodnia temu), do końca siódmej serii Doctora Who zostało jedynie dwa tygodnie i jeden dzień. Nic więc dziwnego, że tzw. teorie na temat prawdziwej tożsamości nowej, jakże tajemniczej i chętnie umierającej* towarzyszki Clary Oswin Oswald wyrastają niczym grzybki po deszczu (zwłaszcza takim czarnobylskim).

stąd i stąd
Grzybki i Clara (odpowiednio po lewej i po prawej).
Szalony Moff ma z nas zapewne ostry ubaw - najpierw wsadził samą zainteresowaną w skorupkę Daleka, potem (potem!) wysłał do Anglii epoki wiktoriańskiej, potem wreszcie w czasy "normalne", przy okazji dwa razy kopiąc w kalendarz. I jak tu nie kombinować? Nawet ja zaczęłam. Wszak na początku nie było jasne nawet czy na Daleku ma się skończyć czy zacząć. A właściwie, co ja gadam, nadal przecież nie wiadomo...
środa, 1 maja 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 1 maja 2013
Tak więc, jak ostatnio zaczęłam opowiadać, podczas naszego wielkiego i jakże zorganizowanego natarcia przypadła mi rola tajnego szpiega, który korzystając z zaistniałego bałaganu zdobędzie informacje na temat tego, co nasz największy kulinarnie szalony wróg planuje zrobić z okazji (sprzed tygodniowego na czas dzisiejszy) wyłączenia nadajników analogowych w kolejnych częściach polskiego świata. Kiedy więc dowództwo wydało rozkaz do ataku, czymprędzej przystąpiłam do wykonania wstępnej części planu, bez którego żadne przyjmowanie roli tajnego szpiega zdobywającego informacje udać się nie może - do poszukiwania parapetu.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 22 kwietnia 2013
Akcja zaczęła się rozwijać.
Najpierw bardziej przyciśnięto do roboty pana Kubricka, który czytał przyszłość z treści nagranej przez Makłowicza reklamy Tesco, ostatnich wydarzeń, strzępkowych wiadomości dostarczanych nieregularnie przez informatorów, zachowania obserwowanych przez nas z daleka analogowograficznych cudactw, aktualnego rozstawienia planet, fusów i kursu złotówki na giełdzie. Potem rządzący zatrudnili dodatkowego naukowca, żeby przetłumaczył na polszczyznę poetyckie farmazony tego pierwszego. Potem ja im jeszcze przypomniałam, że (wtedy był chyba dopiero czwartek) lada chwila znowu wyłączą gdzieś nadajniki analogowe i w związku z tym warto by się ogarnąć i coś przedsięwziąć.
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 14 kwietnia 2013
W tamtym roku, jakoś około lata czy jesieni, trafiło mi się odwiedzać wydział, w którym udawali, że uczą mnie informatyki, i swoim zwyczajem musiałam dopaść się przy tej rzadkiej okazji do książek o matematyce. Bo wiecie. Książki to jedno. Matematyka to drugie. Ale książki o matematyce, takie w stylu 102 rzeczy, których nie wiedziałeś o czworościanach, ale bałeś się zapytać, to coś, co stoi u mnie na szczególnej półce, nawet, jak ostatnio zaobserwowałam, powyżej książek sci-fi.
No i w jednej z nich (której tytułu oczywiście nie zapamiętałam) była taka historyjka:
Dawno, dawno temu na wyspie Atlantydzie istniało sobie nieduże, acz rozwinięte naukowo miasto, którym rządziła królowa Henrietta. Pewnego razu zwołała ona wszystkie swoje zamężne poddane i ogłosiła, że z powodu podejrzenia dużej liczby przypadków łamania przysięgi małżeńskiej, każda ze zdradzanych żon ma obowiązek zastrzelić swojego męża w noc, której numer będzie o 1 mniejszy niż liczba wszystkich niewiernych mężów na wyspie, licząc od następnej.
wtorek, 9 kwietnia 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 9 kwietnia 2013
W jednym z tematów Forum DW w dziale gier, zabaw i innych takich pojawiło się takie pytanie:
Osoba poniżej lubi filmy o superbohaterach.
Abstrahując od tego, czy miałam zamiar odpowiadać czy nie, przeleciałam myślą to, co w trakcie zajęć w ostatnią niedzielę zdążyło znaleźć się na moim pendrive'ie: The Bells of Saint John, The Rings of Akhenaten, Defendor, czyli film o jakby takim superbohaterze, Christmas Carol i The Doctor, the Widow and the Wardrobe.
Nie no, skąd, problem zdecydowanie mnie nie dotyczy, ależ.
Z pewnością bystrzejsi Czytelnicy ją czują, że coś jest na rzeczy i tak naprawdę cała ta akcja nieprzyznania się do (nie)lubienia filmów o superbohaterach ma charakter konspiracyjny. No bo, rzecz jasna, jak się jest superbohaterką, to każdy szwarc charaker oczekuje, że będzie ona wprost manifestować swą superbohaterskość licząc, że jej wrogowie będą oczekiwali, że będzie się ona ukrywać. Rozumiecie, oni wiedzą, że ona wie, że oni wiedzą. Ja jestem w tej chwili oczywiście już level wyżej i wiem, że jak oni wiedzą, to nie wiedzą, że ja wiem, że oni wiedzą i wiem też, że w związku z tym lepiej nie pisać, że się ostatnio ściągnęło film o superbohaterze.
wtorek, 19 marca 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 19 marca 2013
Siedziałam sobie w kraterycznym okopie z panem Pascalem i celowałam razem z nim z kulinarnego CKMu, na który składały się trzy wuzetki, sześć torcików węgierskich, pięć tart brzoskwiniowych i parę tuzinów malutkich bezów z włoską posypką mających zwiększyć pole rażenia. W stronę centrum Morza Spokoju, w którym sobie siedzieliśmy, i które zalewała granica światłocienia (nóżki nam wystawały), zmierzały energicznie mgliste hordy analogowych upiorów i najwyraźniej planowały zrobić nam coś, co by mi się nie spodobało. Aż boję się myśleć, czego oprócz dysponowania mikserem i manewrowania drzwiczkami piecyka uczą ludzi w tych szkołach kucharskich (dokładne dane na temat tego, gdzie pan Brodnicki zasięgał lekcji, owiane są tajemnicą), w każdym razie gość sprawiał wrażenie bardzo wprawionego w posługiwaniu się bronią ciastomiotną i w najwyższym, podziw budzącym we mnie, skupieniu mierzył z przymkniętym okiem do nadciągającej mgły. Dał mi jeszcze parę cichych wskazówek, na wypadek gdybym potem planowała przypuścić samodzielnie podobny szturm, jak na przykład Palcze tzimamy na spuście osztroźnie czy też Kremu nie miesiamy za długo, po czym...
BANG! BANG! usłyszałam, kiedy błysnął ogień, a kilka sztuk dobranych losowo wypieków wyleciało na spotkanie naszym wrogom. WoW! Widzieliście kiedyś ciasto z wiśniami rozpryskujące się na "twarzy" elektromagnetycznego upiora?
stąd
stądPrzykładowy upiór oraz okaz z gatunku tort węgierski tortus węgiersis (odpowiednio po lewej i po prawej).
piątek, 22 lutego 2013
AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 21 lutego 2013
No i obejrzałam ten odcinek. Po tym, jak znajoma superbohaterka Dagens oświeciła mnie, że jednak załapałam się do rocznicowego zbioru obrazków Doctora Who (po tym jak podpowiedziała mi przeniesienie posta, po tym jak wkleiłam go nie tam gdzie trzeba na widok czterdziestki dwójki w przyznanym jej odcinku, po tym jak się nim pochwaliła), wreszie znalazłam czas i, oczywiście na niekorzyść boleśnie stojącego w miejscu TDU, obejrzałam. I mogę powiedzieć że... to zdecydowanie jeden ze słabszych odcinków. Ale za to malowniczy, a o to właśnie chodzi! :D Gdyby nie to, że jeszcze na długo przed świadomością, że faktycznie będę rysować, wymarzyłam już sobie idealny "akt", to miałabym spory problem z wyborem. Bo tu K9 przestrzeliwuje laserem ścianę, tu Romanadvoratrelundar i Doctor leżą pod jakąś skałą w ukryciu przed jakimś monstrum, tu w ogóle samo monstrum też takie niczego sobie... Znaczy: oczywiście nie w tym sensie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)