Szczęśliwego Nowego Roku 2014! :)
Śnieg, śnieg, zima, święta... No i wszystko zniknęło!
-Meh. Meh, meh mehhhhhhh - wzdychał Nomen. - I gdzie ta zima?
- Przecież rano był przymrozek - zauważyłam.
- Tjaaa... Mam gdzieś taką zimę! Chcę ulepić bałwana! <3
- Mamy jednego, jest obok mnie. W każdym razie - dzisiaj ostatni dzień roku. Zawołam Bartosza do nas, co ty na to?
- Nom. Idę coś zjeść.
- To weź, zrób jakieś przekąski.
- Okej, coś wymyślę.
- Ale ich nie zjedz! - wrzasnęłam po chwili za oddalającym się Nomenem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sektencja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sektencja. Pokaż wszystkie posty
środa, 1 stycznia 2014
piątek, 1 listopada 2013
Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 01 XI 2013
Hej ho, hej ho, z zewsząd napiera zło, w misie ubiera się, dopadnie Cię!
Witajcie!
Chciałabym napisać o tym, co teraz się dzieje. Przecież mamy Oktawiana na głowie. Ale jest inna sprawa. Chodząc codziennie do szkoły mam styczność z ogromną liczbą ludzi. I niedawno sama zauważyłam jedną rzecz, którą niektórzy powtarzają mi od dawna - nie warto być miłym.
Witajcie!
Chciałabym napisać o tym, co teraz się dzieje. Przecież mamy Oktawiana na głowie. Ale jest inna sprawa. Chodząc codziennie do szkoły mam styczność z ogromną liczbą ludzi. I niedawno sama zauważyłam jedną rzecz, którą niektórzy powtarzają mi od dawna - nie warto być miłym.
niedziela, 13 października 2013
Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 13 X 2013, Niedziela
Jaki tu spokój, na na na na...
Nic się nie dzieje, na na na na...
Witam!
No cóż, los i detektywów nie oszczędza trzeba siedzieć w matematyce, fizyce i językach. A dodatkowo ogarnąć programowanie i wiedzieć co się wydarzyło w 1956 roku. Człowiek nie ma ochoty i na śledzenie, i na pisanie, i na śledzie. No, na śledzie to jeszcze mam ochotę. A czuję tylko frytki. Frytki z śledziami, mmm... No tak, Nomen [Nadal nie wiemy kim jest!] z mamą smażą frytki. Hm, no można by wreszcie zgarnąć Oktawiana i dowiedzieć się o co mu chodzi. Ale jest za zimno, nie ruszę tyłka spod kaloryfera.
Nic się nie dzieje, na na na na...
Witam!
No cóż, los i detektywów nie oszczędza trzeba siedzieć w matematyce, fizyce i językach. A dodatkowo ogarnąć programowanie i wiedzieć co się wydarzyło w 1956 roku. Człowiek nie ma ochoty i na śledzenie, i na pisanie, i na śledzie. No, na śledzie to jeszcze mam ochotę. A czuję tylko frytki. Frytki z śledziami, mmm... No tak, Nomen [Nadal nie wiemy kim jest!] z mamą smażą frytki. Hm, no można by wreszcie zgarnąć Oktawiana i dowiedzieć się o co mu chodzi. Ale jest za zimno, nie ruszę tyłka spod kaloryfera.
niedziela, 22 września 2013
Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 22 IX, 2013, Niedziela
PRZYSZŁA SZKOŁA, NIKT NIE MA CZASU NA SUPER MOCE. : <
![]() |
| Jak widać, zdjęcie ukradzione z portalu joemonster.org. |
Znalazłam kolejnego książkowego detektywa! Jest nim pan C. Auguste Dupin autorstwa Edgara Poe'a. Czas się wziąć za czytanie! *^*
Jesień powoli nadchodzi, jabłuszka są już czerwone! Siedzieliśmy z Nomenem, Bartoszem i Mistrzem w sadzie, jedząc jabłka. I tego dnia przyszedł list. Jego treść była dziwna, a sama historia wydawała się... zabawna.
czwartek, 11 lipca 2013
Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 11 VII 2013
Towarzyszyła nam grobowa cisza. Trwała jednak tylko kilka sekund, ponieważ burczenie w brzuchu Nomena ją przerwało. Spojrzeliśmy na niego. On popatrzył na nas, potem na odłożony przez siebie talerz...
- Omnomnom... A'e 'ak 'o, 'ie 'uch? - Zapytał, nie przerywając konsumpcji.
- No normalnie, nie duch, tylko człowiek! Zostawił ślady! Teraz zrobimy - czyli ty zrobisz - odlew tego buta i poszukamy sprawcy.
- 'Ylko 'ajpierw 'jem.
- Tak, tak, a ja przesłucham wszystkich. Czy jest tu jakiś porządny gabinet, gdzie nikt nie da rady podsłuchiwać? - Zwróciłam się do Kunegundy.
- Tak. Jest na pierwszym piętrze, przy schodach.
- Dobrze, niech więc wszyscy zbiorą się w korytarzu. Przesłucham was po kolei, a Nomen w tym czasie zrobi odlew buta i... - spojrzałam na niego - zje.
- Tak. Jest na pierwszym piętrze, przy schodach.
- Dobrze, niech więc wszyscy zbiorą się w korytarzu. Przesłucham was po kolei, a Nomen w tym czasie zrobi odlew buta i... - spojrzałam na niego - zje.
sobota, 6 lipca 2013
Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 06 VII 2013
'Podczas produkcji nie ucierpiało żadne zwierzę.'
Witajcie!
Witajcie!
Nareszcie detektywistyczna szkoła przerwana przez wakacje!
Teraz siedzę i sprzątam zamiast brać się za śledztwa.
Cóż, jak widzicie, moja rekonwalescencja troszkę trwała. Nie
jest to jednak dziwne, nawet teraz moja ręka nie jest w pełni sprawna. Muszę
nauczyć się posługiwać maczetą i skutecznie przed nią chronić. No i udało mi
się pozbyć Nomena - potrafię już sama jeść! Bez przesady! Tymczasem Mistrz
urósł i w ogóle... Wszystkie smoki podrosły.
Od wypadku, gdy tylko obrosłam w siły, znów zaczęłam biegać.
Czasem nawet towarzyszy mi Nomen, ale jest raczej irytujący - w końcu biegam po
to, aby rozmyślać jak rozwiązać daną sprawę, a nie po to, aby wysłuchiwać jego
opowieści.
niedziela, 14 kwietnia 2013
Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 14 IV 2013
`Serce me krwawiące, a delta ujemna...
Witajcie!
- Sektencja! Sektencja? Sekteeeeencjaa! Gdzie jesteś? - usłyszałam. Wzywanie powtórzyło się jeszcze kilka razy. Zachichotałam i zamajtałam nogami. W końcu znajdowały się 3 metry nad ziemią.
Po chwili usłyszałam stukot na schodach. Ktoś wchodził na strych. Szszszsz... - pomyślałam. - Żeby tylko się nie wydało. Nagle: BUM! - ktoś przewrócił pudełka. Wszędzie dało się słyszeć głośnie przekleństwa Nomena.
- Kto to tu postawił?! Ałć! Sektencja, wyłaź! - Jednak ja nie miałam zamiaru wychodzić, jeszcze się wygodniej usadowiłam. Nomen krążył i krążył, wkrótce nastała grobowa cisza. Minęło kilka minut, ja ruszyłam ręką, aby się podrapać i nagle... Akta spraw, które czytałam spadły.
- Ojć - powiedziałam, a w tym czasie Nomen zdążył się odwrócić i mnie zauważyć.
- Tu jesteś! Czemu się chowasz?
- Ahh, mam ochotę cię podenerwować. Teraz jednak, skoro mnie znalazłeś, czas wracać na dół...
BUUUM! - Usłyszałam. Co się dzieje? Przetarłam zaspane oczy. K-która godzina? Po północy... Podniosłam wzrok w stronę okna. Jak na noc, było dosyć jasno. Ledwo podniosłam się z łóżka. Powoli, trzymając się mebli [Co, myślicie, że w nocy to się tak łatwo chodzi?], dotarłam do okna. Widok był okropny. Wszyscy, po prostu WSZYSCY się mordowali! Co się dzieje?! Tu krew, tam flaki... Strzały, armaty, jakieś szable... [TAK, nie znam się na broni.] Nosz, ludzie! Eh, żeby tylko ludzie. A tam i cyklopy i dziwne galaretki...
Witajcie!
- Sektencja! Sektencja? Sekteeeeencjaa! Gdzie jesteś? - usłyszałam. Wzywanie powtórzyło się jeszcze kilka razy. Zachichotałam i zamajtałam nogami. W końcu znajdowały się 3 metry nad ziemią.
Po chwili usłyszałam stukot na schodach. Ktoś wchodził na strych. Szszszsz... - pomyślałam. - Żeby tylko się nie wydało. Nagle: BUM! - ktoś przewrócił pudełka. Wszędzie dało się słyszeć głośnie przekleństwa Nomena.
- Kto to tu postawił?! Ałć! Sektencja, wyłaź! - Jednak ja nie miałam zamiaru wychodzić, jeszcze się wygodniej usadowiłam. Nomen krążył i krążył, wkrótce nastała grobowa cisza. Minęło kilka minut, ja ruszyłam ręką, aby się podrapać i nagle... Akta spraw, które czytałam spadły.
- Ojć - powiedziałam, a w tym czasie Nomen zdążył się odwrócić i mnie zauważyć.
- Tu jesteś! Czemu się chowasz?
- Ahh, mam ochotę cię podenerwować. Teraz jednak, skoro mnie znalazłeś, czas wracać na dół...
BUUUM! - Usłyszałam. Co się dzieje? Przetarłam zaspane oczy. K-która godzina? Po północy... Podniosłam wzrok w stronę okna. Jak na noc, było dosyć jasno. Ledwo podniosłam się z łóżka. Powoli, trzymając się mebli [Co, myślicie, że w nocy to się tak łatwo chodzi?], dotarłam do okna. Widok był okropny. Wszyscy, po prostu WSZYSCY się mordowali! Co się dzieje?! Tu krew, tam flaki... Strzały, armaty, jakieś szable... [TAK, nie znam się na broni.] Nosz, ludzie! Eh, żeby tylko ludzie. A tam i cyklopy i dziwne galaretki...
sobota, 23 lutego 2013
Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 23 II 2013, Sobota
Dzik jest dziki. Dzik jest zuy. Dzik ma bardzo ostre kły. Kto spotyka w lesie dzika, ten na drzewo szybko zmyka. \m/
Witajcie!
Otóż mam teraz zmartwienie. Wpadło coś do mego domu i nie a się tego wykurzyć. No dobra, dobra - przecież to ranna osoba, trzeba jej pomóc. Lecz ja mam teraz tyle zmartwień na głowie... Nie dziwcie się, że jestem zła, że przybyło kolejne. No tak, wiem, niesienie pomocy to moje zajęcie i powinnam być z tego dumna, ale... nie jestem! Ziemniaki, nie mógł lecieć po pomoc do innego domu? Tzn, zadzwoniliśmy po pogotowie i w ogóle, jednak kilka godzin temu wypisano go do domu, a jako, że nasz pan postrzałowy nie jest zbyt przytomny - wylądował w domu znanego wam detektywa. No, wiecie co?!
To jednak nic, chorym trzeba się zająć! Dowiedziałam się od mamy, że się wybudza, więc postanowiłam pobiec po... koty! Tak, dobrze przeczytaliście - koty! Koty to najlepsze lekarstwo na wszystko. Zebrałam więc pokaźną gromadkę i ruszyliśmy do pokoju chorego. Po chwili byliśmy przed drzwiami. Chciałam otworzyć drzwi, lecz - jak? Kilka kotów było na mnie. Po chwili mnie oświeciło. Kazałam kotom, które szły za mną się odsunąć i z kopa otwarłam drzwi.
- Witaj! - wrzasnęłam a koty zamiauczały. - Przyszliśmy cię pocieszyć!

Witajcie!
Otóż mam teraz zmartwienie. Wpadło coś do mego domu i nie a się tego wykurzyć. No dobra, dobra - przecież to ranna osoba, trzeba jej pomóc. Lecz ja mam teraz tyle zmartwień na głowie... Nie dziwcie się, że jestem zła, że przybyło kolejne. No tak, wiem, niesienie pomocy to moje zajęcie i powinnam być z tego dumna, ale... nie jestem! Ziemniaki, nie mógł lecieć po pomoc do innego domu? Tzn, zadzwoniliśmy po pogotowie i w ogóle, jednak kilka godzin temu wypisano go do domu, a jako, że nasz pan postrzałowy nie jest zbyt przytomny - wylądował w domu znanego wam detektywa. No, wiecie co?!
To jednak nic, chorym trzeba się zająć! Dowiedziałam się od mamy, że się wybudza, więc postanowiłam pobiec po... koty! Tak, dobrze przeczytaliście - koty! Koty to najlepsze lekarstwo na wszystko. Zebrałam więc pokaźną gromadkę i ruszyliśmy do pokoju chorego. Po chwili byliśmy przed drzwiami. Chciałam otworzyć drzwi, lecz - jak? Kilka kotów było na mnie. Po chwili mnie oświeciło. Kazałam kotom, które szły za mną się odsunąć i z kopa otwarłam drzwi.
- Witaj! - wrzasnęłam a koty zamiauczały. - Przyszliśmy cię pocieszyć!

wtorek, 19 lutego 2013
Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 19 II 2013, Wtorek
O moja łepetyna. O jejku, jejku.
Dia de los muertos.
Witajcie, strudzeni wędrowcy!
W związku z ostatnimi wydarzeniami musiałam pozostać kilka dni w szpitalu i następnie wypocząć w domu. Udane ferie, nie ma co. W każdym razie ostatnio boli mnie głowa. Tzn, głowa to boli mnie zawsze, lecz dziś na przykład jest jeden z tych bóli, kiedy widzisz tylko ciemność przed oczyma i czujesz jak ktoś wbija ci gwóźdź. W głowę, rzecz jasna. Stary, zardzewiały gwóźdź. Nieważne.
W każdym razie po rekonwalescencji postanowiłam się wybrać na miejsce wypadku z zeszłego tygodnia. Muszę dokonać oględzin, to pewne. Oczywiście, aby tam dotrzeć musiałam pokonać drogę przez zamiecie na przystanek. Następnie dałam się pożreć ogromnej autobusowej bestii. Lub wpadłam w łapska autobusu z piekieł bram. Po czterdziestu minutach dotarłam do miasta. Najpierw jednak swe kroki skierowałam do pewnej Ambrozji, która zmieniła wystrój. Muszę umieścić to ważne wydarzenie na blogu, ponieważ Ambrozja jest teraz piękna, cała w różowe kwiatuszki. Oj, jest słodko. Cóż, zjadłam co miałam zjeść i ruszyłam na spotkanie przeznaczeniu.
Dia de los muertos.
Witajcie, strudzeni wędrowcy!
W związku z ostatnimi wydarzeniami musiałam pozostać kilka dni w szpitalu i następnie wypocząć w domu. Udane ferie, nie ma co. W każdym razie ostatnio boli mnie głowa. Tzn, głowa to boli mnie zawsze, lecz dziś na przykład jest jeden z tych bóli, kiedy widzisz tylko ciemność przed oczyma i czujesz jak ktoś wbija ci gwóźdź. W głowę, rzecz jasna. Stary, zardzewiały gwóźdź. Nieważne.
W każdym razie po rekonwalescencji postanowiłam się wybrać na miejsce wypadku z zeszłego tygodnia. Muszę dokonać oględzin, to pewne. Oczywiście, aby tam dotrzeć musiałam pokonać drogę przez zamiecie na przystanek. Następnie dałam się pożreć ogromnej autobusowej bestii. Lub wpadłam w łapska autobusu z piekieł bram. Po czterdziestu minutach dotarłam do miasta. Najpierw jednak swe kroki skierowałam do pewnej Ambrozji, która zmieniła wystrój. Muszę umieścić to ważne wydarzenie na blogu, ponieważ Ambrozja jest teraz piękna, cała w różowe kwiatuszki. Oj, jest słodko. Cóż, zjadłam co miałam zjeść i ruszyłam na spotkanie przeznaczeniu.
niedziela, 10 lutego 2013
Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 10 II 2013, Niedziela
Co ja piszę?Witajcie!
Cóż, pogoda jest okropna. jednak to nie przeszkadzało mnie oraz Rani [już udobruchanej!] wybrać się na zakupy! No, co innego kobiety mogą robić? Dobra, dobra, wiecie, że nienawidzę zakupów. Rani mnie wyciągnęła i tak się pogodziłyśmy. Właściwie, to troszkę w innych okolicznościach. Zaraz się dowiecie, o co chodzi, lecz powiem wam w sekrecie, że nie będzie to miłe. Chyba, że ktoś nas nie lubi. Tak, to zawsze rozwiązanie. Dobra, nieważne.
Cóż, Rani oczywiście jest wredna [Zgadnijcie, proszę, kto ją tego nauczył? Na własną zgubę...] i wybrała taki supermarket, którego nie lubię. No i masz! Musiałam słuchać popularnej muzyki wydobywającej się z głośników... Oraz kupić Rani jakieś kolczyki na przeprosiny [Tak, smoki noszą kolczyki. Nie powinno was już nic dziwić!] oraz kawę. Jak można pić kawę?! Toż to niedobre! Niestety, w taką zimę wyciągnęła mnie jeszcze do parku, który jest w najbliższym mieście. Musiałyśmy mijać moją szkołę! Brr, okropne przeżycie! Zwłaszcza, że jeszcze niektórzy mieli lekcje...
niedziela, 3 lutego 2013
Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 03 II 2013, Niedziela
Eeee... No ten... tego... Wypadałoby posta napisać.
Witam!
Zdobyłam przepychaczkę dla Mytha, więc teraz powinnam z łaski swojej ją zanieść. Najpierw jednak owinęłam ją w jakiś papier ozdobny, wiecie, taki ze słodkimi rysuneczkami. Do Mytha daleka droga, więc na tę wyprawę wyciągnęłam Rhaegala. Co prawda, moje kochane smoczysko wzbraniało się przed tym jak mogło, no, ale... udało się! Rhaegal mnie zostawił i polazł na zakupy, a ja musiałam znów wtaczać się do Mytha po tych jego schodach. Człowiek kiedyś kręćka dostanie, no! No i szukam, szukam... Mytha nie ma! Nawet w szufladzie z bokserkami sprawdzałam, i go tam nie było! =( A tu nagle... Myciątko!
- Sektencja! Rób jajecznicę! Mamy wojnę ! - Słyszę. No to, cóż pozostało mi robić? Jajecznicę z 20 jaj! - Sektencja, dobra robota, dziękuję. Słuchaj, musisz znaleźć R.O.M.A.N.a, być może będę potrzebował jego pomocy - i już chciał mi zwiewać.
Witam!
Zdobyłam przepychaczkę dla Mytha, więc teraz powinnam z łaski swojej ją zanieść. Najpierw jednak owinęłam ją w jakiś papier ozdobny, wiecie, taki ze słodkimi rysuneczkami. Do Mytha daleka droga, więc na tę wyprawę wyciągnęłam Rhaegala. Co prawda, moje kochane smoczysko wzbraniało się przed tym jak mogło, no, ale... udało się! Rhaegal mnie zostawił i polazł na zakupy, a ja musiałam znów wtaczać się do Mytha po tych jego schodach. Człowiek kiedyś kręćka dostanie, no! No i szukam, szukam... Mytha nie ma! Nawet w szufladzie z bokserkami sprawdzałam, i go tam nie było! =( A tu nagle... Myciątko!- Sektencja! Rób jajecznicę! Mamy wojnę ! - Słyszę. No to, cóż pozostało mi robić? Jajecznicę z 20 jaj! - Sektencja, dobra robota, dziękuję. Słuchaj, musisz znaleźć R.O.M.A.N.a, być może będę potrzebował jego pomocy - i już chciał mi zwiewać.
sobota, 26 stycznia 2013
Sektencja, Dziennik Superbohatera, 26 I 2013, Sobota
Witajta.
Było głosowanie. Chodziło o to, co mam dać Mythowi. Jakiż prezent. No i wybraliście... uwaga, uwaga!... wait for it... przepychaczkę do rur numer czterdzieści dwa! Nie wiem jeszcze niestety, jak ją zdobędę, lecz myślę, że nielegalni emigranci z Kor mogą mi pomóc. Pogrzebałam w książkach i wyciągnęłam pewną mapę. Oj, lepiej żebyście nie wiedzieli co tam się znajduje. Wierzcie mi! Przewertowałam strony i znalazłam, czego szukałam. I tak wiecie, czego. Szukałam nielegalnych emigrantów z Kor.
Było głosowanie. Chodziło o to, co mam dać Mythowi. Jakiż prezent. No i wybraliście... uwaga, uwaga!... wait for it... przepychaczkę do rur numer czterdzieści dwa! Nie wiem jeszcze niestety, jak ją zdobędę, lecz myślę, że nielegalni emigranci z Kor mogą mi pomóc. Pogrzebałam w książkach i wyciągnęłam pewną mapę. Oj, lepiej żebyście nie wiedzieli co tam się znajduje. Wierzcie mi! Przewertowałam strony i znalazłam, czego szukałam. I tak wiecie, czego. Szukałam nielegalnych emigrantów z Kor.
niedziela, 20 stycznia 2013
Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 20 I 2013, Niedziela
Witajcie!
Jak wam płynie czas? Mnie tak jakoś... dziwnie. Teraz na przykład mnie uszy bolą.
Myth mnie szukał. Teraz ja muszę odnaleźć tę cholerę. Gdzie on może być? Jakimś cudem dotarłam do miast bliskich naszemu bohaterowi. Idę, idę i... wpadłam na R.O.M.A.N.a! Nawet jako robot nie wyglądał na szczęśliwego.
- Hej, R.O.M.A.N! - Krzyknęłam. - Czemu Myciątko mnie szukało?
- Nie wiem. Jestem na niego zły.
- Ojej! Co się stało?
- Myth ma doła! Przestał w ogóle reagować na to, co się dzieje! Amelia, Alexis, Mirek i Stasiu zginęli! I nie wiem dlaczego, jak... nic nie wiem!
Jak wam płynie czas? Mnie tak jakoś... dziwnie. Teraz na przykład mnie uszy bolą.
Myth mnie szukał. Teraz ja muszę odnaleźć tę cholerę. Gdzie on może być? Jakimś cudem dotarłam do miast bliskich naszemu bohaterowi. Idę, idę i... wpadłam na R.O.M.A.N.a! Nawet jako robot nie wyglądał na szczęśliwego.
- Hej, R.O.M.A.N! - Krzyknęłam. - Czemu Myciątko mnie szukało?
- Nie wiem. Jestem na niego zły.
- Ojej! Co się stało?
- Myth ma doła! Przestał w ogóle reagować na to, co się dzieje! Amelia, Alexis, Mirek i Stasiu zginęli! I nie wiem dlaczego, jak... nic nie wiem!
sobota, 12 stycznia 2013
Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 12 I 2013, Sobota
Dlaczego on musi być taki irytujący? Przeklęci złoczyńcy! Po co oni właściwie są? Superbohaterowie to przynajmniej są potrzebni - zwalczają złoczyńców. A złoczyńcy? Banda cielaków. Eh, nie będę się męczyć. Wyciągnęłam z torebki pistolet od Mytha i wyszłam z kryjówki.
- Ręce do góry i powoli odwróć się w moją stronę.
- Ręce do góry i powoli odwróć się w moją stronę.
- No proszę, proszę. A cóż to? Pistolet? Żartujesz sobie, prawda? - Wybuchnął śmiechem.
- Nie! Czekaj, gdzie ja mam kajdanki... - Łooo, jest źle. - Ej! Gdzie idziesz! Nie zbliżaj się!
- A co mi zrobisz? - W moim zamierzeniu oberwał kulkę w głowę. Jednak nadal, pomimo nauk Mytha, nie potrafię dobrze strzelać. Kula zaledwie musnęła go w ramię! - Ej! - Krzyknął. - To bolało! - I rozpłynął się w powietrzu.
- Nie! Czekaj, gdzie ja mam kajdanki... - Łooo, jest źle. - Ej! Gdzie idziesz! Nie zbliżaj się!
- A co mi zrobisz? - W moim zamierzeniu oberwał kulkę w głowę. Jednak nadal, pomimo nauk Mytha, nie potrafię dobrze strzelać. Kula zaledwie musnęła go w ramię! - Ej! - Krzyknął. - To bolało! - I rozpłynął się w powietrzu.
niedziela, 6 stycznia 2013
Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 06 I 2013, Niedziela
DOKOŃCZENIE Z 01 I 2013.
Wyszliśmy na zewnątrz.
- Gdzie chcesz wstąpić? - Zapytałam.
- Nigdzie. Przecież musisz tam obczaić teren, no nie?
- Rzeczywiście! Masz rację!
I tak dotarliśmy na miejsce.
Myślałam, że miejsce będzie ponure, mroczne, a tu proszę - niespodzianka! Ogród był urządzony w jasnych, stonowanych kolorach. Miejsca było naprawdę dużo, jednak nie sądziłam, żeby ktokolwiek siedział w Sylwestra na zewnątrz. Było po prostu za zimno.
- Sądzę, że powinniśmy wejść do środka. Tam będziemy przebywać przez większość czasu - odezwałam się.
- To chodźmy.
Wyszliśmy na zewnątrz.
- Gdzie chcesz wstąpić? - Zapytałam.
- Nigdzie. Przecież musisz tam obczaić teren, no nie?
- Rzeczywiście! Masz rację!
I tak dotarliśmy na miejsce.
Myślałam, że miejsce będzie ponure, mroczne, a tu proszę - niespodzianka! Ogród był urządzony w jasnych, stonowanych kolorach. Miejsca było naprawdę dużo, jednak nie sądziłam, żeby ktokolwiek siedział w Sylwestra na zewnątrz. Było po prostu za zimno.
- Sądzę, że powinniśmy wejść do środka. Tam będziemy przebywać przez większość czasu - odezwałam się.
- To chodźmy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


