Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reszta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reszta. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 lipca 2013

RedSight, Czerwona zamieć, 27.07.2013

                Obudził mnie krzyk i wybuch tak mocny, że ze stropu posypał się gruz. Zaraz po tym drzwi otworzyły się z hukiem a do środka wbiegł zdenerwowany Barnaba.
                - Chyba musimy już teraz zacząć przeprowadzkę… - powiedział tylko.
                Wtedy dotarło do mnie, co się dzieje. Znaleźli nas. Niedobrze…
                Szybko wstałam, chwyciłam tylko moją czerwoną chustę i przewiązałam w pośpiechu oko. Podeszłam do okna. Na dole jak mrówki gromadzili się żołnierze. Były ich dziesiątki. Otoczyli nas odcinając nam drogę ucieczki. Złapałam się za głowę. Nie wiedziałam, co robić.
                - Liny… - Nie słyszałam nawet, kiedy stanął obok mnie. Spojrzałam w górę, z dachu rzeczywiście zwisały dwie grube jak ręce liny. Jak mogłam o nich zapomnieć.
                Bez zastanowienia wdrapałam się na parapet i spróbowałam dosięgnąć jednej z nich. Okazało się, że to wcale nie będzie takie łatwe. Każda z nich kołysała się nieśmiało jakiś metr od krawędzi okna, a do ziemi było jakieś 10 pięter. Nie potrzebowałam jednak zachęty. Przykucnęłam lekko i skoczyłam najmocniej jak mogłam. Udało mi się złapać jednej liny. Zimne powietrze poranku smagło moją skórę aż przeszedł mnie dreszcz. Spojrzałam jeszcze raz w dół i zamarłam. Serce podeszło mi do gardła. Co teraz?
                - Red! Nie patrz w dół! Spróbuj się rozbujać i dosięgnąć najbliższego drzewa!
                Nie szło mi to najlepiej, ale w końcu udało mi się. Drzewa wcale nie były tak daleko jak myślałam.  Bez problemu przeskoczyłam na jedno z nich. Odwróciłam się żeby ponaglić Barnabę i zamarłam. W pokoju rozgorzała walka. Mój towarzysz stał sam okrążony dziesiątką żołnierzy.
                - Uciekaj Red! Nie oglądaj się!
                Zaczęłam przeskakiwać z gałęzi na gałąź zwinnie jak wiewiórka.  Kiedy zauważyłam, że w pobliżu nie ma żołnierzy postanowiłam zejść na ziemię. Gdy tylko postawiłam bose stopy na ściółce, od razu pobiegłam przed siebie. Nie minęła chwila i usłyszałam za sobą kroki. Obejrzałam się przestraszona, ale nic nie widziałam. Nagle z ciemności wybiegł Barnaba. Zrównał ze mną krok.
                - Nie oglądaj się. – Powiedział i złapał mnie za rękę.
                Ciągnął mnie przez największe krzaki w lesie. W końcu udało nam się dobiec do naszego lądowiska. Dopadliśmy do jednego z małych kukurydzianych samolocików, kiedy z lasu wysypali się żołnierze.
                - Szybko Red! Właź do środka!
                Wgramoliłam się na swoje miejsce. Barnaba był już na swoim i próbował odpalić silnik. Zaskoczył za trzecim podejściem. Skierowaliśmy się na pas. Żołnierze Biegli za nami. Byliśmy dla nich za szybcy. Już po chwili lecieliśmy. Nad lasem unosiła się czerwona łuna. Moja wieża płonęła…
                Nie wiem, kiedy zasnęłam, ale obudzić się w spadającym samolocie to nic przyjemnego. Wszystko mrugało, pikało i piszczało. Ziemia była coraz bliżej. Zamknęłam oczy, objęłam się rękoma i wbiłam paznokcie w barki. Głośniejsze od uderzenia w ziemię były tylko przekleństwa Barnaby. Udało mu się jednak tak ustawić maszynę, że tylko prześlizgnęła się po płaskich otoczakach małej rzeki i zatrzymała się uderzając w jakiś stary spróchniały pień.
                Kiedy miałam już całkowitą pewność, że jesteśmy na ziemi, szybko wybiegłam z resztek samolotu i zatrzymałam się kilka metrów dalej. Zimna woda obmywała moje stopy.
                - Gdzieś Ty nas wywiózł? – Zapytałam, gdy Barnaba stanął obok mnie.
                - Jesteśmy gdzieś w Polsce. – Powiedział i zaczął ściągać i rwać koszulę.
                Podszedł do jednego z większych kamieni i gestem kazał mi na nim usiąść. Nie protestowałam. I tak byłam mocno zmęczona. Kiedy tylko usiadłam Barnaba nachylił się i przewiązał mi podarte kawałki koszuli na stopach.
                - Na razie powinno wystarczyć. Niedaleko jest jakieś miasteczko. Musimy pójść z nurtem i dotrzemy tam za jakąś godzinę.
                Droga była koszmarna. Kamienie przerywały lekki materiał koszuli i kaleczyły bezlitośnie moje stopy. W pewnym momencie Barnaba bez słowa podszedł i wziął mnie na ręce. Myślę, że gdyby tego nie zrobił po jeszcze kilku krokach padłabym jak kawka.

                Kiedy doszliśmy do miasta słońce świeciło już nad horyzontem. Miasto nie było w cale malutkie. Szerokie drogi były zapełnione samochodami, na chodnikach ludzie przeciskali się obok siebie spiesząc się, stare kamienice górowały nad tym wszystkim patrząc z wysoka oczami wiekowych okien.
                - Zaczekaj tutaj. Znajdę nam jakieś lokum. – Powiedział sadzając mnie na pierwszej ławce.
                Nie czekałam długo. Kiedy wrócił zadzwonił mi przed nosem małym pękiem małych kluczy. Pomógł mi wstać i poprowadził wybrukowaną gładkim kamieniem ulicą.
                Mieszkanie było malutkie. Znajdowało się na piętrze jednej z kamienic. Dwa pokoje, kuchnia, łazienka. Stare, obskurne ściany, pokryte kredą i mnóstwo pajęczyn.
                - Na razie powinno wystarczyć.
                Po tych słowach rozległ się dźwięk podobny do tego, który towarzyszy rozsypaniu szklanych kuleczek. Spojrzałam za okno i zobaczyłam na zewnętrznym parapecie małą łasiczkę.
                - Jeszcze dobrze się nie zadomowiliśmy a oni już wiedzą gdzie jesteśmy. – Powiedziałam dumna z moich małych szpiegów.
                Mechanizm okna jęknął cicho, kiedy je otwierałam. Gronostaj wyprostował się szybko i zasalutował mi. Był to ów osobnik z kapeluszem z piórkiem. Szef całej reszty. Pogrzebał chwile w małej torbie przewieszonej przez ramię i podał mi złożoną kartkę. Wzięłam ją w pośpiechu i uścisnęłam mu łapkę na znak wdzięczności. Zwierzątko zasalutowało raz jeszcze i zeskoczyło z wysokiego parapetu by zniknąć w pobliskich chaszczach.
                Otworzyłam kartkę i przeczytałam pierwszy raport. Były tam rysopisy i dokładne adresy siedzib kilku superbohaterów. Położyłam raport na stole i rzuciłam się na pobliskie łóżko.
                - Co teraz? – Zapytał Barnaba.
                -Teraz czas odpocząć. Resztą zajmiemy się jutro…




Chciałam się wam podlizać muzyką ale nie wiem co lubicie. Dlatego wklejam to co lubię ja. :)
 

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Alexis, Dziennik Superbohaterki 24.12.2012

Gdy już znaleźliśmy się na zewnątrz kanału udaliśmy się do jednego z tamtejszych magazynów, by zmienić opatrunki Celestii i poczekać na nastanie mroku. Na szczęście w plecaku, który przez zupełny przypadek wziął ze sobą Myth ze zbrojowni była podręczna apteczka.
- Celestio usiądź proszę, zmienię Ci te brudne bandaże.
- Gdzie? Tutaj?! Na tej brudnej podłodze?!
- A widzisz gdzieś tutaj królewskie salony? Ja warunków nie wybierałam, trzeba się cieszyć z tego, co się ma. Nie marszcz noska, tylko siadaj,no chyba że chcesz umrzeć jak wda Cie się zakażenie w tę paskudną ranę.
W końcu usiadła na ziemi z urażoną miną, uklęknęłam przy niej i zajęłam się jej paskudnymi ranami. Z jednej strony nie dziwiłam się, że była taka marudna, też bym była obrażona na cały świat mając takie ślady na ciele po walce.W tym samym czasie Myth poszedł na górę, by zbadać teren. Specjalnie poszedł tam, żeby uniknąć typowych kobiecych sprzeczek. Ależ on miły, zostawia mnie samą z Celestią, której w ogóle nie znam i nie pojmuję. Na przeciwko magazynu, w którym się znajdowaliśmy stał szpital, w którym przebywali Mirek ze Stasiem. Gdy już zrobił to co musiał, zszedł na dół, by podzielić się z nami opisem otoczenia. Teraz wszyscy troje musieliśmy się zgrać i wymyślić jakiś konkretny plan działania. Moje życie ponownie nabierało tempa, lecz czy tak gwałtowne przyspieszenie nie będzie oddziaływało na mnie w przyszłości? Czy opłaca się teraz tak rozpędzać, by za sekundę wylądować na najbliższym drzewie? Nie mam pojęcia jak brzmi odpowiedź, natomiast jedno wiem na pewno nieważne co teraz zrobię i tak moje życie zmieni się o 180 stopni, muszę uciekać żeby dalej żyć. Dobra koniec rozmyślania, co było, a nie jest, bo nie ma to sensu, trzeba wziąć się porządnie do pracy.
- Wszystko dobrze z Twoim brzuchem i całą resztą?- spytał z troską w głosie Celestię.
- Tak. Dobrze, że ktoś  mnie zoperował, bo długo bym nie pożyła.
- Wiesz, prawdę mówiąc to ja Cię zoperowałem...- Myth przerwał w pół zdania widząc szok i niedowierzanie na jej twarzy. Nie słuchałam ich dalszego dialogu, nie widziałam w tym większego sensu, a może i będzie dla nich lepiej, nie będą czuli się tak skrępowani opowiadając sobie nawzajem historie sprzed kilku dni.
- Myth daj lunetę, pójdę na górę i poobserwuję szpital, bo coś czuję, że szykuje się tu bardzo długa rozmowa.

sobota, 22 grudnia 2012

Alexis, Dziennik Superbohaterki 21.12.12r

Po dziesięciu latach spokoju, życia bez nagłych przypływów adrenaliny, w ciągu godziny po poznaniu szaleńca zwanego Mythem, to wszystko wraca. Stawka jest taka sama jak zawsze: gra o życie, czyli o wartość najważniejszą. Mój mózg szybko przestawił się na tryb awaryjny. Plan działania zakreślił się w głowie w krótkiej chwili, trening umysłu z mistrzem był niezawodny, jak się okazało po latach nie wyszłam z wprawy. Średni czas zjazdu windy do podziemi zajmował około trzydziestu sekund, musiałam go wykorzystać możliwie jak najlepiej, by wyjść z tego cało. Wcisnęłam guzik, by ze ściany wysunęła się ukryta, metalowa szuflada z niewielkim, ale w naszym beznadziejnym przypadku, mającym ogromne znaczenie asortymentem wszelakiej broni dostępnej tylko dla katońskich żołnierzy. Chwyciłam jeden ze stroi ochronnych i rzuciłam w stronę Mytha wykrzykując po kolei instrukcje postępowania.
-         Masz! Ubierz to na siebie, ochroni Cię przed większością pocisków żołnierzy Kato Kato, ale nie przed wszystkimi... Są pociski przed którymi nie obronię Cię nawet ja. Są niewidoczne i kompletnie niesłyszalne, dlatego są najgroźniejszą bronią naszej armii. Tutaj jest broń, która sama namierza cel i do niego strzela, trzeba ją tylko odpowiednio zawiesić na ciele, z przodu i z tyłu, ale ma ograniczoną ilość pocisków. Gdy one się skończą użyjesz tego, ma bardzo dokładny celownik i strzela na bardzo dużą odległość. Resztę broni wezmę ja, schowam do plecaka. Gdyby skończyły Ci się pociski ze wszystkiego, to krzycz podam Ci najprostsze w obsłudze pistolety, ale też najmniej skuteczne. Gdy winda się zatrzyma pobiegniemy w prawo, podziemnymi tunelami do zbrojowni, ze zbrojowni kierujemy się do wyjścia. Będąc tam przemyśl dokładnie i realnie, ale również szybko, to co weźmiesz ze sobą. Oszacuj ile możesz wziąć, co się najbardziej przyda i jest równocześnie na tyle lekkie, że nie będzie utrudniało  swobodnego poruszania się. Gdy już będziemy z daleka od iglicy królewskiej skierujemy się na Północ w stronę więzienia, w którym jest Celestia. Później udamy się do szpitala po Stasia i Mirka, gdy nam się to uda to uciekniemy z Kato Kato. Pamiętaj żeby się nie obracać w czasie biegu i pod żadnym pozorem się nie zatrzymuj, to zmniejsza Twoje szanse na przeżycie o jakieś 30 %, co jest ogromną liczbą, bo to że wyjdziemy z tego cało to zaledwie 15 % szans.
-         Aahaaaa.
Tylko tyle zdołał wykrztusić po moim instruktarzu. Dawno nie widziałam takiego szoku na czyjejś twarzy. Tak bardzo chciałam wrócić na Ziemię, do ludzi, moich braci i sióstr, poczuć więzy krwi, ale nie w ten sposób, nie tak by walczyć z Katończykami, których pokochałam całym sercem po tylu latach spędzonych z nimi. Nieubłaganie zbliżał się koniec podróży windą, zegar tykał niemiłosiernie, zupełnie jak wzywanie licznika bomby: 6, 5, 4...Wstrzymałam oddech, dokładnie za sekundę mieliśmy zmierzyć się z armią katońskich żołnierzy, walcząc o przetrwanie i powrót na Ziemię. Ostatnia myśl przed otwarciem drzwi windy? Obraz morza z dzieciństwa. Niesamowite, że w takich momentach człowiek myśli o tak niebanalnych sprawach.

czwartek, 24 maja 2012

C-Lin-A, Dziennik Superbohaterki 24 maja 2012

No więc zacznijmy od tego że nie było mnie tu długo niesamowicie. Ale były ważne powody. Otóż okazało się, że wkrótce do Berlina na krótki czas zawita superbohater z muzycznego świata, o pseudonimie Slash i przydałoby się tam pojawić, a w tym celu musiałam przekonać moją zwierzchniczkę o udzielenie mi pozwolenia na wyjazd z tajnej bazy. Okazało się że jest dziura w budżecie no i musiałam sama sobie zarobić na odpowiednie bilety. Ale wszystko się powiodło, w przyszłym tygodniu kupuję bilety no i przekonamy się co tam ten Slash potrafi na żywo. (Tymczasem w domu już nie mogą wytrzymać z jego nową płytą, która bez przerwy leci w moim pokoju). No a jeszcze mam plan siedzenia tam tak długo aż nie dorwę autografu (bo zdjęć podobno Mistrz nie daje ze sobą robić za bardzo). Z innych spraw to wszyscy muszą obejrzeć Avengers. Jak dla mnie film roku. Tony Stark jest prześwietny. A Tom Hiddleston zdołał nawet wypędzić z pierwszego miejsca w moim fanowskim sercu Cumberbatcha. A tak wog'le to jakiś szalony nowy dizajn zawitał na loga pod moją nieobecność i nowi ludzie, ja za Wami nie nadążę. W każdym razie witam wszystkich :D

wtorek, 8 maja 2012

C-Lin-A, Dziennik Superbohaterki 8 Maja 2012

Dziękuję AstroGirl za przywitanie w zespole i już śpieszę z wyjaśnieniem, co to jest prokrastynacja, znana również jako syndrom studenta.


Internety pouczają, że polega to to na „patologicznym wręcz odwlekaniu czynności, na których prokrastynator powinien się skupić w danej chwili, na rzecz zajęć bardziej przyjemnych lub mniej kłopotliwych. Na przykład pisanie postu na bloga zamiast uczenia się o podbojach mongolskich. Ba, czasem nawet wytężone wpatrywanie się w białą ścianę jest ciekawsze. A potem mamy maj, a ja mam 3 zaległe sprawdziany, 2 zaległe prezentacje i 2 zaległe wypracowania. Jestem nawet posiadaczką takiej koszulki.

C-Lin-A, Dziennik Superbohaterki 7 maja 2012

Okej. Dostałam dzisiaj propozycję od Mytha czybym nie chciała się dołączyć do superbohaterskiej ekipy na blogu. Któż by odrzucił taką propozycję?
Na początek wypadałoby się przedstawić.



C-Lin-A, Szczecin, pierwsza liceum na profilu humanistyczno-prawniczym. (Psycho?)fanka Supernatural, Doctora Who i Sherlocka (książkowego i tego od BBC). Gram na gitarze. Uwielbiam deszcz. Moimi bohaterami z dzieciństwa są Włóczykij, Robin Hood i Jan Smuga. Moją supermocą jest prokrastynacja.Wiem, dlaczego 73 jest najlepszą liczbą i jak gra się w papier-kamień-nożyce-jaszczurka-Spock. Do moich zasług należy wyswatanie Mytha z Laurą. Kocham chodzić spać najpóźniej jak się da. Nie lubię Harry'ego Pottera.
W internetach można mnie znaleźć jeszcze na deviantarcie, twitterze, zupie i tumblrze.
Chyba wszystko, dobrej nocy, głosujcie na Saxona, wierzcie w Sherlocka itd. 

P.S. Idąc za przykładem Mytha, macie tu jeszcze piosenkę na dziś