piątek, 27 lipca 2012

Sektencja, Dziennik Superdetektywa 27 lipca 2012

Witajcie!

   Tony. Wreszcie wiem, jak nazywa się osoba, która dręczy mnie, nawet nie ujawniając swojej prawdziwej twarzy. Jak pisałam wcześniej, poszukam go na fejsbucie. Oczywiście, trochę trwało zalogowanie się na tę witrynę, bo moja pamięć do supebohaterskich haseł jest słaba. Ale udało się. Wpisuję w wyszukiwanie 'Zakapturzony Tony' i czekam. Swoją drogą, Astrogirl słusznie zauważyła, że ma dziwne imię [O ile to jego prawdziwe imię.]. Nazywa się tak samo jak Ironmen, a on to przecież superbohater. O, w końcu wyszukało. Na szczęście w całym kosmosie istnieje tylko jedna zarejestrowana o takim nicku osoba. Cóż, zdjęcie jego, więc włączam profil. I oto moim oczom ukazało się to:



Pierwsze, co rzuca się w oczy, to MIŚ. Bordowy misiek na zdjęciu w tle. Myślałam, że gościu jest zły, ale złole i... misie? Wiem także, gdzie mieszka! W Kurnikowie! Tylko gdzie to, u diabła, jest? Pracuje w firmie Evil... Eh, i tak nie wiem, gdzie zło ma swoje budynki. Chodzi do ogólnej szkoły zła, ale także nie wiem gdzie ona jest. Choć może Rhaegal [Wspomniałam o nim tutaj.] będzie coś wiedzieć, bo raz chodził ze smoczycą, której właściciel uczęszczał do tej szkoły. Znajomi... No jasne, 666! I... Kudkudak! Ale ona ma zdjęcie z jakąś Elżbietą... Nie znam jej. Sam Tony ma też zdjęcie z Kudkudakiem. Mapa...  'Nie szukaj go, on znajdzie ciebie'. Pfff... Już mnie znalazł, i to raczej nic mi nie dało. Kliknięcia 'Nie lubię tego'... Rory? A cóż mu plastikowi Rzymianie zrobili? I serce... Chyba mu o miłość chodzi. Też mi złol! Złole twierdzą, że nikogo nie kochają, itd. a te dwa pojęcia - zło i miłość - bardzo się ze sobą wiążą, czyż nie?
    Eh, to w takim razie idę do Rhaegala, dowiedzieć się o jego byłej. Przyszłam do Garażu, ale nie zastałam Rhaegala. Za to przy 'stole' siedział Mistrz.
- Hej!- Krzyknęłam. - Wszystkiego najlepszego! - Mój ulubieniec miał dziś urodziny, o czym was jeszcze nie poinformowałam. Jest już pełnoletni, według smoków.
- Dziękuję. A prezent? - Zapytał z uśmieszkiem.
- Dostaniesz, dostaniesz, ale nie teraz, tylko na imprezie.
- Ah - Widać, że nie mógł się doczekać. - A czego szukasz?
- Nie czego, a kogo. Rhaegala.
- Powinien być u siebie.
- Dzięki, jeszcze raz: najlepszego! - Krzyknęłam i udałam się do pokoju Rhaegala.
Stąd.
A z jego pokoju dochodziła muzyka. Wsłuchałam się i usłyszałam The Beatles.
Jeden z jego ulubionych zespołów, więc nie ma się czemu dziwić. Wpakowałam się do pomieszczenia jak zwykle - na chama - nie pukając. Rhaegal siedział przed lusterkiem.
- Hejooo!
- Hej! - Odpowiedział. - Z którego profilu wyglądam seksowniej? Z lewego czy z prawego? I zaczął się obracać we wszystkie strony.
- Nie wiem, zapytaj się jakiejś smoczycy. Mam do ciebie sprawę. Pamiętasz jeszcze tę smoczycę z którą chodziłeś? Tę, której właściciel chodził do Ogólnej szkoły Zła?
- Vivian? Aha, a co?
- Myślisz, że mogłaby mi pokazać, gdzie znajduje się ta szkoła? - A na widok jego pytającego wzroku, dodałam: - Potrzebne mi jest to do śledztwa.
- Okej, polecimy do niej.
   Wychodząc mijaliśmy Mistrza, który grzebał w pudłach Moriaty'ego. Zapytany, dlaczego to robi, odrzekł:
- Wiesz, mógł tam schować prezent dla mnie - popatrzyliśmy na siebie.
- Eh, nie sądzę, żeby on tam był - powiedział mu Rhaegal. - I lepiej przestań, bo jak Moriarty cię nakryje, to ja za niego nie ręczę.
   Wyszliśmy z domu i polecieliśmy. Dom Vivian jest oddalony od naszego o jakieś 5 km. Znajduje się blisko miejsca, gdzie spotkałam Dymka [Pojawił się tutaj.]. Wkrótce jej dom ukazał się naszym oczom. Był nawet malutki i zadbany, dziwne, że zmieścił się tam smok i, że mieszka tam Złol. Założę się, że nasz kolega bardzo słucha rodziców i  nie zmienia tego miejsca w jakieś miejsca złolowe [Bladego pojęcia nie mam, jak one się nazywają, może Marvel mi coś podpowie?]. Wylądowaliśmy na chodniku. Na podwórku lepiej nie, zawsze trzeba dać czas na przygotowanie się do przyjęcia gości.
- Okej, to ja się zmywam. Wolałbym się z nią nie widzieć. - I tak oto straciłam darmowy środek komunikacji wiejskiej i miejskiej.
   Zanim doszłam do drzwi, na podwórku pojawiła się Vivian.
- Hej - powiedziała smoczyca. - Widziałam Rhaegala.
- Hej. Ah, tak. Był tutaj. Podrzucił mnie, bo nie wiedziałam, gdzie cię szukać.
- Hm... Więc czegoś potrzebujesz?
- Tak. Chciałabym prosić cię o pokazanie mi dogi do Ogólnej szkoły Zła. Potrzeba mi... Wiesz... Do pracy.
- Oczywiście. Masz ze sobą coś do pisania? Podyktuję ci adres.
- Okej - zaczęłam przeszukiwać kieszenie. - Mam!
- Hm, a więc... Mordor ulica Saurona numer budynku 666.
- Dziękuję! Cześć!
- Pa! - Odpowiedziała smoczyca i zniknęła za domem.
   A więc muszę dostać się do Mordoru! Nie wiedziałam, że w Polsce znajduje się taka miejscowość! Ale przecież...
Nie wiem jak temu podołam, lecz sądzę, że mi się uda. Pobiegłam do najbliższego przystanku autobusów i spojrzałam na rozkład jazdy.
- Muszę pojechać tym do Kubka, potem przesiądę się na inny pojadę do Grabii, stamtąd do Gał, następnie do Wyjców. A z Wyjców już tylko 3 przystanki do Mordoru, więc gdy tam się pojawię, to dam wejdę, nie wjadę. I wyjdzie na to, że Boromir racji nie ma.
Czekam na autobus. Czekam. I czekam. I czekam. Przyjechał, na szczęście nie był zapchany, to i usiąść mi się udało. Gdy wysiadłam w Kubku deszcz zaczął padać, ale po chwili wyszło słonko. Nadjechał autobus do Grabii. Był pełen ludzi, ledwo się wcisnęłam. W Gałach natomiast, nawet śladu po deszczu nie było, za to autobus do Wyjców również był pełny. Po dosyć długiej jeździe dotarłam do Wyjców. Zaczęłam kierować się w stronę Mordoru. Według mnie, fajnie wygląda wejście do tej miejscowości. Jest taka żelazna brama z napisem 'Mordor' a obok jest miniaturka wieży Saurona. Dziwne, że tam sami fani LOTR nie mieszkają.
   Udało mi się dotrzeć na wskazaną ulicę i wejść do właściwego budynku.Dziwne, że był otwarty w wakacje, ale Złole są dziwni. Tam zaczęły się schody. Mianowicie zanim doszłam do sekretariatu, wpadłam na woźnego. Wyglądał groźnie. I miał mop. I wiaderko. Postanowiłam udawać kogoś, na pewno nie kogoś dobrego.
- Dobry! Jak dojść do sekretariatu?
- Dzień dobry! Ha! Sekretariat, tak? Dobre sobie! Ha ha ha! - Nie wiedziałam, co jest grane, a co śpiewane. - Ja ci dam sekretariat! A kto łazienkę na drugim piętrze wyszoruje? No raczej nie ja! - Złapał mnie za ucho i ciągnął za sobą.
- Aaaał! Aaa-aale co ja zrobiłaaaam?!
- 'Co ja zrobiłam' - Przedrzeźniał mnie. - Już ty dobrze wiesz co zrobiłaś, ty nicponiu! Szwenda się po szkole, zamiast sprzątać! - Koleś gadał, a ja bezskutecznie próbowałam się mu wyrwać.
   Wcisnął mnie do łazienki, do jednej ręki dał mi op, do drugiej wiadro i rozkazał:
- Sprzątać! Nie obijać się!
   Cóż robić? Woźny pilnuje, nie ma jak uciec... Zaczęłam sprzątać. Po chwili ktoś go zawołał. Skorzystałam w okazji i czmychnęłam do najbliższego pokoju. I wpadłam z deszczu pod rynnę! A raczej do gabinetu dyrektora! Siedział na fotelu, ale był odwrócony, tak że widziałam tył fotela i jego łysinę.
- Przepraszam, że przeszkodziłam - Powiedziałam. Koleś jednak znaku życia nie dawał. Podeszłam do krzesła, spojrzałam na dyrektora... To była lalka! Dyrektora tu nie było! Ufffff... Tym razem mi się upiekło.  
   Wystawiłam głowę na korytarz. Dziwnego woźnego nie było, więc stwierdziłam, że przemknę do sekretariatu. Tym razem trafiłam pod drzwi bez przeszkód, chyba że wpadnięcie w jakieś durne pudła z napisem 'Dynamite' spowodowało jakieś szkody. Niby potem słyszałam jakiś wybuch, ale to pewnie woźny. Wdech, wydech i wchodzę do pokoju. Zobaczyłam najpierw ogromne biurko, a potem dziwną panią, przypominającą rybę, siedzącą za nim.
- Dzień dobry - powiedziałam.
- Dzień dobry - odpowiedziała. - O co chodzi, dziecko?
- Otóż szukam mojego znajomego z, hm, obozu. Wiem, że chodzi do tej szkoły, więc mam nadzieję, że dostanę tutaj dokładny adres.
- Ależ oczywiście! Jak się nazywa?
- Zakapturzony Tony.
- Ah, Tony - spojrzała na mnie podejrzliwie. - Już szukam.
   Rozglądnęłam się dookoła. Było tutaj wiele półek z książkami, papierami, itd. Były też zdjęcia absolwentów szkoły. Tony'ego nie mogłam tu zobaczyć, bo szkoły jeszcze nie ukończył.
- Proszę - podała mi zapisana kartkę. - Jeszcze coś?
- Nie, dziękuję. Do widzenia.
- Do widzenia.
   Wyszłam ze szkoły, uważając, żeby nie wpaść na woźnego. Hurra! Udało mi się! Mam jego adres! Tylko, co dalej?
   Postanowiłam wrócić do domu. Jeszcze jadąc zdecydowałam, że się tam udam. Muszę tylko wziąć z domu lupę. Niestety, nie było prądu, a lupę trzymam w pokoju bez okien. Jednak udało mi się ją wziąć, choć rzucała bardzo duży cień od mojej latareczki. Stwierdziłam, że tylko mi się tak wydaje i wsiadłam w najbliższy autobus do Kurnikowa. Dzięki pani z sekretariatu znam także numer domu. Nie podała ulicy, czyli Kurnikowo to wieś. Tym lepiej, będzie łatwiej o Tony'ego dopytać. Po dość dłuższej jeździe wylądowałam na obrzeżu miejscowości. Szłam po drodze, wypatrując domu z numerem 42, gdy nagle zobaczyłam coś za drzewami. A dokładniej, kogoś. W mniej więcej odległości 10 metrów ode mnie stał Kudkudak i ten Misiek ze zdjęcia w tle na profilu Tony'ego! Ha! Mam was! Udało mi się dosłyszeć strzępki rozmowy.
- Kiedy on wróci... przeklęty... Tony... i ziemniaki... - mówił Misiek.
- I co... tą Sektencją... supebohaterowie... - gadają coś o mnie!
   Nagle skończyli rozmowę i poszli dalej w las. Postanowiłam odczekać chwilkę i pójść za nimi. Szłam i szłam, ale wkrótce straciłam ich z oczu.
- Szukasz kogoś? - Odwróciłam się i zobaczyłam Kudkudaka!
- Ha! To ty! A szukam! I znalazłam! Wiem też, gdzie mieszka ten twój Zakapturzony!
- I co z tego, skoro i tak tam nie trafisz?
- Nie trafię? Ja? Ha, zaraz z lupy dostaniesz! - I wyciągnęłam z torby... patelnię. Z wrażenia upuściłam ją na ziemię.
- C-co jest? O co... - Nie skończyłam mówić, bo pewna włochata [Taka misiowa.] łapa wzięła patelnię spod moich nóg i... cóż, więcej nie pamiętam. No, oprócz potwornego bólu z tyłu głowy.

Nie pytajcie skąd to piszę, dowiecie się.

5 komentarzy:

  1. Ale fajne :)Sytuacja się rozkręca... Co będzie dalej? Nie mogę się doczekać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra, stwierdzam iż idę do Mordoru, kto idzie ze mną ? dam mu mój miecz i łuk i topór i trochę bagażu do poniesienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, mogę iść drugi raz.
      I w ogóle to brawa dla ciebie - to chyba twój pierwszy komentarz do moich postów. xD

      Usuń
  3. Łoł - Mistrz, Moriarty... Niezłych masz znajomych XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, nazwałam tak moje smoki, więc to tylko ' przypadek ' ;P

      Usuń