piątek, 2 marca 2012

Ksena Wojowniczka , Dziennik Superbohaterki 2.03.12 Piątek

Dzisiejszy ranek był okropny. Nie dość, że nie chciało mi się wstać (ale pomyślałam, że ten ostatni dzień jeszcze pójdę), to jeszcze musiałam biec do szkoły, aby się nie spóźnić (pobiłam własny rekord w dotarciu do szkoły - trwało to niecałe 6 min, a normalnie idę tak ponad 10 min). Pierwsze lekcje jakoś przeleciały, chociaż oczy mi się zamykały, później miałam wf, na którym nie ćwiczyłam z lenistwa. Po wf-ie było ogłoszenie wyników konkursu wcześniej przeze mnie wspomnianego (miałam 13 pkt, nie wiem, nawet skąd :)) i od razu kolejny etap, na którym nie poszło mi za dobrze, bo nie wiedziałam nawet, że odbędzie się dzisiaj. Dalsze lekcje były dla mnie wręcz torturami (a najbardziej niemiecki), ale najważniejsze, że przetrwałam.
Weekend!! Wreszcie :D

Moja radość z wolnego czasu nie trwała jednak długo, ponieważ przechadzając się po osiedlu coś zabrzęczało mi koło ucha i zobaczyłam, że to pszczoła (zdziwiłam się, bo pszczoła o tej porze roku?). Lecz pszczółka ta okazała się moja dawną znajomą Mają. Przyleciała do mnie po pomoc, ponieważ Gucio został porwany przez wnuczka Człowieka Owada (byłego superbohatera, obecnie emeryta). Otóż wnuczek ten myślał, że Gucio jest jego dalekim krewniakiem i nie chciał go wypuścić. Zareagowałam więc. Miałam zamiar porozmawiać z wnuczkiem Człowieka Owada, lecz postanowiłam zagadać do niego samego (w końcu kto jak nie dziadek może wpłynąć na wnuczka?). Człowiek Owad był już dość stary (czy, jak to się mówi, w podeszłym wieku) i ledwo dosłyszał, ale w końcu zrozumiał (po około godzinnej rozmowie, która normalnie potrwałaby 15 min) i wpłynął na swojego wnuczka tak, że ten wypuścił nieszczęsnego Gucia.
Po wszystkim Maja i Gucio podziękowali mi i odlecieli w siną dal.

Aha i zapomniałabym wam powiedzieć, że udało mi się poskromić Mythinki :) teraz traktują mnie jak królową i nawet posprzątały mi pokój :D
I jeszcze coś - to, co wam ostatnio wspomniałam o wyścigu skrzatów na jednorożcach, zostaje między nami superbohaterami, bo nie chcę przyczynić się do zakończenia ponad tysiącletniej tradycji tych wyścigów ;)

A oto i kilka kolejnych prac mojego wykonania.




Do następnego razu, papa :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz