sobota, 4 lutego 2012

Myth , Dziennik Superbohatera 03.02.12 Piątek

Spokojnie, spokojnie, sytuacja pod kontrolą ! Miałem drobny problem (tzn nie do końca drobny bo Centrum Dowodzenia zdewastowane i trochę krwawię) z robocikami, ale już udało mi się odbić Centrum Dowodzenia. Ale zacznijmy wszystko od początku :

Gdy się obudziłem, nie chciało mi się totalnie nic. Ale musiałem jechać do szkoły żeby zabrać jutro laptopa na targi edukacyjne i pokazać Pani z biblioteki film. Otóż pojechałem, zmarzłem, pokazałem film- okazało się że wszystko do poprawki, wracałem do domu i mi się przypomniało że laptopa miałem zabrać, więc wróciłem się do szkoły po laptopa, a tam mi mówią że laptop już na miejscu !!! Wróciłem do Tajnej Siedziby, tzn nie mogłem wejść do środka bo okazało się że moje robociki uzyskały samoświadomość. Potem przypomniało mi się że Skynet to było oprogramowanie z Terminatora które zapragnęło przejąć kontrolę nad światem (tak, mam vistę).

"Jaźń Machin"

Sytuacja nie była najweselsza, 3 zbuntowane roboty w mojej Tajnej Siedzibie, Centrum Dowodzenia zajęte, a Babcia, Dziadek, Bambus i chomik są zakładnikami, roboty zaczynają się reprodukować a ja stoję na dworze i marznę. Co zrobić w takiej sytuacji ? Każdy normalny superbohater ruszył by do akcji i rozwalił by wszystko, ale to moja Tajna Siedziba ! Najlepiej bronione miejsce na świecie, w dodatku w podziemiach jest reaktor atomowy a na szafie mam ciasteczka. Więc nie mogłem tak po prostu zrobić rozpierduchy na pół dzielnicy. Zakradłem się od tyłu bloku, wszedłem przez balkon jakichś ludzi na parterze (na szczęście nie było ich w domu [pewnie się zdenerwują o to że zjadłem im kawałek ryby], to mogłem sobie swobodnie przejść na schody).

Na schodach miałem pierwsze starcie z wkurzonym tosterem, było by łatwiej gdybym miał zbroję ale miałem tylko płaszcz (i to w dodatku taki normalny a nie ten wielofunkcyjny), a toster strzelał widelcami, ledwo co unikałem postrzelenia. Wyskoczyłem i kopnąłem go a on uderzył o ścianę i się rozpadł. Wbiegłem po schodach na samą górę. Ale drzwi były obstawione przez mikser i maszynę do pieczenia chleba która wykrzykiwała jakieś słowa po niemiecku (nigdy nie wiedziałem po co nam maszyna do pieczenia chleba - okazało się że to zakamuflowana opcja niemiecka). Mikser wystrzelił jak rakieta z ostrzami w moim kierunku - już prawie czułem ostrza wbijające się w moje ciało ale na szczęście poślizgnąłem się i przejechałem kawałek na skórce od banana a potem potknąłem się o kowadło i wpadłem do dziecięcego baseniku z wodą. W tym momencie mikser leciał w moim kierunku, ale nie wystarczyło mu kabla więc ostrza się wyłączyły, więc uszedłem cało z opresji (tzn co prawda ostrze się zatrzymało ale mikser i tak trafił mnie w głowę i teraz mam siniaka).

Gdy wyszedłem z baseniku zauważyłem maszerującą w moim kierunku niemiecką zakamuflowaną maszynę do pieczenia chleba. chwyciłem za basenik i oblałem go wodą i zrobiło się spięcie i otwarły się drzwi do Tajnej Siedziby. A za drzwiami czekała wiertarka i piła mechaniczna Taty oraz suszarka i lokówka Mamy. Dobrze że dawno temu zbudowałem awaryjny teleport z korytarza do Centrum Dowodzenia, powiedziałem "awaryjna procedura nr 1" teleport zaczął buczeć i nie zadziałał, przywalił mną o ścianę i wybuchł dezorientując roboty. Zdarzyłem dostać się do szafy w której miałem starą zbroję. Ubrałem się i dopiero teraz zaczęła się bitwa, wyciągnąłem miecz z pochwy i rzuciłem się na wiertarkę i suszarkę.

Nagle naskoczyła na mnie lodówka i krzyczała że jest głodna i że przez cały czas wyciągałem jej jedzenie z ust. Użyłem granatu kierunkowego i lodówka nie była już taka głodna. Wbiegłem do Centrum dowodzenia a tam związani i zakneblowani Babcia, Dziadek, Bambus i chomik. Przy komputerze jest Robot pająk który pisze nowe oprogramowanie do nowych robotów, Robot skuter buduje nowe roboty a Robot mucha lata po Centrum dowodzenia. Wtedy postanowiłem użyć broni ostatecznej definitywnej i nieodwracalnej, ale niestety jej nie miałem :( ale się nie przejąłem bo miałem w kieszeni inną broń ostateczną! tzn jednak nie miałem :( ale to nic - bo miałem jeszcze długopis ! długopis śmierci tzn nie do końca długopis i nie do końca śmierci, bo to było pióro i w dodatku zwykłe ale nazwa długopis śmierci brzmi lepiej :D

Pochwyciłem długopis śmierci i rzuciłem nim, ale nie trafiłem tzn trafiłem ale w bambusa ... ale na szczęście bambus jest elastyczny i odbiło się od niego a potem od stołu i od sufitu i od ściany i trafiło w latającą Robota muchę. Chyba zepsułem jej stateczniki bo nagle straciła kontrolę wysokości i uderzyła w jeden z monitorów, odbiła się od ściany i wybuchła. Monitor został wprowadzony w wibrację i przewrócił się na Robota pająka i go rozgniótł ... a podczas zgniecenia odpaliła się rakieta która trafiła w szafę. Na szafie stały miecze samurajskie, a że konstrukcja szafy została osłabiona i zawaliła się półka. Miecze spadły trafiając Robota skutera a on, rozpadając się przechylił za mocno dźwignię produkcyjną nowych robotów i fabryka uległa zniszczeniu. Jeden z odłamków fabryki trafił w globus na szafce. Globus padł na klawiaturę i przy uderzeniu akurat trafił tak w przyciski na klawiaturze że podał komendę "autoshutdown all robots 0" a potem z tej samej półki spadł kapelusz i wcisnął Enter. I tak oto cała robotyczna armia została zniszczona :)

Resztę dnia sprzątałem zgliszcza ... i teraz pojawia się pytanie w którym momencie zacząłem krwawić ? No wtedy gdy kładłem się spać, a dokładnie w momencie gdy podnosiłem długopis śmierci tzn bo obok niego leżał kawałek szkła, więc oficjalnie mogę powiedzieć że zostałem ranny w akcji :) Sprawę samoświadomości robotów uważam za rozwiązaną :)

Przepraszam że dopiero teraz ale miałem problemy z internetem .

Piosenka dnia :


Dobranoc :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz