poniedziałek, 2 czerwca 2014

Art[ŚCIŚLE TAJNE]r
Dziennik Superbohatera (lub Superbochatera)
_.06.2__4 (data nieczytelna)

UWAGA: Dokument jest własnością Pentagonu++, zwanego dalej Heksagonem. Można go oglądać tylko na maszynach umieszczonych w tajnej bazie Brzoza-81. Na wszystkich innych spowoduje zniszczenie maszyny i prewencyjną akcję Daleko Ukrytych Państwowych Agentów. Aby zapobiec kradzieży danych należy go odczytywać w uruchomionej pralce Frani.

Pochodzenie: /dev/null/jeszsczeBardziejZapadłaDziura/Goleniów,
Typ dokumentu: zapiski agenta superbohatera (lub superagenta bohatera) Artoooooora.
Stopień wierności kopii: 98% (brak dat spowodowany suto zakrapianą imprezą genialnym szyfrowaniem).
Treść:

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem niewinnie. Ot miła konwersacja z panią Budziką Drryń:

-<chrrrr> <fiuuuuu> <chrrrrrr>
while(1){
 puts(”<miłym, kobiecym głosem> wstawaj, piękny dzień przed tobą!”);
 puts(”<naciskając przycisk drzemki> jeszcze 10 minut ”);
}

[break; po którymś razie...]
-piękny dzień przed tobą! Zaspałeś!
-[Motyla noga Tomka Mazura]! 1 – powiedziałem kwiecisto-rynsztokowym językiem zrywając się z łóżka.

No cóż, pozostało, jak co rano, włączyć prędkość nadświetlną. Oczywiście spowodowało to pewne kompilacje... znaczy komplikacje. Pędząc do łazienki przebiłem się przez ścianę do sąsiadki (u której na dłuższą chwilę zostałem, co jeszcze zwiększyło opóźnienie). Dodatkowo biegnąc do kuchni okrążyłem 2 razy Ziemię – było to łatwiejsze od wyhamowania i umożliwiło bardzo precyzyjne lądowanie przed talerzem Corn Flakes. Ale dzięki dylatacji czasu (albo zwykłemu obudzeniu) zdążyłem.

Już miałem wychodzić z domu spokojnym krokiem odrzutowca Concorde, kiedy dobiegł do mnie zdyszany agent Zając „Terminator” Poziomka. w czasie drogi na przystanek przekazał mi zaszyfrowaną wiadomość od agenta Misia „Dominatora” Uszatka, a potwierdzoną przez Kaczora „Snajpera” Donalda:

ERRŚCIOJA_TAKURĄY! KIODZINYIAMCAUR RSUPDĘU_Z ŻĄDAM_PODWYŻKI

Został tu użyty zaawansowany algorytm szyfrowania „poukładaj literki jak leci”. Była ona z powodzeniem stosowana przez twórców TrueCrypta, ale niestety NSA zapytało, jak leci. Kiedy NSA pyta jak leci, trzeba odpowiedzieć, więc ułożenie literek straciło na losowości. Ale moja wiadomość była bezpieczna. Pierwszą część rozszyfrował bez problemu jeden rdzeń w moim mózgu w czasie, kiedy drugi analizował rozkład jazdy busów. Druga i trzecia część szyfrogramu pozostały zagadką. Czwarta natomiast... eeee... nie rozumiem tego języka. Początkowa część wiadomości brzmiała:

ERRORYŚCI_ATAKUJĄ.

To była bardzo poważna wiadomość. Była poważna, ponieważ została napisana poważną czcionką na poważnym papierze. Poza tym dotyczyła poważnej sprawy. Poważnie! Wszyscy wiedzą, że na świecie działają 4 znane grupy errorystyczne:

  • Polski Sejm – grupa żądająca ustawowego potwierdzenia, że trójkąt ma 4 boki (nie tylko w pewnej piosence Pidżamy Porno),
  • Alkalida – uważają, że na świecie powinny być używane tylko baterie alkaliczne, a kwasowe i akumulatorki za burtę!
  • Oracle – uważa, że świat składa się z konsultantów, specjalistów od baz danych i ich szefów, poza tym żąda kary dożywotniego używania Oracle Forms za zaprzeczanie tym faktom,
  • Małe Latające Potwory - grupa zarządzana przez Błędevana Hella. Zajmuje się głównie obsadzaniem stanowisk państwowych przez żółwie i kucyki w celu spowolnienia i przesłodzenia Świata.

Niestety Miś „Dominator” Uszatek nie był łaskaw napisać, o którą grupę chodzi. Ale oczywiście nie musiałem długo czekać. Kiedy pani Janina z dwoma siatami zakupów zaglądała do moich tajnych planów („masz pan rozkład jazdy?!”), przede mną pojawiło się kilka postaci:
- Poddaj się! - powiedział kucyk mierząc we mnie tęczą,
- 2+2 == 5! HAHAHAHAHA! - powiedział jakiś żółw. Wcale nie żółwim tempem. Miałem nawet wrażenie że wiem, który to jegomość...
- Kto ty jesteś?
- Błędevan mały.
- Jaki znak twój?
- ERROR cały... a zresztą poddaj się! Świat zostanie opanowany przez Małego Latającego Potwora a on zostanie opanowany przeze mnie i w ten sposób opanuję... coś!
- Tak,on to zrobi, a potem wszystkich przytuli!
- NIE! - i jak zwykle w takich sytuacjach, wyciągnąłem Debugger Guna. Niezawodny Debu... ech, niestety zapomniałem, że poprzedni przeciwnik przemalował mi go na banana. Ale przynajmniej był smaczny. Banan, nie przeciwnik. W tym momencie Błędevan powiedział:

int tablica[2]={31,17};
tworząc małą tablicę przed sobą. Ale za chwilę dodał:
tablica[100]=42;

Zapis poza tablicą! Na głowie pewnej dziewczyny pojawiły się piękne, długie włosy z wplątanymi w nie cyframi rozwinięcia dziesiętnego liczby Pi. Jak one cudownie falują na wie...

tablica[-1]=81; //hahaha

Ledwo uskoczyłem przed kowadłem, które zmaterializowało się nade mną! To ostatnie mimo buntowniczej natury nie oparło się prawu grawitacji i spadło na grabie, które uderzyły pewnego dresiarza. Biedne kowadło, nie miało z nim najmniejszych szans! Tymczasem kucyk wypuścił tęczowy atak przyjaźni... aż kucyk na mojej głowie zawinął się w czwartym wymiarze. Brrrrr, nigdy więcej. Aby uratować ludzi przed przesłodzeniem, podzieliłem się na 2 wątki. Pierwszy wykupił w Żabce cały zapas czarnej herbaty, a drugi podał ją bez cukru.

- hihihihihi – zapiszczał kucyk – dowalimy ci! A potem przytulimy!
- Nie ociągać się, walczyć! - wrzasnął Błędevan.

Stworzył tym razem dużo większą tablicę za pomocą rytuału malloc. Rozpalił ognisko, stanął przed nim, odtańczył taniec Ubuntu i wymamrotał zaklęcie (albo zaklął mamrocząc):
char * duza = malloc(65535 * sizeof (char));
Wypełnił ją szybko, a na końcu postawił barierę:
duza[65534] = '\0';
Wyglądała mniej więcej tak:

[][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][]...
W końcu powiedział:
for (i=0;i<10000000;i++){
 puts(”...”);
}

I na tablicę... wjechał pociąg. Stary, dobry „For Loop”! Pamiętam, jak jeździłem takim do Zakopanego. Zobaczyłem na nim napis „Projekt współfinansowany przez Proste Banany i Rybne Ślimaki w ramach Europejskiego Funduszu Marnowania Pieniędzy”. Zdążyłem jeszcze pomyśleć „Nieeee... Poziom w pociągu? Ciekawe, co powiedziałby na to NRGeek?”. Błędevan wrzasnął:
- Widzimy się w krainie /dev... a raczej z tym, co z niej zostanie, jak zrobię zwarcie HAHAHAHA! Poza tym to ja złożę Kitinie życzenia jako pierwszy!

Ale nie wiedział, że mam bilet miesięczny na tę linię! Wsiadłem i przygotowałem się do walki. Pociąg ruszył, a ja krokiem przyczajonego tygrysa zacząłem skradać się w stronę czoła pociągu. Sprytnie ominąłem konduktora włączając moją super-niewidzialność, zakradłem się Emacsem przez Sendmail do pierwszego wagonu i... nikogo nie zastałem. Zamiast tego usłyszałem za sobą
- A ty znowu tutaj? Bilety do kontroli hihihihihi!

Podałem mu bilet, w którym jednak wcześniej dokonałem modyfikacji. Otóż w postaci QR Code wydrukowałem na nim plik .zip zawierający sam siebie. To dało mi przewagę czasową. W czasie, w którym kucyk i Błędevan próbowali sparsować plik .zip na bilecie, ja przygotowałem straszliwą broń – kubek kawy. Nastraszyłem ich, że wypiję ją przy nich nie dając im ani łyka. Zgodzili się na kompromis... że złożymy życzenia jednocześnie. Tylko kiedy? Nagle zobaczyliśmy, że Kitina wyprzedza nas na sąsiednim torze. Drezyną. Wychyliliśmy się przez okno... niestety było tak wąskie, że tylko jeden naraz mógł się w nim zmieścić – dostęp mógł być tylko sekwencyjny. I kiedy nasze wątki zaczęły rywalizować o zasób, wyszło to tak:

WSZYSTKIEGO ERRROR NAJSŁODSZEGO, KITINKO! NAJLEPSZEGO ĆWIRRRU JA TU TYLKO HUMORU ROZWALAM.


Błędevan odpalił w tym momencie fajerwerki mogące zniszczyć Księżyc, kucyk wykonał na niebie tęczowy atak przyjaźni, a ja podałem Kitinie termos ze świeżą kawą. Kitina obejrzała się w naszą stronę, popukała się w głowę i pojechała dalej. Na szczęście rzuciła mi też Debugger Gun, za pomocą którego... [opis zbyt brutalny, aby OpenOffice się nie zawiesił a Blogger nie wyzwał mnie od Szatana]. Po pokonaniu wrogów pozostała mi miła przejażdżka pętlą for... ale zabawa, przejadę 10000000 elementów, gdzie tablica ma ich tylko 65535... Z drugiej strony to oznacza przekroczenie tablicy o 9934465 bajtów! Świat i co gorsza, mój kot znowu były w niebezpieczeństwie. Zajrzałem do lokomotywy, którą napędzał chomik Forencjusz. Miałem mniej czasu, niż przypuszczałem, bo i było już równe 60000. Z daleka widziałem barierę złożoną z wielkiego znaku '\0', do której pociąg się zbliżał. Najpierw próbowałem przekonać Forencjusza, żeby się zatrzymał. Okazało się to jest bezcelowe – nie dość, że ten rozumiał tylko język bengalski, to jeszcze na torach... znaczy tablicy charów leżała skórka od banana! Kiedy pociąg na nią wjechał, rozległ się alarm „UWAGA, UTRATA PRZYCZEPNOŚCI!”, a zaraz potem „UWAGA, UTRATA HAMULCÓW!”. Sytuacja wydawała się beznadziejna. W ostatniej chwili wątek, który kupował w Żabce herbatę zorientował się, co jest grane i wstrzymał proces train.exe. Pociąg zatrzymał się jakieś 5 bajtów przed końcem napisu. Chomik stwierdził, że w takich warunkach to on nie będzie pracował i idzie do domu. A ja za wielowątkowo, zapi... órkowując na gale... znaczy drezynie przejechałem tych 65520 znaków w drugą stronę. Ale trzeba przyznać, że całkiem ładna ta trasa. Taka Bamboocha. Po moim powrocie ludzie na przystanku w Goleniowie popatrzyli przez chwilę, a potem wrócili do własnej bitwy o miejsce w busie. Stanisław Leming nawet nie zauważył, że coś się wydarzyło.

Morał:

Pamiętaj, że kiedy zapisujesz poza tablicą 98 miejsc za daleko, na głowie pewnej dziewczyny pojawiają się cudowne, długie, pachnące jaśminem (albo kawą) włosy i wplątane w nie rozwinięcie dziesiętne jakiejś niewymiernej liczby. Albo na głowie pewnego faceta. Albo kota, którego i tak mało to obchodzi. Ale w każdym innym przypadku spowoduje to pojawienie się kowadła od ACME i tylko szczęście decyduje, na kogo/co ono spadnie. Kowadło spadnie, nie szczęście. Co oczywiście jest nieszczęściem.

Dobranoc <przytul>!

Piosenka na 4 dni temu:
1tekst nieczytelny. Zastąpiono najbardziej prawdopodobnym zwrotem uzyskanym z zaawansowanych podpowiedzi Google Chrum.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz