sobota, 24 marca 2012

Ksena Wojowniczka , Dziennik Superbohaterki 24.03.12 Sobota

Dzisiaj, jak wstałam ok. 8, weszłam na komputer, mimo iż nie chciało mi się nawet jeszcze ubrać, no i po pewnym czasie zaczęłam rozmowę z Mythem . Ok. 10 zebrałam się w końcu i ubrałam, następnie pościeliłam łóżko i zrobiłam sobie śniadanko, dokładniej zapiekanki . Tak koło 13 wybrałam się z kumpelą na zakupy i kupiłam sobie zegarek na szyję (miał być z sową, ale już nie było, jednak na szczęście inny mi się spodobał, z resztą zawsze chciałam mieć taki, tylko o tym nie wiedziałam). Potem poszłyśmy na gyrosa, a gdy wracałyśmy już do domu, dostałam natychmiastowe wezwanie do bazy.
Jak się okazało, ktoś zakłócał porządek latając między blokami i zaglądając ludziom w okna! Co za brak wychowania, przecież wiadomo, że niektórzy pragnęli by mieć choć trochę prywatności. Że nie potrafię latać jak nasza niesamowita AstroGirl, pożyczyłam od Mytha wysoce technologicznie zaawansowany osobisty plecak odrzutowy wysokiej mocy, bo moją Gwiazdką nie zmieściła bym się między blokami. Gdy już znalazłam tego typa zaglądającego ludziom do okien, okazało się, że jest to starsza pani w dresie swojego wnuka i zbierająca nowe ploteczki, którymi będzie się mogła podzielić ze swoimi przyjaciółeczkami pod blokiem (gdy robi się ciepło wszystkie moherowe babcie jak co roku opuszczają swoje zimowe legowiska, żeby poplotkować pod blokiem, a także na zewnątrz zatruwając nam w ten sposób życie). Próbowałam ją jakoś przekonać, że są inne sposoby na nowe plotki, ale aktualnie nie przyszło mi do głowy nic poza wrobieniem jej, że są nowe odcinki Mody na sukces (co nie jest do końca kłamstwem, bo w programie pisze, że są), więc babcia zgodziła się, że na razie zaprzestanie procederu i odleciała w siną dal.
Gdy juz wróciłam do domu czekała mnie nowa misja - otóż musialam ugotować mnie i moim braciom pasożytom obiad. Ugotowałam krupnik, na szczęście pasożyty nie narzekały - musiało im bardzo smakować, zresztą oni wiedzą, że nawet gdyby nie smakowało, lepiej nie podpadać superbohaterce, bo następnym razem wcale nie będzie obiadu
I chyba tyle na dzisiaj. Papa



piątek, 23 marca 2012

Myth , Dziennik Superbohatera 22.03.12 Czwartek i 23.03.12 Piątek

Czwartek
Od rana nie miałem 3 lekcji, potem jakimś cudem strzeliłem 3 bramki na WFie ! (wiem o czym pomyśleliście - że wynik był 2 do 1 (i to dla przeciwników)! ale to nie prawda, na prawdę było 4 do 4 i nie strzeliłem żadnej bramki samobójczej :D potem niezwłocznie podążyłem do Tajnej Siedziby by oddać się medytacji, trwała ona bardzo długo dlatego spóźniłem się z wpisem. W ramach przeprosin opiszę sposób medytacji według Mytha - pierwszy raz w dziejach ludzkości zostanie spisana ta metoda, a oto ona

- odwiedź stronę Dziennika Superbohaterów
- ładnie pościel łóżko
- odwiedź stronę Dziennika Superbohaterów
- otwórz okno
- odwiedź stronę Dziennika Superbohaterów
- połóż się na łóżku
- zacznij w myślach powtarzać sobie "Myth jest super, Myth jest cool, Myth jest seksowny = odwiedzę jego bloga"
- odwiedź stronę Dziennika Superbohaterów
- dodaj komentarz do któregoś z wpisów
- połóż się na łóżku i myśl o przyjemnych sprawach takich jak Myth albo mleko czekoladowe lub nowy odcinek Mody na Sukces.
- idź spać
- obudź się
- odwiedź stronę Dziennika Superbohaterów
(czynności powtarzaj aż nie poczujesz pełnego relaksu)

Piątek
Nadrobiłem zaległości z 10 lekcji specjalizacji a potem pojechałem wraz z kolegami na Pyrkon (Konwent Miłośników Fantastyki), Ci ludzie tam są wspaniali ! chciałbym żeby świat był pełen takich przyjemnych ludzi jak na Pyrkonie. Poza faktem że w kolejkach czekałem ponad godzinę było fajnie. Więcej nie powiem, w niedzielę zdam relację z całego Pyrkonu. Gdy wracałem do domu spotkała mnie bardzo miła sytuacja, idę sobie idę, z naprzeciwka idą 3 całkiem ładne dziewczyny. Wymijamy się i słyszę zza pleców komentarz o mnie "łuhuhu fajny", obracam się i tam jedna z nich też się obróciła w tym samym momencie i wtedy ... poszedłem sobie dalej. Jedyną rzeczą która mnie zastanawia jest fakt że na Pyrkonie dostałem dziwną obróżkę/wstążkę/zapinko-zawiążkę na rękę o którą ciągle się pytali i nie można jej za bardzo ściągnąć, wygląda ona tak :


Nie bardzo wiem co z nią zrobić. Uprzedzam że jutrzejszego wpisu może nie być na czas bo planuje być na Pyrkonie do 1:00. Ale mówię to tylko tak w razie czego :D









Cytaty Yody o kobietach :
-Najlepsze te kobiety to które gorsetach chodzą w
-Gdy jak głupia pizda śmieje się kobieta znaczy to że głupią pizdą jest

Piosenka dnia :

Dobranoc :D

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 23 marca 2012



Jak tak patrzę na te swoje wpisy - mam coś z grafomana. Uwierzycie, że ja każdego dnia gorąco wierzę, że zrobię szybki wpis na jeden ekran? :D Nawet mi Myth ostatnio zwrócił uwagę, że przeze mnie nie widać jego cudownych, wspaniałych i seksownych wpisów (lubi to słowo, więc pomyślałam, że użyję), a nawet niekiedy ciężko je znaleźć! A ja się naprawdę staram - myślę sobie: Ooooo, napiszę akapit o tym i akapit o tym, jeszcze ze dwa zdania o tym i piosenka i idziemy dalej, a to wychodzi jak zwykle, że jeszcze przy robieniu czegoś znajdę jeszcze coś, jeszcze się czegoś dowiem i potem pasek przewijania jest nieuchwytny niczym ta mucha na wietrze.
Trochę jak z tym bigosem:
- Kochanie, już piąty raz z rzędu ugotowałaś bigos - mówi mąż do żony. - Nie mogłabyś zrobić dla odmiany czegoś innego?
- Ależ kochanie! - Odpowiada przejęta żona. - Ja już od paru dni staram się zrobić coś innego! Tylko że jak już powrzucam wszystkie składniki, wymieszam i przyprawię, to i tak jakoś zawsze wyjdzie bigos...


No wiecie, tego typu dylematy. A i tak już teraz wiem, że nawet dzisiaj, pomimo że się staram, wyjdzie mi bigos. Dlatego wymyśliłam, że wprowadzę... to ci widzicie jakieś dwie linijki niżej :) Dowiadywałam się o tym tutaj, a kiedy nie pomogło, jeszcze tutaj. Polega to na tym, że czytacie kawalątko, a potem klikacie Przeczytaj resztę i robi się więcej, do tego od razu z komentarzami.

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 22 marca 2012



Zacznijmy od tego, że dziś rano moja Kocia Dama po raz pierwszy zasmakowała przyjemności spania pod kołdrą:



Dotychczas od razu się zrywała na równe nóżki i leciała niewiadomo, gdzie.

Był jeden mały kotek w zbliżeniu, teraz będzie dużo dorosłych kaczek w miniaturze:




Dowiedziałam się od taty, który nie jest superbohaterem, że za tydzień w Teatrze TV ma być Szkoła żon Moliera! Będzie normalny teatr, taki przebierany, średniowieczny i tak dalej!
O, a propos taty...

Dzisiaj mignęła mi reklama tego Hansa Klossa, stawki wyższej niż śmierć* (o tu, o, a tutaj sama zaczynałam marudzić). I już taka zaawansowana - że kino, premiera... To się naprawdę dzieje! Myślałam, że dadzą mi i mojemu tacie jeszcze trochę czasu, żeby się oswoić z tym koszmarem. Znowu jakiś baran zaszalał sobie, że zrobi krwistą, pełną realizmu i psychologii wersję Stawki większej niż życie - bajeczki z lat sześćdziesiątych!
Znowu, bo mieliśmy już chociażby Janosika, poza tym automatyczne porównania z "Klossem" robiły mi się też przy okazji Twierdzy szyfrów i innych przeróżnych bitw warszawskich, o serialach już nie mówiąc. Niestety (na szczęście?) nie przypominam sobie chwilowo innych popisów polskiej kinematografii XXI, ale czuję, że będzie niedobrze.
Ej, Władziu, mogę mówić ci Moff? Xq

Z tym Moffem to jest akurat całkiem celne palnięcie - aż mi się żal taty zrobiło, że właśnie trafia na coś, przez co ja przechodzę od początku działalności Ste... nie, od połowy... nie. Napiszę: od kiedy miałam zaszczyt obejrzeć stare sezony Doctora Who. Właściwie... od kiedy je zobaczyłam, zaczęłam z zupełnie innym rodzajem szacunku podchodzić do Stawki właśnie. Wcześniej to się siedziało tak, żeby posiedzieć z tatą (często mamy w domu takie wykorzystanie telewizora), a teraz naprawdę zaczęłam to oglądać i chyba też trochę dorosłam do tego, bo i rozumieć bardziej zaczęłam... Ale jak mama teraz marudzi XD
Nigdy chyba nie rozgryzę, co takiego w sobie mają taśmy sprzed roku 1990. Niby popularne jest zwalanie przyczyny tego tajemniczego czegoś na talent aktorów, który trzydzieści lat temu wchodząc na scenę, brali się do roboty. Ale czyż i dzisiaj bywalcy seriali nie pracują przede wszystkim w teatrach? Ja osobiście stawiam też sporo na takie szczegóły jak wyblakły kolor obrazu i dźwięk MIDI (to, co gra w seriach Szóstego, to istne szaleństwo!). Zresztą: przykład z dzisiaj - na Pulsie o 13:00 zaczynało się nienowe Nad Niemnem (ale nie wiem, czy serial czy pełnometrażowy...) i NIE MOGŁAM się oderwać, dopóki nie odegrali całego tematu tytułowego.
Ale czy to wszystko? Co jeszcze łączy "Klossa" i Doctora Who - otóż to, co mnie bardzo kręci: dziecinna banalność fabuły i "główność" głównego bohatera (do czego koncertowo podpada też MacGyver, wszystkie Jamesy Bondy, niepamiętany już serial Superman, a nawet Dr House). Taki schemat jak: pojawia się bardzo zły ktoś - nadchodzi główny bohater - pojawiają się pierwsze objawy złej działalności - wszyscy się boją - punkt kulminacyjny - SZAST PRAST! - bardzo zły ktoś ucieka - główny bohater jest super. Zwrócić uwagę należy na element SZAST PRAST! - powinien być efektowny i błyskotliwy, ale nie przeganiany, do tego trochę niebezpieczny, ale tytułowa postać nie powinna się za bardzo pobrudzić, przynajmniej nie na tyle żeby jej to przeszkadzało. Nie wolno, tak jak to dzisiaj powszechne, cudować, że główny bohater będzie specjalnie cierpiał i zbierał niefajne bagaże doświadczeń dostrzegalne wcześniej niż w finale serii. Nie może być tym bardziej tak, że główny bohater uczestniczy w akcji inaczej niż jako ktoś, kto wskakuje do niej "pod koniec" - tymczasem mamy dzisiaj na okrągło sytuację, że jest on jakimś trybikiem! Nie, nie, nie - główny bohater nie może być trybikiem, bo nikt nie potrafi go ogarnąć - jest przecież najbystrzejszy, najsilniejszy, najbardziej rozgadany, ma najlepsze układy, [tu wstaw całą listę cech, którą posiada twój ulubiony superbohater] i ma najfajniejszy szalik.
Bardzo zły ktoś i zła działalność to też elementy nie od parady. Ten pierwszy może być co ciekawe bardzo obrzydliwy albo bardzo nieobrzydliwy, zwłaszcza jeśli chodzi o kogoś, kto pobędzie z nami dłużej niż pół odcinka. Zła działalność powinna być już jednak bezsprzecznie zła - nie że ktoś tam jednak nas próbuje wzruszyć, bo pomimo że jest szaleńcem, to jednak te genetyczne sadzonki to on zrobił dla dobra ludzkości i trzeba się z nim przeprosić i go przytulić**.
Tak więc, wychodzi taki paradoks - nie znam nikogo, kto za taką wizją nie tęskni (no, może poza moją mamą, która nie jest superbohaterką i wielbicielami M jak miłość (na szczęście są to zbiory rozłączne), a jednak scenarzyści konsekwentnie od tego odchodzą na korzyść coraz większego motania fabuły i mieszanie w głowie głównego bohatera. Podkręca się ostrość, wyłącza muzykę (chyba że taką "budującą nastrój"), rzuca na plan pokrzywdzoną postać tytułową i jazda...

Cóż, tata wie co to będzie (Przecież oni nawet w kolorze nie powinni tego robić!), ale nad kinem się zastanawia. W razie czego pójdę i będę go trzymać za rękę. Bo na apogeum kombinowania z Doctorem Who, czyli film jubileuszowy (dyskusja tutaj, a także, ponieważ była bardzo energiczna, przelazła przez HTMLe także w temat o siódmej serii) chyba nie dam rady...


Dobrze, a teraz, żeby nie było tak przesadnie mądrze i kulturalnie, trochę kwiatków z Facebooka i tym podobnych:

Militaria, chińscy szpiedzy i Facebook:


Bush the button, czyli:


Oraz absolutny hit Internetu, o którym każdy słyszał (a więc ja oczywiście nie):


I na koniec, żeby ostatecznie podkreślić poziom, żenujący żart prowadzącego:
Analfabetyczny spis treści

(To tak do kompletu do pieczeni rzymskokatolickiej.)


Dobrze - piosenka!



____________________
*miałam napisać: Stawki gorszej niż śmierć...
**uwierzycie, że tak naprawdę miałam na myśli Experyment Lazarusa?

czwartek, 22 marca 2012

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 21 marca 2012



21 marca! WIOSNA! Ptaszki, trawa, wietrzyk, orzeszki, kaczuszki..! Jakoś tak.

W tym miejscu chciałabym podziękować Mythowi i wojowniczej Kseni za czynne starania w celu doprowadzenia ulubionej w świecie pory roku do skutku Gdyby nie to, że niekiedy w odpowiednim miejscu i czasie pojawi się odpowiedni superbohater, prawdopodobnie do sierpnia rzucalibyśmy się śnieżkami (do tego pewnie tymi wdmuchanymi przez Niemców, co dowiodłam tutaj).

Ale ostatecznie Panna Wiosna odwiedziła też i mnie! Rzeczywiście - była cudowna:

stąd stąd

Zajrzała mi przez okno, które jak wspominałam od niedawna dawało się już odmykać, z tymi wszystkimi gałązkami, uśmiechem i ćwierkaniami. I zapytała się mnie, czy nie miałabym dać jej czegoś do przebrania się. No właśnie - to brzmiało wtedy, tak jak i brzmi teraz, odruchowo więc powiedziałam zachwycona, że przecież teraz jest idealnie! Po co jej ciuchy, skoro każdy pragnie, żeby właśnie taka Wiosna zajrzała mu przez okno! A ona na to, że nie bardzo, bo jak idzie na zakupy do Intermarcha, to jej się ludzie naokoło haczą i skarżą na ptaki, do tego ciężko się przez drzwi autobusowe przecisnąć.
Ooo... powiedziałam zatem i pozwoliłam jej się rozgościć przy szafie. Oczywiście parapet przekroczyła nawet w połowie nie tak zgrabnie jak ja i diametralnie zmieniając stan skupienia położonej przy oknie zawartości zewnętrznej biurka i burząc wiatrem papierki (o, jak to poetycko brzmi!), ale jak się zastanowiłam, to stwierdziłam, że w zasadzie nie widzę różnicy.
Początkowo nie wiedziałam, co odwiedzającej mnie porze roku zaproponować, bo niewiele posiadałam zwiewnych zielonych sukienek (żeby uściślić: chyba nawet żadnej), ale Wiosna szybko okazała się osobą nowoczesną i od razu zainteresowała się jednymi z moich jeansów oraz koszulką. Koszulka oczywiście, żeby było wiosennie, pozytywnie i wesoło, była zielona - no w końcu typowa wiosenna Pani Wiosna i zależało jej na tym, żeby wyglądać wiosennie. Co prawda ta koszulka była w paski, bo kwiatki już się jej znudziły przez te wszystkie miliony lat, ale jednak zielona. Chociaż... jak tak stanęła na tle zieleni, to się nawet nie wydawały zielone te paseczki, tylko jakieś różówoszare... Chyba że chodziło jej o te drugie, że niby taka jasna zieleń. No w każdym razie, kiedy już wychodziła, wyglądała tak:


stąd

Tak więc jak zdarzy się Wam spotkać kogoś takiego ubranego w ciemne wiosenne jeansy i koszulkę w wiosennie zielone paski... czy jakieś takie podobne... Jak się Wam zdarzy, to uśmiechnijcie się do niej i nie rozpychajcie się w drzwiach autobusowych, bo nigdy nie wiadomo, czy to przypadkiem nie jest właśnie ta wiosna, którą ja ugościłam

Na drugi rok, żeby nie było nudno, wymienimy się - ja pogonię jakiegoś potwora, a Myth będzie ją ubierał. Albo Zimę. Albo ja pogonię Wiosnę, a on będzie... Nie, nie, lepiej nie.
(Swoją drogą nie ogarniam, czemu ta jego Zima nawijała po czesku... Pod warunkiem, że był to czeski, a nie jakiś inny suahili)


Z prezentacją pyrkonową nie jest dobrze. Znaczy: z samą prezentacją jest super - naprawdę się udała i faktycznie udało mi się osiągnąć stan, w którym jestem zadowolona z samej siebie. Problem jest w tym, że osoby, które się na naszym forum ogłaszały, że szukają chętnych do pomocy przy organizacji stanowiska dla serialu Doctor Who konsekwentnie nie odpisują na maila, więc wygląda na to, że z życzenia, żeby ktoś z nich zaopiekował się moim maleństwem, nic nie będzie. No niby tak, troszeczkę przykro, ale ja zrobiłam, co chciałam, jestem z tego dumna i nie mam w zasadzie nic przeciwko, żeby efekt moich starań przydał się za rok, jeśli nie teraz. Za to wiem, że tamtym panom będzie przykro, kiedy wreszcie zajrzą na maila. Takie niedbalstwo!
W mailu przytoczonym przez Jednego Z Najlepszych Administratorów pojawiła się wstawka (mój numer to :********), zaproponowałam więc pogonięcie zainteresowanych przez gg. Okazało się, że to nie gg, więc teraz będę zaproponuję jeszcze raz. Tym razem SMSa.

Jak już jesteśmy przy Jednym Z Najlepszych Administratorów... Był najwyższy czas by wejść na podany adres, ściągnąć tego Torrenta i... rozpocząć zabawę w kotka i myszkę z moim kochanym Internetem 4KB/s... Odcinek o Slvadzie Cjeli (kocham to imięXD) ma 473MB, a mój Internet, jak już mówiłam, no... nie ma. Początkowo w ciemno jako bazę zakładałam wersję, że w godzinę wyjdzie mi 4*60*60=14400KB, czyli 14400/1024=14,0625MB, czyli 14,0625/473~2,97% (a żebyście wiedzieli, że to lubię ). W praktyce, Internet pozostawiony sam sobie na godzinę ściągnął +- 2%. Ale to tylko tak sam sobie - bo jak przyszłam i siedziałam do kolejnego "w-pół-do", to chapnął już tylko 1%.
Żeby było ciekawiej, do levela dochodziły z czasem dodatkowe atrakcje jak padająca bateria. Że podłączona do laptopa, od którego ciągnie? Cóż, najwyraźniej za mało, bo, jak zauważyłam parę dni temu, przy podejściu non stop bateria po pewnym czasie daje za wygraną i domaga się podłączenia do normalnego źródła energii.
Ale generalnie poza tym uważam, że jest dobrze.

A, zapomniałam Wam pokazać... nie wiem - tytuł, okładkę:



A daliby tak zdjęcie głównego bohatera
Zaraz, zaraz - od czego mam Google!
O, patrzcie, patrzcie:

stąd stąd
stąd

Ehe, nie podobny XD Ale jednak kogoś mi przypomina... Ale napewno nie Dirka Gentlego z książki - tamten był podobny zdecydowanie do Porfirego Pietrowicza ze Zbrodni i kary. Ale ten jednak taki... Ta szopa... MAJEWSKI?
Ale biurko na tym zdjęciu ma podobne. Znaczy: nie do tego z książki, tylko do mojego. I to niekoniecznie po tym tornadzie, kiedy wkroczyła Wiosna. Bardzo podobne.

Sporo wyszło do czytania dzisiaj :) Jeśli komuś jeszcze mało, to - Vampircia napisała kolejną część ISET:

A jeśli jeeeeeeszcze komuś mało czytania - oto link do listy finalistów konkursu, na który starał się Niessamowity Profesor. Na zachętę i dla porównania mogę powiedzieć, że moje umiejętności pisarskie są dla większości wymienionych takie, że mogłaby im najwyżej zaprojektować okładkę.
(Trzeba kliknąć Akceptuj, a potem ewentualnie wkleić link jeszcze raz.)



EDIT:
A propos Vampirci - zajrzałam sobie do RedHatMeg, ponieważ ją dzisiaj skomentowałam (co, tego też nie napisałam..?). Niestety nie z takimi fajerwerkami optymizmu, jak innymi razami, dlatego zaglądałam z najwyższą dozą ostrożności. A tymczasem:
Nie wyszło najlepiej. Sorry. Może moje meme cię pocieszą.


A myślałam, że tylko Niessamowity Profesor potrafi tak podejść do krytyki - nawet nie mogłam wymyślić przymiotnika, jak (wyrozumiale? dojrzale? nie...). Tak, że potrafi powiedzieć No faktycznie, to rzeczywiście wyszło tak i tak, a powinno inaczej.
Tylko że się kajać tak nie trzeba :p

środa, 21 marca 2012

Myth , Dziennik Superbohatera 21.03.12 Środa

Drugi pierwszy dzień wiosny w tym roku :D Życie jest piękne i cudowne. Jako iż dziś jest dzień wagarowicza to spałem do 13:00 potem obejrzałem film i namalowałem obraz. Nikt nie planował podłożyć ładunków wybuchowych pod mój kubek, więc dziś zaprezentuje kilka listów od fanów:

- Obudził mnie niedawno niezwykły sms z nieznanego numeru, a jego treść brzmiała tak:
Drogi Superbohaterze Kocham Cię, Kocham Cię, Kocham Cię.
I jeszcze trzy całusy w hełm XXX
Nie znam Cię ale ja Ciebie też :D

- Zdjęcie od małej Celinki z okolic nadmoża :
















Czyż ona nie jest słodka ? :D

- List o Pani Leokadii z Fromborka
Dzień Dobry ! zepsuła mi się pralka. Na pralce napisane jest ze obciążenie minimum 5 kg a ja chciałam wyprać tylko mój kocyk, niestety dopiero po włączeniu pralki przypomniałam sobie o minimalnym obciążeniu... więc szybko wzięłam i wrzuciłam cegłę do środka żeby był odpowiedni ciężar, ale to chyba było za późno i pralka wybuchła i już nie pierze. Czy można coś z tym zrobić ?
Droga Pani Leokadio, z przykrością informuję że pralki to nie mój rewir ale mogę do Pani podlecieć i zabrać ją do serwisu. Tam zespół świetnie wyszkolonych małp zajmie się tym problemem.


Wracając do pomysłu z VideoBlogiem : muszę sobie zbudować nowy hełm, bo dostałem w tego trzy całusy to lepiej go zachować na pamiątkę bo nie wiadomo kiedy znów dostanę.

Cytat Mistrza Yody o kobietach:
Kobiety jak kawa są, mocniejsze - lepsze ale szkodzą bardziej Ci

Piosenka dnia :

Dobranoc :D

Myth , Dziennik Superbohatera 20.03.12 Wtorek

No więc ten niezwykły dzień zacząłem od wysłania pobudkowego smsa, potem gdy dotarłem do punktu zbiorowego w którym zbierałem się z kolegami i wyruszyliśmy odwiedzić S.T.A.S.Z.K.A. (Samowystarczalny Turbo Arcy Super Zarąbisty Komputer Anafazowy). Gdy wszystkie 60 osób weszło do STASZKA podzielili nas na 3 grupy i najpierw zaprowadzili nas do mniejszej serwerowni w której zajmowali się rozprowadzaniem internetu na cały Poznań, było tam kilka szaf wypchanych elektroniką i pełno kabli. Potem zaprowadzili nas do Centrum Sterowania STASZKA, siedziało tam dwóch facetów którzy wyglądali jak by byli nieźle naćpani. Pozdrowiłem STASZKA od Astrogirl i pooglądałem stanowiska pracowników. Mieli takie supermonitory każdy po 60' i można było je połączyć w jeden wielgachny(podobno ma ich być 15). Potem poszliśmy do główniej serwerowni STASZKA która wyglądała tak :













I tam było tak bardzo bardzo dużo szaf z elektroniką i wielki czerwony przycisk podpisany "wyłącznik internetu - nie dotykać" za cholerę nie mam pojęcia do czego on mógł służyć, pozwiedzaliśmy trochę, poopowiadali nam co gdzie jest i do czego służy a gdy podeszliśmy do czerwonego przycisku facet z oczami ćpuna powiedział "a do czego służy ten przycisk to chyba tłumaczyć nie muszę", no i nie wiedziałem o co chodzi z tym przyciskiem. Poczekałem aż wszyscy poszli dalej zwiedzać i cofnąłem się i wdusiłem ten wielgachny przycisk. Włączył się alarm ! faceci z oczami ćpunów biegali i krzyczeli że ktoś zabił internet ! że to koniec świata ! Armagedon ! jeden z ćpunookich chciał popełnić samobójstwo.

Stwierdziłem że chyba przegięli, podszedłem do wielkiego niebieskiego przycisku z napisem "Restart Internetu", wdusiłem go, alarm się wyłączył i wszyscy się cieszyli i krzyczeli że są uratowani, wszyscy dzwonili do rodzin i mówili im że ich kochają (taki wybuch radości). Gdy już skończyliśmy zwiedzać STASZKA wybrałem się z kumplem po patrolować miasto. Po drodze minęliśmy smutną dziewczynę która rozdawała ulotki, wziąłem ulotkę i poszliśmy dalej. Trochę mi się jej żal zrobiło i akurat musieliśmy wrócić i minąć ją jeszcze raz więc z ulotki zrobiłem papierowego żurawia i jej go dałem, przy okazji wziąłem kolejną ulotkę i gdy wracaliśmy z tamtego miejsca znów ją mijając dałem jej tulipana z ulotki.

Gdy dotarliśmy do domu kolegi okazało się że nikogo nie ma, a kolega był bardzo głodny... powiedziałem "zaraz zorganizuje coś do jedzenia" i nagle podchodzi do nas starsza pani i mówi że przeprowadza ankietę i w zamian za to że weźmiemy w niej udział dostaniemy wafelki. To się zgodziliśmy. Zabrali nas do pomieszczeń dziwnych, przyszedł taki facet i puszczał ciągle jakieś reklamy, potem musiałem odpowiadać na pytania i gdy już skończyliśmy dostaliśmy wafelki i czekoladę, potem poszliśmy na murek i zjedliśmy wafelki kolegi. Potem wróciłem do Tajnej Siedziby i odpoczywałem.

Piosenka dnia :

Dobranoc :)

wtorek, 20 marca 2012

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 20 marca 2012



Zapomniałam o uregulowaniu spraw teatralnych, czyli wczorajszych. A warto jak mało kiedy, bo wczoraj było Ciemno! Nie że za oknem, bo teraz po dwudziestej już jest ciemno cokolwiek by nie leciało (choć jak jakaś komedia o blondynkach, to niekiedy nawet ciemniej), ale teatr o pewnej nienormalnej wsi, którym zachwycałam się (w ciemno XD) tutaj nie mogąc sobie przypomnieć tytułu. A to było właśnie to! I obejrzałam jeszcze raz i jeszcze raz z tatą i znów nas rozwalało podejście tych oszukańczych wieśniaków i tego "miastowego", to tak się ślinił na pannę Karolinę...
Bezbłędne

A na dzisiaj miało się już nic nie wydarzyć. Taaaa, na pewno XD

Ale po kolei - z powodu prezentacji nazbierało mi się znowu parę osób, dla których coś miałam przeczytać/napisać/skomentować. Zaczęłam od, równolegle, RedHatMeg i Niessamowitego Profesora. I tu nastąpiły pierwsze rewelacje, bo - poza tym, że dowiedziałam się, że Megi (pomimo nieproszonych obietnic) nie potrafi jednak opanować ciągot do tzw. angstów, bo nadal nawet z tematu dość komicznego wychodzi jej jedynie dramat psychologiczny (choć optymistyczny), a Niessamowity Profesor jest rozczarowany, że do konkursu obok tytułu Opowiadanie futurystyczne nie dodali wyjaśnienia, że chodzi o opowiadanie s-f pokazujące jak nowe wynalazki wpłyną na ludzi ich życie itd. - w ów konkursie jednym z jurorów był nie kto inny jak sam Jacek Dukaj!!!
Jacek Dukaj! tak po prostu przychodzi na konkursy pisarskie (w nierodzimym mieście!) i czyta teksty zwykłych śmiertelników, takich jeszcze początkujących amatorów! Dlaczego mnie wśród nich nie było?


Niewiele później odstawiłam na bok pisanie zajrzałam na ulubione forum, gdzie w sprawie prezentacji napisał do mnie kolejną wiadomość Jeden Z Najlepszych Administratorów, ale tym razem dodał jeszcze mimochodem akapit zaczynający się od:

Nie wiem czy widziałaś teraz najnowszą produkcje BBC: Dirk Gently - serial podobnie jak Sherlock opowiada o detektywie...


I mniej więcej w tym miejscu mój mózg się zablokował i przestał odbierać sygnały przychodzące. ..... Number temporarly unavaiable... Please check the number... .....

Akurat wtedy, w normalny jeszcze strumień danych wlazł Super Informatyk powodując, że radykalna zmiana stanu została na piśmie:
Artoooooor:
Widziałem, że skończyłaś na Pyrkon
ja mam tekst, po 0:00 spróbuję zrobić slajdy
ale przydałby się ten ósmy dzień tygodnia

Astroni:
Ósmy zawsze się przydaje

Artoooooor:
Oooo...

Astroni:
Od kolegi:
"Nie wiem czy widziałaś teraz najnowszą produkcje BBC: Dirk Gently"
Nie żeby coś
Ale miałam ochotę krzyczeć
I wyściskać monitor

Artoooooor:
OMG

Astroni:
Chyba zaraz wyjdę na dwór
I tam będę krzyczeć


Pamiętacie, jak tutaj (zaraz po bijatyce z wielokątami) napadło mnie na wspomnienia na temat Gordona Waya? Tak, może ta książka była słaba, może akcja była pełna niczym wydmuszka (o, akurat lada chwila święta...), ale postacie..! Postacie dawało się zapamiętać i każda z nich spokojnie mogłaby mieć własną książkę - i ten nieporadny informatyk Richard, który nie umiał wydobyć kanapy z klatki schodowej, i ten cudaczny profesor, którego imienia już nie pamiętam, a który mieszkał w wehikule czasu (i dziwował się wielce czemu mu tam telefony nie działają - telefony w wehikułach czasu NIGDY nie działają ) i nawet tamta sierota, której tym bardziej imienia nie pamiętam, a która stworzyła sobie własną gazetę, żeby o niej przynudzać. Ponieważ o Gordonie Wayu już było (), więc i o samym tytułowym bohaterze (jak on się naprawdę nazywał? Slvad Cjeli? Jak mogłam zapomnieć, no...) dodam, że należałby się ciąg dalszy dla jego popisów, zwłaszcza że dopiero na ostatnich stronach zaczęło się w nim pojawiać to coś...

A teraz BBC zrobiło serial na podstawie jego przygód! WoW!
EDIT: Z dalszej wymiany na PW czytam, że serial jest fantastyczny i fantastycznie pokazana jest postać Dirka i jego pomocnika (obstawiam, że chodzi o Richarda).
Łojej...

Coś od Kitiny - dymek od Mistrza do Doctora:

Lecę Ci wpierdolić


Piosenki chwilowo nie ma. Znowu nie znalazłam tej, co chciałam a za chwilę zaczyna się dokumentalny o Stevenie Jobsie na 2TVP, więc muszę znikać.
<PLIM!>

EDIT:
Obejrzane! Cudowna sprawa - ludzie, którzy tak, o, wymyślają maleństwo z klawiszami, kiedy w użyciu są tylko bezekranowe paskudztwa z taśmami i na pół pokoju... Też bym tak chciała - nie dość, że patrzeć jak świat się zmienia, to jeszcze samemu go popychać do zmian.
I jeszcze to, od samego Stevena:
Kierujcie się sercem i intuicją. Bądźcie głodni wiedzy i nierozsądni.

Za dużo wrażeń na dzisiaj, za dużo...

Jako piosenkę dam, co nadało mi się nie dalej jak przed paroma minutami, czyli:



I dobrze, bo nastrojowo podobna jest do tamtej ;) Ale bez obaw - kiedyś ją znajdę! W końcu jestem super AstroGirl

Dobra. I teraz już obiecuję, że nic nie będę dokładać i to już będzie, jak to trafnie ujął, Super Informatyk:
the ęd


AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 19 marca 2012



Ooo... Wchodzę sobie, żeby zacząć pisać, a tu na powitanie wielkie 6000 wejść. WoooW...
I jeszcze to porównanie do walca z silnikiem odrzutowym... Widzieliście kiedyś, żeby ktoś tańczył mając odrzut na plecach?

No dobrze, do rzeczy.

Jako pierwsze - skończyłam prezentację (którą zaczęłam tutaj)! Oczywiście się nią nawet z wami podzielę, ale... ma się rozumieć po Pyrkonie - niech do tamtego wyreferowania będzie unikatowa.
Warto dodać, że Murphy (ten od praw Murphiego oczywiście) nie byłby sobą, gdyby z tej okazji nie zaznaczyłby swojej obecności - od razu po skończeniu wrzuciłam ją do maila do organizatorów panelu i wysłałam. A w zasadzie nie tyle wysłałam, co rozpoczęłam długi i niepewny proces uploadowania załączników do wiadomości - nawet nie pomyślałam, że para (w różnych formatach) prezentacji o 30 pozycjach może mieć razem ponad 5MB!
A jak już się wreszcie, jak zobaczyłam na NetMeterze, skończyło uploadować, to patrzę, że na poczcie pojawił się... ekran logowania z adnotacją Błędny login lub hasło.
Nie no, niech ja tylko znajdę tę płytę instalacyjną Wszechświata...

Jednym z efektów tworzenia ów prezentacji było to, że... nauczyłam się obsługiwać krzywe w Paincie. Po chyba 10 latach, odkąd wzięłam myszę do ręki, podczas których nauczyłam się już robić w tym programie dosłownie wszystko aż po proste obroty obrazów, do tego większość za pomocą samej klawiatury, wreszcie dowiedziałam się, jak to jest z tymi dwoma kliknięciami na tej wywijającej się krzywej! Bo dotychczas było tak, że jakieś tam wyczucie poczuwałam się mieć, ale generalnie nie nadążałam za faktami, która część zamarza, a która nie i po co i i kiedy jaki to ma związek z tym, jak myszką przeciągam. Wreszcie! Tak nagle, teraz, niespodziewanie! Otóż wyjaśniam, na wypadek, gdyby ktoś jeszcze miał takie problemy: z moim klikaniem nie ma to żadnego związku (znaczy: z niczyim - gdybyście przyszli i dorwali się do mojego komputera, to też by nic nie pomogło) - liczy się kolejność. Najpierw da się majstrować przy połowie bliższej początku, a potem: bliższej końcówki.
Dobre, co nie? A człowiek się cieszy.

Szukałam sobie odcinka, o którym mówiła mi ostatnio Mrau Studium w różu (nawiasem: czy naprawdę słowa pink nie da się inaczej przetłumaczyć? Nijak mi się z różem nie kojarzy :/ ). Jak na razie - pech. Przydałaby się wersja torrentowa - wszystko płatne, przydałaby się chociaż wersja, w której odcinek podzielony jest na liczbę kawałków większą niż jeden - nieaktualne wszystkie... Potem się poddałam i jakieś dwie godziny szukałam czegokolwiek... Emm... No generalnie tak jak u Mytha z tym łączeniem się z innym układem planetarnym, tyle że jemu się w końcu udało.
A ja ciągle od Holmesa disconnected.

A dla osób stęsknionych za kurczaczkami - wiosenna kąpiel w piasku:




Wiem, jakieś takie mało przekonujące, ale jak tylko się pojawiłam, to się najwyraźniej zaczęły krępować i czym prędzej wychodzić z piasku :r

Teraz tematy muzyczne - znów nieudane polowanie na piosenkę. Co prawda zasłyszana na Trójce zwierzyna łatwo dała się chwycić za tytuł (tematyka tak orginalna, że wystarczyło wpisać Miłość jest szorstka, jeśli bierzesz ją pod włos...), jednak kiedy doszło do szukania jakiejś wersji dzwiękowej, a nie tekstowej, to skorzystała z chwili mojej nieuwagi i pooooszła!
Mam takie coś: Leszek Cichoński - Kot i pies. Rzecz nie ma siedzib ani na Wrzucie, ani nawet na YouTube! I jeszcze taki tytuł, że... No spróbujcie wpisać. A kiedy wpisałam samego śpiewaka, to też nic ciekawego. No, poza tym, że ma piosenkę o takim samym tytule jak Rouge Traders, czyli Vodoo Child - no aż od razu bębny w uszach zaczynają dudnić :p
Hmm... Chyba pozostaje mi wrzucić samych zainteresowanych:



Ale komentarze są genialne.
Hehe, nawet ktoś na naszym forum zamieścił tekst tej piosenki jako artykuł - no tak, śmiesznie, bo tak naprawdę przecież co jedno ma do drugiego? XD

Dobra, jest jeszcze wcześnie, to poczytam wreszcie, co tam dla mnie napisała RedHatMeg. Chyba że padnę z nosem między klawiszami.

EDIT:
Nie, jednak nie, jutro :p

A tymczasem z ciekawości sprawdziłam, czy mam szansę natknąć się na piosenkę nawet bardziej mi się dzisiaj nucącą niż Kot i pies, ale dużo mniej prawdopodobną, zdawałoby się, do znalezienia, bo z filmu. A tu proszę, mam szansę - Jest tytuł w komentarzach:



poniedziałek, 19 marca 2012

Ksena Wojowniczka , Dziennik Superbohaterki 19.03.12 Poniedziałek

Dzisiejszego dnia smutałam się na cały świat, ponieważ moja przyjaciółeczka nie chciała wyjść ze mną na rolki :( Kto mnie pocieszy?

No nic, przynajmniej uratowałam dzisiaj naszą pannę Wiosnę (która sprowadził nam nasz kochany Myth) przed panią Zimą. Otóż stało się to tak, że Zima się zdenerwowała, iż zdegradowano ją jeszcze przed oficjalnym jej końcem (przecież oficjalny początek wiosny jest 21 marca). Nasłała więc swojego włochatego Yeti na Wiosnę, a że jest ona słabowitą dziewczynką, przybiegła od razu do mnie po pomoc z krzykiem i płaczem (swoją drogą, ja nie wiem, jak dziewczyny tak mogą płakać z byle powodu, przecież ten Yeti nie był aż taki wielki - co to są 4 metry wzrostu? :)). Tak więc postanowiłam pogonić włochatego stworka. Dostał parę razy moim nowym sprzęcikiem, który dostałam od Rikku:


Idealnie się tym atakuje. Zresztą dostałam jeszcze parę zabawek od moich przyjaciół, np. pistolety od tej oto panienki, Yuny:


Czy też miecz od tego kolesia, Clouda:


No i wiele, wiele innych, które kiedyindziej przedstawię, gdy nadarzy się okazja. Ale dosyć tych przechwałek.
Yeti po moich atakach zaczął uciekać i nie zatrzymywał się, dopóki nie był pewien, że już go nie gonię (podobno zatrzymał się gdzieś u tybetańskich mnichów i studiuje z nimi medytację). Po tym jak Zima straciła swojego strażnika, poddała się i wyjechała na wakacje na Antarktydzie i zajmuje się chorymi pingwinami i uczy je tańczyć, stąd wzięła się kreskówka Happy feet :).
Tak więc Wiosna ocalona! :D Mam nadzieję, że pani Zima nie zechce wrócić kolejny raz, ale jeśli nawet, to nie będzie to dla niej miłe.
Po wyczerpującej przygodzie dostałam się wreszcie do domu i jak zwykle moje pasożytki zajmowały komputer. Dostałam się do niego dopiero koło 16. Wieczorem zamierzam jeszcze wyjść na dworek i wykorzystać to, że jest ciepło. I chyba tyle na dzisiaj, papa! :D

Myth , Dziennik Superbohatera 18.03.12 Niedziela 19.03.12 Poniedziałek

Niedziela
Kolejny raz nie nadążam z wpisem, więc znów dwudniowy. Jak państwo widzicie Astrogirl daje czadu równo ! jak walec z silnikiem odrzutowym ;D A co u mnie ? Otóż urządzenie do komunikacji z sąsiednim systemem gwiezdnym wciąż działa. Nie wiem jak długo ale oby jak najdłużej. Dziś naprawiłem słuchawki, najgorzej było odnaleźć lutownicę a potem już z górki ... tzn go góry bo po schodach ale okej. Później obejrzałem "To właśnie miłość" (tak wiem co to za facet co ogląda komedie romantyczne ? - odpowiedź jest prosta jak bym miał dziewczynę to bym nie musiał oglądać ! a tak to muszę wyreżyserowane pierdoły oglądać), ale film mi się podobał, najbardziej moment gdy nowy Premier wita się ze swoją asystentką po raz pierwszy :
...
Asystentka: kurde ! o nie powiedziałam kurde ! dwa razy !
Premier: nic się nie stało, mogłaś powiedzieć kurwa .
Asystentka: wiedziałam że pierwszego dnia dam dupy
...
Bardzo lobię ten fragment. Piosenka dnia :



Poniedziałek
Zdobyłem nową kamerkę internetową, podziałała kilka godzin ale satelita zmienił swoje położenie i niestety straciłem łączność z sąsiednim układem słonecznym :( Ale oddział specjalnie wyszkolonych małp już rozwiązuje ten problem. Poza tym zastanawiam się czy nie przerobić mojej części bloga na videobloga albo pół videobloga pół normalnego ale to tylko na razie pomysł taki luźny, muszę mieć jeszcze bardziej reprezentatywny hełm, żeby laski an niego leciały :D

Cytaty mistrza Yody :
"Im dach zardzewiały bardziej, tym wilgotniejsza piwnica jest "

"Baby jakieś dziwne są"

"Gdy w kwiaciarni Ciocię masz i rabat dzięki niej, w kwiaty więcej niż planowałeś zainwestuj, chyba że rabatu nie masz inwestuj wtedy nie"

Piosenka dnia :


dobranoc :D

niedziela, 18 marca 2012

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 18 marca 2012



Z dzisiejszych czynów superbohaterskich... napisałabym po prostu, że było łyso, ale jako że pamiętam, że spece od psychologii i kontaktów z klientami/słuchaczami/czytelnikami odradzają taką formę perswazji (że nikt nie będzie czytał dalej), to napiszę, że fantastycznie. Bo zamiast ganiać po ulicach i ścianach za jakimiś złoczyńcami (w dodatku jak zwykle w marcu mam problemy z doborem stroju i ciągle ganiam w zaciepłym :q), to odpowiadałam telefonicznie na pytania potrzebujących.
Atrakcji było od groma. Począwszy od pytań o podpowiedzi, co zrobić na obiad przez dzwonienie w uchu i skutki zainteresowania wczorajszym postem paranoi typu Dlaczego moja łyżka na mnie patrzy aż po prośby o wskazówki na temat poruszania się w namiocie. Taka gęstość barwnych osobliwości uniemożliwia uwzględnienie wszystkich popisów z powodu ograniczonego czasu antenowego (cały tydzień mam pisać?), za najstosowniejsze uznałam więc sporządzenie rankingu trzech największych betonów.
No więc - miejsce trzecie...

#3
- Witam - zaczął jakiś bardzo męski bas. - Mam na imię Julia.
- O... Ja nie - dukałam starając się powiedzieć coś celnego. - A w czym mogę służyć?
- Czy zna pani jakąś dietę cud?
Mniejsza z dietą, ale cud to by się faktycznie tu przydał skomentowałam w myślach opierając opis na jej głosie. Czy takimi rzeczami zajmują się superbohaterowie?
- Bo wie pani, chciałabym stracić na wadze - kontynuowała.
- Jedyne co mogę pani w tej materii podpowiedzieć, to kupienie wagi za 100 złotych, a sprzedanie za 50 - zażartowałam.
Nie zaśmiała się, ale i oburzenie było ograniczone.
- Ale wie pani - dodała, żeby nie było, że nie skojarzyła. - Ja bym chciała NAPRAWDĘ stracić...
- No to może wziąć te wagę na raty?

#2
- Dzień dobry - usłyszałam jakiegoś pana w średnim wieku i nawet nie czekał, aż się przedstawię. - Wie pani, ja wziąłem kredyt. Taki prosty, na 40 lat.
- A co pan kupił?
- Lokówkę do włosów.
- Aaa...
- Wszystko szło dobrze, niestety po 15 latach spłacania niespodziewanie zrobiła się deflacja. Złotówka podrożała i nagle okazało się, że płacę kilka razy więcej niż powiniem!
- I zgłosił Pan to gdzieś?
- Tak, oczywiście w innym banku, żeby mi dali kredyt, na pokrycie tamtego kredytu.
- Mądre - powiedziałam z popisowo sztucznym podziwem.
- Wie pani, chyba nie aż tak... - Przyznał nagle zasmucony. - Bo wie pani: przez te dwa kredyty tak mi się wszystko zaplątało, że musiałem brać kolejne, żeby je spłacić. A potem zgarnąłem je wszystkie do banku, które wszystkie opłaty zamienia na jedną ratę i jeszcze ją obniża, ale okazało się, że i tak ta rata jest przeszło kilkanaście razy większa niż ta, którą płaciłem na początku. Znowu nie miałem pieniędzy opłacać tego co miesiąc, więc wziąłem kolejny kredyt, żeby pokryć tamten i... - Gość był coraz bardziej oburzony tym, bo mu się przytrafiło. - Proszę powiedzieć, jak to możliwe! Cały czas spłacam jedną rzecz, nawet sobie obniżyłem ratę, a tu się opłaty tylko mnożą i mnożą...
- A co się pan dziwi? - Uśmiechnęłam się na myśl o końcówce. - Ciągle bierze pan kolejne kredyty, żeby pokrywać poprzednie. Skoro sam pan doprowadza do sytuacji, gdy jeden kredyt kryje drugi, to co się pan dziwi, że się panu one mnożą?

#1

Z ucha słuchawki przemówił do mnie bardzo dystyngowany (cokolwiek dosłownie to znaczy) głos:
- Mam problem z krokodylem - wypalił natychmiastowo. Nie powiem, dodawało mu to wiarygodności, więc podjęłam dialog:
- Eee..?
- Moja narzeczona życzyła sobie krokodyla - zaczął sylabizować powoli, jakby bolały go zęby.
- Ale jak to - zupełnie jak Klara od Papkina w Zemście? - Uśmiechnęłam się ucieszona
- Co? Nie! Znaczy: tak. Znaczy... To ja jestem Papkin!
Uśmiechnęłam się jeszcze bar... A właściwie to ja parsknęłam śmiechem na całego, tylko miałam nadzieję, że sam zainteresowany pomyślał, że jest inaczej, bo próbowałam zatrać słuchawkę dłonią.
- Czyli... - Uspokoiłam się powoli. - Pana dziewczyna czy... narzeczona... ekhm. Zażyczyła sobie krokodyla, żeby był on dowodem pańskiej miłości i Pan teraz stara się przywrócić jej szacunek do siebie..?
- Na szacunek to już chyba za późno - westchnął facet.
- Ależ! Musi pan tylko użyć odpowiedniej perswazji! Jak to fajnie powiedział znajomy mojego znajomego: kobiety w obsłudze proste są! Wystarczy parę czułych słówek, jakiś prezent...
- Ale ja zdobyłem dla niej tego krokodyla.
- CO???
- No właśnie... I to z nim jest problem.
Jejciu... Skrobałam się po głowie z wybałuszonymi oczami. To ja się wcale nie dziwię tej Klarze. Ja na jej miejscu, żeby spławić tego cudaka, kazałabym mu przyprowadzić od razu Potwora z Loch Ness...
- Aaaaha. Że on teraz chce pana zjeść? - Spytałam takim tonem, jakbym nie miała nic przeciwko. - I mam przylecieć i...
- Nie chce mnie zjeść - wysilił wyobraźnię i dodał ostrożnie. - Prędzej już Klarę.
- To jak? Ratujemy?
- Hmm... Ale ja jeszcze nie powiedziałem pani, jaki to krokodyl?
- No ja stawiam, że zielony - palnęłam zniecierpliwiona. - Ale powiem panu, że kolorystyka akurat nie ma wielkiego znaczenia. Chyba że ten krokodyl jest różowy. Bo wtedy może się okazać, że jest słoniem, a wtedy...
- Nie jest zielony - wciął mi się wreszcie z trudem w słowo. - Wręcz przeciwnie: bardzo zna się na rzeczy. To Krokodyl Dundee.

Miałam go jeszcze zapytać, czy ma na czole przycisk To lubię!, ale jak wiadomo - pytanie grozi odpowiedzią. Zresztą, kiedy przyszło mi to na myśl, leżałam już na podłodze, przez co jakoś tak daleko zrobiło mi się do słuchawki.


stąd

Proszę Państwa - jak ogłosiła jedna z moich znajomych superbohaterek tutaj podążając za wpisem koleżanki tutaj (niestety nie wiem, czy ona jest superbohaterką czy nie jest) do listy kobiet, które były kobietą, obok Kopernik (Seksmisja) i Bałtroczyk (tu*, z prawej), doszła nam jeszcze Watson.
Że też wcześniej nawet nie przyszło mi to do głowy. To pewnie przez wąsy.

Wyjaśniła się też sprawa z nazwami kont w komputerach superbohaterów - jak w przypadku większości moich problemów, przyczyną była moja głupota No więc sprawa wyjaśniła się - w przeciwieństwie do kwestii, kim jest Desmond, o którą spytałam tu. Trzymajcie mnie za słowo, ale ja centralnie zbieram się do zadzwonięcia z tym do centrum Simplusa w Warszawie. Chociażby po to, żeby się zdziwili.



____________________
* Tak, ta niebieska budka telefoniczna półtora ekranu niżej to był mój pomysł.

Myth , Dziennik Superbohatera 17.03.12 Sobota

Jak wyglądała moja sobota ? otóż gdzieś koło godziny 10:00 postanowiłem utworzyć między wymiarowe temporalne przejście oparte na syntezie kwarcu i diamentów Hamurabiego. Przejście to miało pozwolić skontaktować się z Laurą (mieszkającą w sąsiednim układzie planetarnym). A więc zabrałem się do roboty, ukradłem Gwiezdne Wrota z SG1 (znowu), podpiąłem generatory trójfazowe pod kondensatory przepływu a potem przekierowałem strumień energii przez sprzężony układ zwrotny prądu zmiennego i przepuściłem przez soczewki skupiające tworząc wiązkę energii przechodzącą przez odtwarzacz mp3 do gwiezdnych wrót. Wszystko było ładnie pięknie i działało lecz jedynym problemem był fakt że Laura w swoim układzie nie miała Gwiezdnych Wrót ... ani nawet budki z kebabami (same lokale a budek to wcale).

Więc stwierdziliśmy że trzeba coś wymyślić, wpadłem na pomysł transferu jonowego ale burze słoneczne przeszkadzały w transmisji danych. Więc postanowiliśmy skontaktować się przy pomocy kamerki internetowej. Okazało się że mój komputer nie ma sterowników do kamerki ale pamiętałem że mam gdzieś płytę, przeszukałem wszystkie szafy z płytami i nawet szafkę u rodziców ale nic nie znalazłem więc przekopałem 3/4 internetu i znalazłem ! ale nie działało :( więc szukałem dalej i znalazłem ale też nie działało, potem w ogóle komputer w Tajnej Siedzibie przestał mi wykrywać kamerkę więc stwierdziłem że nie zastosuję do tego kamerki internetowej. Postanowiłem użyć normalnej kamery lecz niestety nie mogłem znaleźć kabla.

Wpadłem na kolejny pomysł żeby podłączyć telefon do komputera, lecz moje oba telefony z wejściem an kartę pamięci i z kablami do tych telefonów były zepsute. Więc postanowiłem użyć tego co mam obecnie ale oczywiście nie było wejścia na karty pamięci ani kabla. Wtedy przypomniało mi się że przecież mam gdzieś moduł bluetooth do komputera, pobrałem odpowiedni program do komunikacji telefonu z komputerem. A skoro nie miałem kabla ani wejścia na karty pamięci do telefonu musiałem przyuczyć telefon od będącego w pobliżu wuja, niestety po przesłaniu na jego teflon nie można było przesłać pliku gdyż po najechaniu na ten plik telefon się wyłączał. Znalazłem owy moduł (mógłbym zainstalować moduł i ztego modułu wysłać an swój teflon ten plik) ale okazało się że brakuje sterowników, więc pobrałem jakieś sterowniki które po zainstalowaniu i włączeniu interfejsu bluetooth wywalał się bluescreen i wyłączał się komputer.

Pomysł z telefonem umarł, ale udało mi się znaleźć kabel do kamery niestety bardzo bardzo krótki, tzn było widać tylko mej stopy, ale to nic bo nawet jeśli komputer wykrywał kamerę i odbierał obraz to teraz nie można się było połączyć się ze skypem .. założyłem mój wysoce technologicznie zaawansowany osobisty plecak odrzutowy wysokiej mocy i poleciałem w kosmos (w samej koszulce i krótkich spodenkach) przestawiłem satelitę i wróciłem, nie wiem jak długo internet pociągnie tak szybko ale zobaczymy. Teraz wyskakiwał błąd że nie można odszukać kamerki internetowej i że wymagana jest kamerka internetowa, pobrałem program imitujący kamerkę internetową a pobierający obraz z kamery. Zaczęło działać! Ale wciąż było widać tylko stopy więc musiałem przenieść komputer i przechylić go tak aby było okej :D i ostatecznie zaczęliśmy gadać od 21:00 aż do infinity x.

Piosenka dnia :

Dobranoc :D