wtorek, 17 lipca 2012

Death Bride, Cyrograf Zemsty 17 VII 2012


Upadek o tę betonową podłogę był niezwykle bolesny, ale to nic. To nic. Jestem w domu. Jestem wyćwiczona przez Mistrza. Jestem gotowa.

Myth stracił chwilowo przytomność, choć oczywistym było, że zaraz się obudzi. Postanowiłam udawać, żę ja też odpłynęłam na skutek upadku. Zamknęłam oczy i rozluźniłam mięśnie... W powietrzu unosił się zapach nadchodzącej północy.

Czuł kiedyś ktokolwiek zapach północy? Prócz mnie? Jest niezwykły. Pachnie jak strach człowieka, który ciałem umarł, lecz umysłem jeszcze nie,. Który już wie, że wszystko to dobiegło końca, że nie ma już miejsca dla niego tu, wśród żyjących...  Jak zapach strachu przegranych. Tak słodki...

Myth obudził się, usłyszałam, jak wstaje. Podniósł mnie, niezgrabnie rzucił na łóżko i zatoczył się w kierunku wyjścia. Gdy znikł mi z oczu, rozmyłam się. Cicho, na palcach podreptałam za nim, gdyż wiedziałam, że może iść tylko w jedno miejsce. Do swojej siedziby. Tam, gdzie moja broń.

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 16 lipca 2012




Generalnie masakra.

Wymyśliłam sobie, że do terminu konwentu Doctora Who tj. 21 lipca (i parę kolejnych w razie konieczności ), tj. najbliższego weekendu zrobię parę niezbędnych dla mojej egzystencji rzeczy, czyli zrobię kolejny fragment Tego dziwnego uczucia + stałe ukazywanie się na blogu. Doszło jedna kilka spraw, które są niezbędne do życia samemu konwentowi. Mój udział w tych sprawach zwiększył się tym bardziej, że niejaki Kacper aka Leon - pionier ideologii konwentów i nasz naczelny przenocowywacz - stał się w poprzednim tygodniu nagle niedysponowany i komuś musiał powierzyć kontynuację. Miejscówka w klubie, noclegi, odpowiedzialność, rozrywkowanie, wodzirejowanie... No dobra, nad tym czwartym kombinowałam i tak, a to ostatnie było moją działką już rok temu, więc się jeszcze nie przewracam. Czaaaasem tylko łapię za głowę, ale nie przewracam. W sumie jak nawet tutaj sama siebie teraz czytam, to się nie wydaje takie znowu WOW, ale jak dojdzie jeszcze własna chałupa (np. dzisiejsze oprawianie drobiu bite cztery godziny) i takie drobiazgi jak wyjazd do Koszalina (do którego wliczone było zapoznanie kolegów, którzy nie chcą się od ciebie oderwać), to się tego jakoś tak naprawdę robi niebezpiecznie dużo...

poniedziałek, 16 lipca 2012

Myth, Dziennik Superbohatera 16.07.2012r. Poniedziałek

WZIUUUUUUUUUM ! TRACH ! BADUM Tsssssssssssssssss! I ten potworny ból uderzania twarzą o betonową podłogę w norze Amelii... podniosłem się otrzepałem z kurzu i resztek grzybów, przeniosłem Amelię na łóżko i pokuśtykałem do Tajnej Siedziby...
Usiadłem wygodnie w Centrum Dowodzenia.

Booom ! pifa paf tralalalla BANG BANG ! W centrum dowodzenia 200 uzbrojonych terrorystów, każdy z nich zamiast ludzkiej głowy miał miał głowę pumy (w sumie mieli także na sobie ubrania marki PÓMA, zegarki i nawet pistolety AKpuma-47[tak samo było z doczepianymi brodami i turbanami]), wobec przeważającej liczbie przeciwników i ich przewadze liczebnej musiałem wydostać się z Tajnej Siedziby, ale jak ? Wszystkie drzwi i windy zablokowane ... moja ostatnia nadzieja dziura w dachu w kształcie pumy. Musiałem ożyć mojego Wysoce Technologicznie Zaawansowanego Osobistego Plecaka Odrzutowego Wysokiej Mocy, podskoczyłem z fotela, chwyciłem Wysoce Technologicznie Zaawansowany Osobisty Plecak Odrzutowy Wysokiej Mocy, zrobiłem jeden krok wyskoczyłem, odbiłem się drugą nogą od poręczy i w międzyczasie założyłem Wysoce Technologicznie Zaawansowany Osobisty Plecak Odrzutowy Wysokiej Mocy i włączyłem go na pełną moc, w ciągu 0,3 sekundy przyśpieszyłem do 11 machów i wyleciałem przez dziurę w kształcie pumy będąca aktualnie w dachu którą zrobili Pumowi terroryści, zdążyłem jeszcze spojrzeć na półkę na której rozpływały się zegary i z mocą 11 machów przeleciałem przez dziurę, tylko po to aby trafić na ogromnego, oślizgłego i przebrzydłego ...

niedziela, 15 lipca 2012

Ksena Wojowniczka, Dziennik superbohaterki, 15.07.2012 Niedziela

Dzisiejszego dnia były urodzinki mojej bratanicy ( właściwie przyjęcie miała wczoraj, dlatego wcześniej tyle nie pisałam, ponieważ pomagałam w przygotowaniach do roczku :D ), która kiedyś będzie moją uczennicą ( przynajmniej mam taką nadzieję, na razie uczę ją chodzić, tak naprawdę to już umie, tylko jednak woli chodzić na czworaka :D ).

Tak ostatnio sobie myślałam, że Myth i Death Brige przeżywają wspaniałe przygody ( zazdroszczę im ), a mi jak zwykle nudne nudy się przydarzają. Otóż dzwonił do mnie Zenek z Mądrkowa, oto nasza rozmowa:
- Halo? - zapytałam po odebraniu telefonu, gdy nikt się nie odezwał.
- Ahh, przepraszam panią. Jestem Zenek i mam pewien problem. Więc zasadziłem sobie ostatnio roślinkę...
- Ale, ale, ja nie jestem żadnym ogrodnikiem, proszę pana, chyba pomylił pan numer.
- Otóż nie, ponieważ to miała być malutka roślinka z pięknymi białymi kwiatami i pięknym...
- Dobrze, dobrze niech przejdzie pan do sedna sprawy.
- Dobrze, więc miała być to mała roślinka, ale jak minął ledwie jeden dzień i podlałem ją specjalnym nawozem, ona urosła i teraz zjada mi dom. Ja już nie wiem, co robić, dlatego więc zadzwoniłem do pani. Pomoże mi pani?
- W porządku, podejmuję się tego wyzwania!

Myth, Dziennik Superbohatera 15.07.2012r niedziela

Po jakimś czasie, zaczęliśmy jak się później okazało najbardziej wyczerpujący i najbardziej niepotrzebny trening wytrzymałościowo-silowy w moim życiu. Po wlaniu w nas kilku litrów magicznej zupy z grzybów (zapewniam że były tam nie tylko grzyby[o karaluchach/jaszczurkach/pszczołach/brukselkach nie wspomnę{ale były tam !}]). i po tym jak zmusił Amelię do założenia ubrań kupionych od przechodzącej kilka minut wcześniej bezdomnej wędrowczyni z czułkami. Gdy Amelia  przyszła przebrana zapytała skąd Tofik wziął ubrania, stwierdziłem że lepiej niech będzie żeby żyła w słodkiej nieświadomości.Potem przyszedł Tofik, zabrał nas na jak to określił wcześniej "Czarodziejską polanę Toffika Białego - czarodzieja potężnego" - w skrócie (CP-TB-CP). Tak, CP-TP-CP była zdecydowanie zaczarowana. Po dotarciu na ładną zieloną polanę kazał nam się czołgać., w sumie nie było by tak źle gdyby Amelia się nie wykłócała przez co nie oberwał bym z laski w plecy i Tofik nie zmienił by polany w skalne pobojowisko . Potem wyczarował to z przeszkodami, musieliśmy przebiec go kilkadziesiąt razy po drodze niszcząc armię ciągle odradzających się bobrów zombie - wojowników ciemności, przeskakiwać przez fontannę magmy, rozwiązywać zagadki logiczne typu : "jest 10 mnichów każdy z nich jest łysy oprócz 9 z nich. Dlaczego teleport z Jamajki nie działa w Arabii Saudyjskiej ? uwzględnij fakt że mnich łysieje z prędkością 39 włosów na jeden sztorm tropikalny" - odpowiedzią na tą zagadkę jest oczywiście "Kasia ma 7 lat".

sobota, 14 lipca 2012

Death Bride, Cyrograf Zemsty 14 VII 2012

Dostałam od Tofika nowe ubrania. Kazał mi się wykąpać w rzece - dał mi nawet mydło - i wyprać bieliznę. Zrobiłam to w oddaleniu. Nie chciałam znów poczuć na sobie spojrzenia Mytha.


Długo kłóciłam się z Mistrzem. Nie chciałam zmieniać sukni ślubnej na cokolwiek innego. Spokorniałam, gdy ten zdzielił mnie w głowę swoją laską, krzycząc:

- Treningu nie będzie, do domu nie wrócisz! Grzybów na niewdzięczników marnował nie będę! - Rzucił mi w twarz spodniami  i bluzką i odszedł, mamrocząc coś pod nosem. Uklękłam i obejrzałam ubrania, głęboko niezadowolona.


A może ćwiczenia pomogą mi pozabijać tych, których śmierci tak gorąco pragnę?


Pogodziłam się więc z tym. Umyłam się, przebrałam i zaczesałam kucyka, łamiąc w ten sposób daną sobie samej przysięgę...


Zamyślona wróciłam pod domek Tofika i usiadłam obok siedzącego na ławce i bawiącego się przepychaczem Mytha.


- Jak myślisz, skąd Mistrz wziął ubrania pasujące na mnie? - zagadnęłam.


Myth wzruszył ramionami. Zlustrował mnie obojętnym spojrzeniem od czubka głowy aż po same pięty, po czym popatrzył w dal. 


- Nie masz butów - wymamrotał.


- Dam sobie bez nich radę. - Uśmiechnęłam się do niego, on jednak nie zwracał na mnie uwagi. Westchnęłam. Nagle moich uszu dobiegł dźwięk kroczków małych stópek Tofika.

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 14 lipca 2012



Panie i Panowie! Jaki dziś wspaniały dzień w Koszalinie! <włącza Torrenta z Hornblowerem> No dobra, wczoraj był lepszy, bo nie lało się tyle wiader z nieba i nie można wybrać się nad morze jak planowałam, niemniej jest sympatycznie.

Hmm... Nie potrafiło ujść mojej bystrej (?) uwadze, że blog się ostatnimi czas z lekka zmonopolizował. Nieżywa Panna Młoda i Myth Wszechszalejący prowadzą wspólną a jak nigdy zorganizowaną kampanię przeciwko Yodze uzupełnionemu o lasy patelniowe, pająki z antyplazmy... Nie, nie, nie będę tego więcej wymieniać, bo nie dam rady.

Pewnie nikt nie przyuważył, że wczoraj był piątek trzynastego (grzmiący złowrogi śmiech w tle). Ra już w tym roku podobny kataklizm miał miejsce - dokładnie 13 stycznia. W piątek! Cóż to nie niepokojąca zbieżność dat? No właśnie. Jako że zbieżność była doprawdy podejrzana i w ogóle jeden trzynasty piątek to stanowczo za dużo, postanowiłam zadziałać i sprawić, żeby ktoś, kto jest za do odpowiedzialny odpowiedział za to () i dostał należycie po tyłku.

Sektencja, DziennikSuperdetektywa 14 lipca 2012

Witajcie!
   Wiem, że nie było mnie jakiś czas, ale przysnęłam.
   Po pierwsze, jadę na cosplay Doktora who w Krakowie! :) Cieszyć się trzeba, bo wyjazd do dnia dzisiejszego wisiał na włosku.
   Po drugie, otrzymałam od naszej malarki mój piękny portret i wkrótce ustawię go sobie jakie awatar na blogspocie :)
   To chyba tyle wiadomości. Przejdźmy do Kudkudaka. Co to Kudkudak?

piątek, 13 lipca 2012

Myth, Dziennik Superbohatera 13.07.2012 r. Piątek

 Nagle na kamieniu obok pojawił się bardzo bardzo jasny słup światła, z tego światła wyłoniła się znajoma sylwetka, postać stanęła przed nami, oparła swoją białą laskę o kamień i powiedziała :
- Powróciłem by misję dokończyć mą misję. Tofik Biały jam jest - powiedziała postać, gdy moje oczy przyzwyczaiły się do blasku dojrzałem że to ten mały zielony skurczybyk z kopalni.
 - Ale przecież ty zginąłeś w kopalni! Skąd się tu wziąłeś? - zapytałem, zbliżając się z magiczną przepychaczką nr 34 do niego,
- Regenerowałem, umiejętność tę może posiąść każdy, w snopie światła zmartwychwstanie popularną sztuką jest. Przemieszczać się szybko teraz potrafię. Cóż za morderczy przedmiot w ręku dzierżysz? - Zapytał o magiczną przepychaczkę nr 34, więc zmieniłem pozycję z bardziej bojowej na statyczną, opuściłem ją i zacząłem konwersacje z niezwykłym odrodzonym zielonym stworkiem
- To jest Magiczna przepychaczka numer 34 - Pokazałem ją entuzjastycznie.
- Więc morderczy przedmiot ten nie jest. Za mną podążajcie, schronienie znajdziecie! - odpowiedział z lekkim uśmiechem, zeskoczył z kamienia, machnął łapką i poszedł w głąb lasu a ja wraz z Amelią podążaliśmy za nim. Po drodze minęliśmy sad jednorazowych maszynek do golenia, krzaki udek z kurczaka i stado jednorożców, nagle Amelia zemdlała...

Death Bride, Cyrograf Zemsty 13 VII 2012


Stworzenie z jaskini było tym razem przyodziane w białe szaty, od niego właśnie promieniowała jasność…

- Tofik Biały jam jest - odpowiedziało i zeskoczyło z kamienia, na którym siedziało.

- Skąd ty się tu wziąłeś? - spytał Myth, podchodząc do niego powoli, z przepychaczem przed sobą.

- Regenerowałem, umiejętność tę może posiąść każdy, w snopie światła zmartwychwstanie popularną sztuką jest. Przemieszczać się szybko teraz potrafię - odparł i uśmiechnął się szeroko. - Cóż za morderczy przedmiot w ręku dzierżysz? - spytał, zwracając się do Mytha.

Chłopak opuścił rękę, wyglądał na speszonego. Spojrzał na mnie tępo, tylko przewróciłam oczami.

- Magiczną przepychaczkę numer 34 - odpowiedział cicho, ze spuszczoną głową.

- Więc morderczy przedmiot ten nie jest - stwierdził Tofik, odwrócił się i podreptał przed siebie. - Za mną podążajcie, schronienie znajdziecie! - zawołał, machając białą już laską, którą trzymał pomarszczoną, zieloną dłonią.

czwartek, 12 lipca 2012

Death Bride, Cyrograf Zemsty 12 VII 2012


Szliśmy powoli, stale oglądając się za siebie.

- Pająk idzie w naszą stronę - wyszeptał Myth, złapał mnie za ramię i zaciągnął do niedużej jaskini, wydrążonej w jednym z głazów.

Weszliśmy do środka. Była ona urządzona jak przytulne mieszkanko - niewielka sofa okryta pledem w róże, na skalnej podłodze rozłożony był czerwony dywan wykończony frędzlami, zaś na nim stał niziutki, drewniany stolik. Na ścianach wisiały obrazy, przedstawiające przedziwne ptaki. Po drugiej stronie wnęki znajdowały się niskie, drewniane drzwi z ogromną mosiężną klamką - właśnie one uchyliły się chwilę po tym, jak wpadliśmy do jaskini.

Wyjrzało zza nich niewielkie stworzenie - wyrskością sięgało metra. Miało zieloną, pomarszczoną skórę, siwe, rzadkie sterczały mu we wszystkie strony. Miało długie, spiczaste uszy, było ubrane w szarą pelerynę z czegoś, co przypominało wełnę. W małej rączce dzierżyło niewielką, drewnianą laskę. Uśmiechało się lekko, jednak, coś przykuło jego uwagę - coś, co stało za mną i Mythem. Spoważniało.

Obejrzałam się. W odległości jakichś 100 metrów od nas był pająk. Myth ciągnął mnie za ramię, kazał mi biec. Wybiegliśmy z jaskini, za nami powoli dreptało zielone stworzenie. Staraliśmy się oddalić najbardziej jak to możliwe, Myth krzyczał, bym przyspieszyła - nie umiałam. Wciąż oglądałam się za siebie, patrzyłam na zielonego ludzika który stał pająkowi na drodze… Nagle stworzenie wyciągnęło przed siebie pomarszczoną dłoń i krzyknęło:

- You shall not pass!

Myth, Dziennik Superbohatera 12.07.2012r Czwartek

Podczas marszu w jaskini, zauważyliśmy niską zielono skórą postać z laską ubraną w szare szaty, grzebała coś w ziemi i podśmiechiwała się sam do siebie, brzmiało to mniej więcej tak "yhyhy hyhy hy", usłyszało że się zbliżamy i uciekło. Po chwili wyszliśmy z kopalni, nagle zauważyłem że obrażony pająk z antyplazmy(chyba był strasznie zdeterminowany aby pozbawić mnie życia, zdeterminowany niczym zielona  papryka w sosie z kałamarnic królewskich). Chwyciłem Amelię za ramię i wepchnąłem ją do jednej z jaskiń, były tam drzwi, otwarliśmy je a w środku jaskinia wyglądała na bardzo zamieszkałą i przytulną, z za przeciwnych drzwi wyjrzała mała postać, prawdopodobnie ta sama która uciekła kilkanaście minut wcześniej  gdy usłyszała kroki. Tera mogłem mu się dokładnie przyjrzeć, skóra jego przypominała ogórka kiszonego, uszy miał długie uszy jak marchewki, no i był niski jak arbuz, Taki ogórkowo-marchewkowo-arbuzowy stworek ubrany na szaro ze śmiesznie małymi pazurkami w których dzierżył laskę. Z początku się nawet tak słodziutko uśmiechał, ale potem przestał, chyba poczuł że się spociłem, *niuch niuch* - jednak to nie ja się spociłem, *niuch niuch* - Amelia też nie, patrzył na nas ale coś jednak było nie tak, poczułem taki jakby wewnątrztylni niepokój, delikatnie się wróciłem a tam ....

środa, 11 lipca 2012

Myth, Dziennik Superbohatera 11.07.2012r Środa

Po uderzeniu Panny młodej w ramię (używając magicznej przepychaczki nr 34), spadliśmy na ziemię tzn znowu ja, potem magiczna przepychaczka a potem panna młoda, tak że magiczna przepychaczka nr 34 wbiła mi się tam tam tam poniżej pleców trochę (tak, w sam środek pośladka) ale spokojnie to tylko draśnięcie. Widziałem że Amelia leży nieprzytomna to poszedłem się przejść, co ja widziałem .... Latające wiadra, Krokodylogazele, Wojownicze Żółwie Ninja i kilka innych dziwnych istot, większość była łagodnie usposobiona, no oprócz gigantycznego pająka z antyplazmy który strasznie się obraził jak mu nadepnąłem na nogę i wylał sobie piwo, coś tam do mnie szczebiotał że zamorduje mnie jak swojego instruktora pływania który się utopił bo nie umiał pływać(albo pewnie jadł latające garnki i go dociążyły). Kiedy sytuacja zrobiła się taka bardzo niebezpieczna stwierdziłem że bezpieczniej było by wrócić do Amelii ale oczywiście pająk wredna menda nie chciał zaprzestać iście chamskiego zachowania względem marsjańskiej kelnerki(tak, zdarzyło mi się być na marsie i wiem jak one wyglądają).

Doszło do drobnej utarczki słownej typu:
- jestem pająkiem a ty niby kim dziwna skórowata istoto hahahha ?
- Jestem Człowiekiem i zrobię Ci z odwłoka wylotówkę na Gdańsk !
- ciekawe jak, nas jest 6 a ty tylko jeden
- Więc zawołajcie sobie jeszcze kilku żeby były równe szanse ...

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 11 lipca 2012



Nie da się ukryć - taki byt jak blog pomimo posiadania setek zalet, posiada także wady, z których najtrudniejszą do zwalczenia jest ta, że jednak od czasu do czasu trzeba w nim coś napisać.

A mnie się strasznie nie chce

No dobrze - tak więc wczoraj znowu (podobnie jak wtedy a wtedy) byłam na jagodach. Tu krótka dygresja - ponieważ udokumentowano już liczne sytuacje, gdy dzieci +- sześcioletnie w odruchu na prośbę narysuj rybkę rysowały filecik, czuję się w obowiązku zademonstrować, jak wygląda jagoda.


Jagoda pod mikroskopem elektronowym.

Death Bride, Cyrograf Zemsty 11 VII 2012


Wylądowaliśmy na dzikiej polanie, pełnej błękitnych kwiatów… Trawy rosły wysoko, gdzieś w oddali pasły się dzikie konie. Wiatr podmuchiwał delikatnie, szarpiąc moimi włosami i welonem. Usłyszałam pełne niepokoju rżenie, brzmiące jednak tak cudownie przyjemnie… Jak muzyka doskonałych skrzypiec, grająca niepokojące dźwięki. Zwróciłam wzrok ku koniom - okazały się być jednorożcami lśniąco białej maści, patetycznie wędrującymi po polanie. Jednak niepokój jednego szybko udzielił się reszcie. Rozpierzchły się szybko. Dlaczego..?

Przeszliśmy z Mythem kawałek wprost, w nieznanym nam kierunku. Cudowny nastrój panujący na polanie spowijał mnie, otaczał, przenikał… Odpływałam myślami ku mojemu mężowi, ku spływającemu krwią ołtarzowi na moim cmentarzu…

Nagle Myth złapał mnie za włosy i odciągnął gwałtownie. Przed nami rozwinęły się tory kolejowe, po których z hałasem przejechał olbrzymi parowóz. Myth coś krzyczał mi nad uchem, jednak kto zaprzątałby głowę wysłuchiwania zrzędzenia, gdy w koło tyle niezwykłości!

Tory zwinęły się za pociągiem, poszliśmy więc dalej naprzód. Maszerowaliśmy powoli. On wciąż mówił - wiedziałam, że mówi. Nie rozumiałam go jednak wcale, nawet nie próbując zrozumieć. Trawa na polanie była cudownie zielona, kwiaty strojne w soczyste barwy, mieszające się ze sobą w całkowitej harmonii… Czyżbyśmy trafili do raju?