niedziela, 17 marca 2013

71.30.31 - Ramona - Ktoś z Gdzieś

Hejo!!
Wszystkiego Najlepszego!!
A z jakiej okazji?

Dziś mamy Dzień Świętego Patryka - Dzień Irlandii - Dzień Zieleni, jak ja go nazywam! Dlatego na dzisiejszy wpisik... Zieloniutko!

Super! 
Obudziłam się dzisiaj cała w skowronkach i zaczęłam skakać po moich łóżkach wte i we wte w radości, że to już dziś. Potem ubrałam cała na zielono (poza szarą bluzką z burym kotem o Zielonych oczach) i ruszyłam do Loli. A tam...

poniedziałek, 11 marca 2013

11.30.31 - Ramona - Ktoś z Gdzieś

Hej!

Przepraszam was kochani Komentatorzy, że tak długo mnie nie było. To wszystko wina Loli, od razu tak powiem. Bo to ona zabrała mi Dziennik.

niedziela, 10 marca 2013

Ksena Wojowniczka, Dziennik Superbohaterki 10.03.2013 Niedziela

Więc... Siedzę tutaj zamknięta i wkurzona na maksa bo wszystko mi się miesza przez te wydarzenia które się działy przez ostatnie kilka tygodni, ale może zaczną to opowiadać po kolei

piątek, 8 marca 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 08.03.13r Piątek

- Dobrze się spisałeś mój drogi superbohaterze, jestem z Ciebie zadowolona.- Powiedziała Biała Kruczyca kładąc swą delikatną rękę na moim ramieniu, przysunęła się bliżej i delikatnie musnęła wargami moje usta. Poczułem dziwne zawirowanie, dziwne bicie serca. Stanąłem na baczność i powiedziałem:
- Dla Ciebie wszystko królowo.- Spojrzałem jej głęboko w oczy, czułem jak podnosi mi się poziom adrenaliny. Czułem potworną potrzebę. Każda część mojego ciała jej pragnęła.
- Mój drogi superbohaterze, mam dla Ciebie kolejną zwierzynę do złapania.
- Kto jest moją kolejną ofiarą?
- Twoja przyjaciółka, Ksenia Wojowniczka- Na moment otrząsnąłem się z letargu spowodowanego jej niesamowitą kobiecością. Ksenia, moja przyjaciółka, tak wiele jej zawdzięczam, znam ją tak długo, nie mogę pozwolić by coś jej się stało. Biała Kruczyca położyła rękę na moim ramieniu, znów poczułem zapach jej perfum, zbliżyła się do mnie i zapytała.
- Złapiesz ją dla mnie mój superbohaterze?
- Oczywiście że tak.- Nagle zniknęły wszelkie moje wątpliwości, znajdę Ksenię, jeśli nie pójdzie po dobroci to ją zabije... I tak już mi się na nic nie przyda, mam nowych przyjaciół, tu w fortecy.

Widziałem gdzie się ukrywa, zostawiła mi wiadomość w Centrum Dowodzenia. Jest na przedmieściach w małej kamieniczce. Jadąc przez miasto spoglądałem na ludzi na ulicach, byli okropni, byli tacy słabi! Mógłbym ich wszystkich zabić, rozdeptać jak rozdeptuje małe pajączki które próbują przemknąć się przez podłogę w moim pokoju na zamku. Widzę te zwierzęta, są ohydne, są moimi ofairami, powinienem na nie polować, zniszczył bym słabość w tym mizerniejącym z pokolenia na pokolenie gatunku szympansopodobnych stworzeń. Jestem nadczłowiekiem, jestem ostatnim ogniwem układu pokarmowego, jestem ostatecznym drapieżnikiem. Jestem 10 razy inteligentniejszy niż oni, 10 razy silniejszy i 10 razy sprytniejszy. Od teraz nie będą mnie obchodziły żadne zasady, w końcu jestem istotą lepszą, więc dlaczego miał bym stosować się do tego samego prawa?

Moje rozważania przerwał kierowca furgonetki:
- Generale, dojechaliśmy do miejsca które pan wyznaczył.
- Świetnie, znam ją, załatwię ją sam. Tym razem macie mi ścierwa nie przeszkadzać! Jasne?!- Krzyknąłem na oddział żołnierzy który musiałem ze sobą zabrać, widziałem w ich oczach ogromny strach. Pierdolone zwierzęta. Wyszkoleni zabójcy mający najnowocześniejsze karabiny boją się jak się na nich krzyknie. Zbiera mi się na wymioty jak o nich myślę

Uwaga, w trosce o wasze bezpieczeństwo i spokojny sen informuje że reszta wpisu nie nadaje się dla osób poniżej 18 roku życia. Czytacie na własną odpowiedzialność.

niedziela, 3 marca 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 03.03.13r Niedziela

"Pierwszą superbohaterką będzie dość młoda Klementyna Strong, jest w połowie olbrzymem i w połowie krasnoludem, posiada niesamowitą siłę. Podobno jest w stanie podnieść do 10t. Nie ma doświadczenia także nadaje się w sam raz na pierwszy cel, masz tu jej zdjęcie i ruszaj na polowanie mój superbohaterze."

Tak brzmiał rozkaz Białej Kruczycy, tak muszę zrobić. Wziąłem karabin z szafki i poszedłem do furgonetki po drodze zgarniając czterech ludzi. Wsiedliśmy do furgonetki.

- Dobra słuchajcie, zostaliście przydzieleni do misji pojmania początkującej superbohaterki. Jest pół krasnoludem pół olbrzymem, posiada nadludzką siłę, mamy za zadanie pojmać ją najlepiej żywą, zrozumiano?! - Rozkazałem tym ścierwom pojmanie jej żywcem, w końcu to ja jestem najpotężniejszy, ja jestem najsprytniejszy i jak by to wyglądało gdyby superbohaterkę zabił byle żołnierz.
- Tak jest! - krzyknął cały oddział. Jakiś czas potem dojechaliśmy na miejsce, Klementyna Strong mieszka w jednej z kamienic w centrum miasta. Wyskoczyliśmy z auta, powiedziałem tym słabym workom z kośćmi żeby dali mi chwilę na próbę pertraktacji jej poddania. Wszedłem po schodach, udałem się korytarzem w kierunku jej mieszkania, zapukałem do drzwi. Myślałem tylko o tym jak ją zabije, jest tyle możliwość. Mogę odstrzelić jej głowę, mogę poodcinać jej kończyny... Mogła by patrzeć jak je odcinam, albo może jednak nie, to zbyt czasochłonne i mógłbym się pobrudzić. Może tylko ją połamię, albo wiem! Tak to będzie świetne, widziałem nieopodal masarnię, mają na pewno maszynki do mielenie mięsa...
Drzwi się otwierają, zza nich wychylają się drobne oczka, patrzą na mnie... Mam ochotę wbić w nie nóż ale zamiast tego uśmiecham się, nagle zza drzwi padają słowa zdziwienia:
- Myth! Ty jesteś Myth! To znaczy Pan jest Mythem.

piątek, 1 marca 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 01.03.13r Piątek

- Tam są! - Ktoś krzyknął, zobaczyliśmy światła. Chwyciłem Marchewkową Wiedźmę za rękę i szybko pobiegliśmy do dziury w której ukrywała się Amelia. Nie było tam nic poza kilkoma zakrwawionymi szmatami, brudnym łóżkiem, zniszczonym stołem i ku mojemu zaskoczeniu kopertą na nim. Wziąłem kopertę i wsadziłem po cichu do kieszeni. Uzbrojony oddział przeczesywał cmentarz, któryś powiedział:
- Omega mówiła że wylądują tutaj, wiec muszą gdzieś tu być. Szukać dalej!- Omega, Aleksandra Omega! Wredna cholera, wiedziałem że coś z nimi jest nie tak.
- Myth...-szepnęła Marchewkowa Wiedźma- Co się dzieje? Dlaczego nas szukają?
- Nie mam pojęcia ale musimy jak najszybciej dostać się do mojej Tajnej Siedziby- odpowiedziałem zaniepokojonym głosem. Rozglądałem się i zobaczyłem że auto dostawcze którym przyjechali nie jest pilnowane. Pokazałem Marchewkowej Wiedźmie gdzie ma biec, wyciągnąłem miecz z pochwy i ruszyliśmy. Ja na 3 uzbrojonych ludzi a ona w stronę samochodu. Wiedźma schowała się za drzewem, tymczasem podszedłem względnie blisko ciężko uzbrojonego patrolu. Wskoczyłem na jeden z nagrobków, potem skoczyłem drugi raz i robiąc pełny obrót przebiłem serce jednemu z nich i odciąłem głowę drugiemu zanim się zorientowali, trzeci niestety zdążył oddać serię strzałów z karabinu, na szczęście zasłoniłem się zwłokami jego kolegi, szybkim ruchem obróciłem się odrzucając zwłoki i odciąłem głowę trzeciemu z żołnierzy. Spojrzałem na Marchewkową Wiedźmę, dostała się do auta, odbezpieczyłem granaty które mieli przy sobie żołnierze i rzuciłem w żołnierzy nadbiegających z północnej części cmentarza.

Booom! Seria wybuchów zniszczyła sporą część cmentarza, ale też raniła/zdezorientowała żołnierzy. Pobiegłem w stronę samochodu, wskoczyłem do środka i natychmiast zaczęliśmy uciekać. Przekroczyliśmy trzykrotnie dozwoloną prędkość, miasto wyglądało dziwnie. Bardzo mało samochodów na ulicach, nie widzieliśmy też policji. Zostawiliśmy auto kilka ulic dalej, poszliśmy pieszo do mojego domu. W Tajnej Siedzibie wszystko było porozrzucane, wyglądało jak ktoś by czegoś szukał, zabrali broń i osprzęt, komputery były doszczętnie zniszczone, aż mi się przykro zrobiło. Na dachu nie było też mojego pojazdu. Marchewkowa W tym czasie gdy ja szukałem tego co zostało zabrane Marchewkowa Wiedźma dostała dziwnego ataku potrzeby posprzątania...
- Dobra ej, zostaw to.-powiedziałem, a ona spojrzała się takim wymownym spojrzeniem.- Chodź do kuchni, ona jest najmniej splądrowana i zrobię Ci kawy. Tzn ty zrobisz bo ja nie umiem.
- Nie umiesz zrobić kawy? Raaaany, to jakim cudem ty ratujesz świat? - No co za zołza no! No chodząca cholera z kolcami, przecież każdy wie że najlepsi superbohaterowie nie umieli robić kawy...
- Dobra już nie cwaniakuj wiedźmo, zrób nam tej kawy i ugotuj jajecznicę.
- Nie wiem czy wiesz ale jajecznicy się nie gotuje, ale no jak tak bardzo chcesz to mogę spróbować, znajdę jakiś garnek, zaleje wodą...
- Dobra nieważne...Ty lepiej zajmij się tą kawą a ja spróbuję odzyskać jakieś dane z komputera.- Powiedziałem z nieukrywaną irytacją poszedłem do Centrum Dowodzenia.

poniedziałek, 25 lutego 2013

52.20.31 - Ramona - Ktoś z Gdzieś

O Mamuniu!
Jak się zapuściłam!
Ale to wszystko, przez Lolę... I Alfreda...
To było tak.
Przychodzę sobie do Loli, a tam znowu siedzi Alfred!
- Siema-aaaaah! - zawarknął gdy weszłam
Odpowiedziałam mu nieudolnie próbując powtórzyć jego niemożliwy do powtórzenia odgłos. Lola tylko machnęła ręką.
- Dziś spróbujemy nauczyć cię historii. A nóż-widelec okaże się, że przypomnienie ci dawniejszej historii przypomni ci twoją własną?

sobota, 23 lutego 2013

Ksena Wojowniczka, Dziennik Superbohaterki 23.02.2013 Sobota

Witam Was :D
Więc Alex wyszedł ze szpitala i zamieszkał u Czerwonookiego. Mieliśmy już kilka treningów, lecz niestety nieudanych. Za każdym razem jak Alex się przemieniał coś złego zaczynało się dziać i musiałam go zmusić do powrotnej zmiany w niego. Ale nie przestajemy wierzyć że to się zmieni.

Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 23 II 2013, Sobota

Dzik jest dziki. Dzik jest zuy. Dzik ma bardzo ostre kły. Kto spotyka w lesie dzika, ten na drzewo szybko zmyka. \m/

Witajcie!
   Otóż mam teraz zmartwienie. Wpadło coś do mego domu i nie a się tego wykurzyć. No dobra, dobra - przecież to ranna osoba, trzeba jej pomóc. Lecz ja mam teraz tyle zmartwień na głowie... Nie dziwcie się, że jestem zła, że przybyło kolejne. No tak, wiem, niesienie pomocy to moje zajęcie i powinnam być z tego dumna, ale... nie jestem! Ziemniaki, nie mógł lecieć po pomoc do innego domu? Tzn, zadzwoniliśmy po pogotowie i w ogóle, jednak kilka godzin temu wypisano go do domu, a jako, że nasz pan postrzałowy nie jest zbyt przytomny - wylądował w domu znanego wam detektywa. No, wiecie co?!
   To jednak nic, chorym trzeba się zająć! Dowiedziałam się od mamy, że się wybudza, więc postanowiłam pobiec po... koty! Tak, dobrze przeczytaliście - koty! Koty to najlepsze lekarstwo na wszystko. Zebrałam więc pokaźną gromadkę i ruszyliśmy do pokoju chorego. Po chwili byliśmy przed drzwiami. Chciałam otworzyć drzwi, lecz - jak? Kilka kotów było na mnie. Po chwili mnie oświeciło. Kazałam kotom, które szły za mną się odsunąć i z kopa otwarłam drzwi.
- Witaj! - wrzasnęłam a koty zamiauczały. - Przyszliśmy cię pocieszyć!
                   

piątek, 22 lutego 2013

Myth, Dziennik Superbohatera 22.02.13r Piątek

- Hahahahah, I co on na to?- wybuchł śmiechem i zapytał stary ubrany w przedziwny frak starzec.
- No on wtedy zaczął skamleć "Ukaż mnie! Ukaż mnie! Proszę chociaż jednego klapsa od takiego superbohatera jak ty!", no i potem ten transwestyta łaził za mną 3 dni... - odpowiedziałem i zabrałem się za jedzenie niezwykle apetycznie wyglądających mango (które nie były zakupione w telewizji Mango, a pochodzą z bardzo odległej planety o nic nikomu nie mówiącej nazwie Mango, od 30 000 lat nikt nie wie co znaczy ta jakże enigmatyczna nazwa).
- W istocie tak to już jest że niektórzy po prostu łakną wymierzenia im kary. Jedzcie sobie drogie dzieci a ja pójdę na chwilę na dół gdyż tuż przed waszym spotkaniem umówiłem się z mym dawnym przyjacielem Wielkim Elektronikiem i jego asystentką Aleksandrą Omega.- Gdy Starzec wypowiedział te słowa, natychmiast przypomniałem sobie przepowiednie wyroczni Aleksandryjskiej:  "Gdy odnajdziesz Aleksandrę wszystko się zmieni, przyjaciele będą wrogami, wrogowie przyjaciółmi, słońce wstanie na zachodzie a zajdzie na wschodzie". Typowe jęczenie starej niedołężnej znachorki. Popatrzyłem na Marchewkową Wiedźmę jak zajada się tęczowymi bezami, spojrzała na mnie i zapytała z takim wymownym skrzywieniem na twarzy :
- No co?

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 21 lutego 2013


No i obejrzałam ten odcinek. Po tym, jak znajoma superbohaterka Dagens oświeciła mnie, że jednak załapałam się do rocznicowego zbioru obrazków Doctora Who (po tym jak podpowiedziała mi przeniesienie posta, po tym jak wkleiłam go nie tam gdzie trzeba na widok czterdziestki dwójki w przyznanym jej odcinku, po tym jak się nim pochwaliła), wreszie znalazłam czas i, oczywiście na niekorzyść boleśnie stojącego w miejscu TDU, obejrzałam. I mogę powiedzieć że... to zdecydowanie jeden ze słabszych odcinków. Ale za to malowniczy, a o to właśnie chodzi! :D Gdyby nie to, że jeszcze na długo przed świadomością, że faktycznie będę rysować, wymarzyłam już sobie idealny "akt", to miałabym spory problem z wyborem. Bo tu K9 przestrzeliwuje laserem ścianę, tu Romanadvoratrelundar i Doctor leżą pod jakąś skałą w ukryciu przed jakimś monstrum, tu w ogóle samo monstrum też takie niczego sobie... Znaczy: oczywiście nie w tym sensie!

wtorek, 19 lutego 2013

Ramona - Ktoś z Gdzieś - 91.20.31

Hej!
Lola mnie jednak chyba nie zabije. Powiedziała mi, że za bardzo się przykładam do tego codziennego pisania. Że to "wcale nie popsuje jej wyników istotnie ważnych bardzo badań". Ale i tak mam pisać, jk tylko zdarzy się coś bardziej ciekawego.
Przez ostatnie dwa dni - nudy... Dopiero dziś było super!

Sektencja, Dziennik Superdetektywa, 19 II 2013, Wtorek

O moja łepetyna. O jejku, jejku.
                                                  Dia de los muertos.

Witajcie, strudzeni wędrowcy!
   W związku z ostatnimi wydarzeniami musiałam pozostać kilka dni w szpitalu i następnie wypocząć w domu. Udane ferie, nie ma co. W każdym razie ostatnio boli mnie głowa. Tzn, głowa to boli mnie zawsze, lecz dziś na przykład jest jeden z tych bóli, kiedy widzisz tylko ciemność przed oczyma i czujesz jak ktoś wbija ci gwóźdź. W głowę, rzecz jasna. Stary, zardzewiały gwóźdź. Nieważne.
   W każdym razie po rekonwalescencji postanowiłam się wybrać na miejsce wypadku  z zeszłego tygodnia. Muszę dokonać oględzin, to pewne. Oczywiście, aby tam dotrzeć musiałam pokonać drogę przez zamiecie na przystanek. Następnie dałam się pożreć ogromnej autobusowej bestii. Lub wpadłam w łapska autobusu z piekieł bram. Po czterdziestu minutach dotarłam do miasta. Najpierw jednak swe kroki skierowałam do pewnej Ambrozji, która zmieniła wystrój. Muszę umieścić to ważne wydarzenie na blogu, ponieważ Ambrozja jest teraz piękna, cała w różowe kwiatuszki. Oj, jest słodko. Cóż, zjadłam co miałam zjeść i ruszyłam na spotkanie przeznaczeniu.

sobota, 16 lutego 2013

Ramona - Ktoś z Gdzieś - 61.20.31

I znowu dwa dni... 
Wybacz Lola, ale wczoraj naprawdę nic ciekawego się nie działo. 
Ale za to dzisiaj...
WOW!
Dzisiaj normalnie poszłam na spotkanie z Lolą. Tak myślałam. W każdym razie gdy weszłam do jej gabinetu zobaczyłam...

Stojącego obok niej jakiegoś czarnego faceta!

Przez "czarnego" nie mam na myśli czarnoskórego - ten gość był kolorystycznym przeciwieństwem Loli! Wszystko miał czarne - włosy, oczy, ubranie, łańcuchy wiszące przy ubraniu, pełne kolców pasy i gitarę! Tak miał gitarę! Ale jaką! Pełną błyskawic, kolców jak w paskach i różnych innych metalowych rzeczy!
I tak stał obok delikatnej Białej Loli.