sobota, 17 grudnia 2011

Myth, Dziennik Superbohatera 16.12.11 piątek

Od samego poranka czegoś mi ciągle brakowało , to długopisu , to portfela , to czegoś tam znowu innego , opuściłem Tajną Siedzibę i przy użyciu wysoce technologicznie zaawansowanemu pojazdowi dwukołowemu zwanego rower dotarłem na przystanek . w autobusie na siedzeniu obok przede mną usiadła pewna dziewczyna , studentka , czytała książkę „Bajki które leczą”, podoba mi się … jak mało kto . dotarłem do szkoły .


 
Siedzimy sobie z kolegami i słyszymy że ktoś gra na perkusji , zdziwiliśmy się . Poszliśmy na aulę i zobaczyliśmy że to kolega z klasy razem z jeszcze dwoma swoimi kolegami , pytamy się co oni tu robią a oni że mini koncert robią , to usiedliśmy w pierwszym rzędzie i było tam bardzo bardzo głośno ! :) ! :) ! :) ! po chwili zaczęli się schodzić ludzie i zaczęli grać … nawet nieźle im to szło ale wokalista za cicho śpiewał … po koncercie udaliśmy się na lekcje …. Przez resztę lekcji nie wydarzyło sie nic fascynującego i/lub ciekawego i/lub śmiesznego no może poza oczekiwaniem na Agressora pod „aro” . pod koniec ostatniej lekcji zaczął padać deszcz , a ja nie bardzo miałem jak ukryć szal … na szczęście akurat podjechał autobus 82 to wsiadłem i szaliczek nie zmókł . potem wróciłem bez większych problemów do domu , niestety rower musiał zostać tam gdzie go zostawiłem bo potwornie padało i ojciec mnie odwiózł do domu .


 
Gdy powróciłem do Tajnej Siedziby i zjadłem obiad w Centrum Dowodzenia . Potwornie się nudziłem … a jak na złość nikogo nie było na gg albo wszyscy byli „ZW” . obejrzałem do końca Deadly assasin i face of evil … przyznam że obie ciekawe i bardzo mi sie podobały . później w końcu ludzie zaczęli znajdować dla mnie czas . Najpierw Anna a później Kicia (udało jej się spłodzić nową stronę do scenariusza do Tajnego Projektu pod kryptonimem „komiks”), Klaudia była jak zwykle trudna w odbiorze … i wtedy , po jakimś czasie Alex napisał , z okropną , przerażającą , złą nowiną , otóż mój największy wróg (na chwilę obecną) Rudy , dopuścił się niesłychanej zbrodni , doprowadził do rozstania mojego przyjaciela i jego dziewczyny ! nie wolno puścić mu tego płażem tzn płazem ! podejrzewam że na starciu słownym się nie skończy , sprawiedliwość zatriumfuje !


 
A więc ….

Dobranoc

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 16 grudnia 2011


Od czasu utworzenia bloga zasypują nas Państwo listami. Najczęściej są to pytania i uwagi dotyczące strony, ale też nas, superbohaterów-autorów. Dzisiaj więc postanowiłam zebrać najciekawsze i odpowiedzieć. Czekałam na dogodną chwilę, gdyż większość z nich dotyczy wpisów Mytha (w tym wielu domniemanych błędów ortograficznych), niestety i tym razem ważniejsze okazało się ratowanie świata i trzęsienie ziemi w Zakopanem. Pozostaje mi więc poodpowiadać na nie własnoręcznie i te najbardziej palące przekazać mu potem w SMSie (ta droga komunikacji nie jest aż tak inwazyjna i prawdopodobnie nie przeszkodzi koledze w zaduszaniu kolejnego jaszczura).

Chętnie odpowiem na pytanie pani Ożarskiej z Malinowa, która pyta, czy nie mogłabym powiększyć literek na stronie, żeby mogła czytać wiadomości swojemu psu. Tak więc podpowiem: klik prawym na Pulpicie > Właściwości > zakładka Wygląd > Zaawansowane > wybrać pod napisem Element nazwę Okno komunikatu > i ustawić sobie dowolny rozmiar w okienku poniżej pod napisem Rozmiar. I zatwierdzić kilka razy przyciskami OK. Odtąd wszystko w komputerze będzie duże. Chyba.

Najbardziej rzucającym się w oczy pytaniem jest, dlaczego nie mam faceta pomimo całkiem sporego biustu. Ja na to odpowiem, że skąd wiadomo, że nie mam? Tylko po uśmiechu czy jest jeszcze coś, o czym nie wiem?

Jedno z najczęstszych pytań, jakie otrzymuję od kobiet jest to, jak mogłam założyć żółte rękawiczki do różowego kostiumu i dlaczego nie uzupełniłam go zielonymi dodatkami, które pasowałyby do moich oczu. Otóż, po pierwsze: nie żółte, tylko złote :) Po drugie: kolor oczu jest już podkreślony przez czerwień mocno barwionych włosów. A po szóste: kto widział, żeby łączyć zielony z różowym, no drogie panie...

Mytha pytają (poza wspomnianymi potwarzami w formie oskarżenia o błędy ortograficzne) o celowość owych błędów ortograficznych. Otóż - tak, drodzy Państwo. Wszystkie te błędy (jak i wiele innych rzeczy, które popełnia Myth) są celowymi zabiegami mającymi na celu ochronę Ziemi i Wszechświata (no, przynajmniej tego najbliższego, wokół jego ogródka). Wszystkie są czynione z pełną tego świadomością i Myth ma do nich zastrzeżone wszystkie prawa.

To z najczęstszych. Za najzasadniejsze uważam pytanie pana Leśniaka z Milanówka, który zapytuje, dlaczego w zasadzie tylko ja wspominam o swoim bohaterskim podejściu do świata, a Myth w zasadzie opisuje tylko niepowodzenia w dyskusjach z koleżankami. Cóż, wyślę mu to pytanie w SMSie, ale już teraz mogę powiedzieć, że on jest przede wszystkim nieśmiały. Wkłada o wiele więcej serca i rozmowy właśnie w tę banalną czynność, jaką jest wymiana zdań z koleżankami. Ganianie za złoczyńcami i ryzykowanie życia to dla niego taki nieciekawy chlep poprzedni, którym nie ma sensu się chwalić.

W dodatku odkąd próbował odebrać torebkę pewnemu opryszkowi, a jednak okazało się, że to nie opryszek, tylko taki... tinky-winky time-wimey, no wiecie, to zrobił się nieśmiały jeszcze bardziej.




A teraz muzyka... Szukałam kiedyś po słowach takiego jednego ślicznego kawałka - nie wyszło. Dzisiaj usłyszłam go znowu, znowu spisałam, co popadło i powiedziałam sobie, jak go tym razem znajdę, to tutaj trafi. No i... JEST!



AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 15 grudnia 2011


Mam na komputerze, w folderze Moje dźwięki, a w nim kolekcję 230 plików od prostych pipnięć do GG przez bardziej zaawansowane jak bicie zegara czy trąbienie samochodu po barwne cytaty á la Panie! Jak pan masz chęć! to sobie te sto dwadzieścia pięć! weź i wkręć! W DUPĘ! Nie licząc osobnych folderów na sygnały Viśty, XP i Samsunga. Zbierałam je latami kopiując bardziej interesujące kwiatki, które napatoczyły mi się w Internecie i różnych programach gropochodnych, ale takie mamy fajne czasy, że jak coś mi się spodoba, to mogę to sobie z miejsca nagrać. Z czegokolwiek - z otoczenia mamy chociażby dyktafon w telefonie, a z komputera - jest do tego mnóstwo programów (w tym bezbłędny Audacity). Nagrać albo zrobić zdjęcie - bo informatyzacja oczywiście dotknęła nie tylko muzyki, ale i okazów wizualnych. Cokolwiek nam się podoba, można to już nie tylko narysować czy próbować zapamiętać (jak jeszcze z 200 lat temu), ale... jak widać (i słychać).

Łatwo się jednak przekonać, dlaczego tak wielu ludzi psioczy na wszechświat internetowy. Jadę sobie tramwajem i... czuję ciasteczka! Rozglądam się za widokiem takowych - nie ma, no bo skąd? Okazało się, że... to pachnie gorący silnik tramwaju - dobre, co? A był zupełnie jak rozgrzany i wypełniony ciasteczkami piekarnik... A potem, jak poszłam do lekarza, po otwarciu drzwi z gabinetu doleciał nie ten paskudny sterylny zapach "czegoś", tylko woń przypominająca coś pomiędzy różą a jabłkami. Nie wiem, w każdym razie powiedziałabym, że jest różowe :) Pomimo że to tylko zapach. Super to było! Ale przecież tego nie narysuję... A potem tramwaj powrotny - i wchodzi pani z gałązkami. I one też pachną! Na miętowozielono tym razem. Ale za chwilę sobie poszła i przeszło.

Tak więc mamy aparaty, dyktafony, kamery i całą resztę, ale te najciekawsze nieuchwytne wrażenia są nie do zachowania ani, co gorsza, do zapisania. Zapach jest dziwny, dociera do nas takimi drogami, że zdarza się niekiedy, że uderza nas woń książki czy deszczu poznany wiele lat temu, bo przywołuje do nas odległe skojarzenie z dzieciństwa, które nie wiadomo jak zapisało się w naszej głowie. Ale w przeciwieństwie do smaku nie mieści się on niestety w podziale na kilka oczywistych rodzajów, jak słodki, kwaśny.

Nie da się, nie może się zdarzyć, że znajomy z GG podrzuci nam link z dopiskiem: Ty, zobacz jak ta dziewczyna zajefajnie pachniała! i pewnie długo się jeszcze nie zdarzy. Parę rzeczy pewnie zawsze zostanie niedostępnych dla łącz internetowych.


A tutaj jedno z takich wspomnień :)



piątek, 16 grudnia 2011

Myth, Dziennik Superbohatera 15.12.11 czwartek

Oświadczenie:

Jako iż wraz z moją wspólniczka Astrogirl w ratowaniu Świata uznaliśmy że zaniżam jakościowo poziom bloga, postanowiłem zmienić styl moich postów na bardziej podobne do postów Astrogirl .



O 7:20 do mojej Tajnej Siedziby (tzn. mojego pokoju) przybyła Babcia , obudziła mnie , znów zasnąłem , przyniosła płatki kukurydziane z mlekiem i znów zbudziła mnie , usiadłem przy moim wysoce technologicznie zaawansowanym Centrum Dowodzenia (tzn przy biurku z komputerem) , spożyłem płatki kukurydziane z mlekiem , nabrałem nowych sił na przetrwanie tego jakże trudnego dnia . Opuściłem Tajną Siedzibę , udałem się do łazienki aby się ogarnąć , później , przywdziałem moje cywilne ubranie , dziś nie brałem pancerza gdyż nie planowałem żadnego ratowania świata , tak , wiem , świat i ludzi trzeba ratować bez względu na godzinę i to czy się nam chce czy nie , schodząc po schodach , włączając Sześcian Muzyczny okazało się że baterie są prawie rozładowane . z Podziemi wyprowadziłem mój wysoce technologicznie zaawansowany dwukołowy pojazd napędzany siłą moich nóg , ma niebywałe zdolności kamuflażu potrafi udawać rower , więc roboczo będziemy nazywać go rower , schowałem mój kolorowy wysoce technologicznie zaawansowany szalik do kieszeni mojego kuloodpornego płaszcza i popędziłem niczym pseudo błyskawica .



Jechałem z taką prędkością że nie byłem w stanie łapać powietrza , a może to było ze zmęczenia . dotarłem na przystanek dumnym krokiem wsiadłem do autobusu , potem przyszło dwóch kolegów i mój dawny druh z którym razem walczyliśmy przeciwko tyranii Śmierdziela, dotarliśmy do Poznania . Podczas marszu między blokami zauważyłem stojącą w oknie dziewczynę , stała i patrzyła … na mnie , to było dziwne , dziwne jest to że nie ma firanek w pokoju i że przeciwległą ścianę do okna ma obklejone plakatami z serii filmów „Zmierzch”, poszliśmy do szkoły .



Pierwszą lekcją było programowanie strukturalne , zająłem miejsce tuż obok Jarosława i Huberta , cała grypa wyrobiła sie ze zrobieniem wszystkich zadań więc mięliśmy drugą godzinę wolną , lecz miedzy tymi dwiema lekcjami byłą długa przerwa , wraz z kolegami zebraliśmy sporą grupę uderzeniową i poszliśmy do „aro” , prawdę mówiąc chcieliśmy spotkać Agressora , kupiłem chipsy i czekaliśmy i czekaliśmy i Agressor się dziś nie pojawił wróciliśmy na lekcje . Skoro mieliśmy lekcję wolną to ktoś wpadł na pomysł i oglądali obrzydliwe filmy , zebrała się całkiem pokaźna grupa , oczywiście ja też musiałem tam być . Gdy koledzy oglądając filmy z kategorii „seks i fekalia” krzyczeli „buellllllllleeeee ale to obrzydliwe !” a ja , niczym skała , niczym golem z kamienia stałem i jadłem z chipsy , zyskując sobie tym samym w pewnym stopniu szacunek kolegów. Po programowaniu przyszedł czas na WF i Unihokeja (nie za bardzo wiem jak to się pisze Czu uni hokej czy unihokej –nie ważne) , podzielono nas na dwa zespoły , to była istna bitwa , starcie Herosów . Zdobywaliśmy punkt za punkt , zostałem królem strzelców trafiłem 7 bramek , lecz niestety moja drużyna poległa 8:9 ale to tylko gra a musze przyznać że całkiem nieźle się grało . Następnie miałem Systemu Operacyjne i zaległy sprawdzian do napisania na który przez moje nocne eskapady i to całe ratowanie świat nie starczyło czasu się nauczyć , ale na szczęście mam mózg i kolegów i koledzy też mają mózgi więc wykorzystując jedną z moich mocy a mianowicie wrodzonej Inteligencji oraz pomocy kolegów mam nadzieję że ze sprawdzianu otrzymam ocenę oscylującą miedzy 4+ a 4- , zwolniłem się 20 minut wcześniej aby zdążyć na autobus .



Droga do domu nie miała większych trudności poza faktem że moje spojenie znów natrafiło na spojrzenie Dark Lady … dziewczyny która kiedyś mi się podobała a ja chyba jej lecz koleje losu nie wjechały na właściwe tory i się nie udało osiągnąć nic konstruktywnego , wysiadając spotkałem kumpla Tomasza razem popędziliśmy rowerami niczym popędzane bizony biegnące przez prerie .i szybko wróciłem do domu.



W Tajnej Siedzibie uruchomiłem wszystkie systemy Centrum Dowodzenia . zjadłem obiad . Alarm ! Alarm ! Kicia uzyskała dostęp do tego bloga ! później porozmawiałem z Astrogirl , Jarkiem , a później z moją „Żoną”[=moonvelvet=Celina] (to dziwna historia , wydarzenia w Las Vegas powinny pozostać nie spisane dla dobra przyszłych pokoleń) , gdy już miałem rozpocząć trening , przy pomocy symulatora rzeczywistości, ale tak wyszło że napisałem do Klaudii , dziś była troszkę podenerwowana (sporo kobiet było dziś podenerwowanych) , a później chyba się obraziła … zabrałem się za poprawianie modelu szkoły , znów zacząłem rozmawiać z Anną , trochę zaczyna mi brakować Sary. Spakuję się , wykąpię i pójdę chyba już spać .



Dobranoc …

Śpijcie spokojnie bo Myth i Astrogirl czuwają .

czwartek, 15 grudnia 2011

Myth, Dziennik Superbohatera 14.12.11 środa

Obudziłem się w miarę spokojnie , ale oczywiście za mało czasu miałem . Ojciec podrzucił mnie na przystanek …. Spotkałem moją byłą przed wejściem do autobusu , dotarłem do szkoły. Lekcje zaczynaliśmy 2 WFami na których zrobiliśmy turniej w ping-ponga . zająłem 6 miejsce :) na 7 zawodników :( ale to nic i tak było fajnie . po WFach miałem umówione spotkanie u Pani Psycholog w sprawie projektu , lecz przedtem skoczyłem z Hubertem i Jarem do „aro” szkoda że nie spotkaliśmy znajomego menela Agressora .

Kupiłem sobie zaopatrzenie na Specjalizacje ale większość zjadłem u Pani Psycholog , na specjalizacji Pani Profesor miała zły humor . Dziś pracowaliśmy we Flashu , zrobiłem lecącego Batmana jak rzuca batrangami . Później na angielskim rozwiązywaliśmy cała lekcje krzyżówkę której nikt nie umiał rozwiązać . Po angielskim mamy religię , czekamy na kolegów z drugiej grupy a oni nie przychodzą , okazało się że byli w „aro” i mieli spotkanie z Agressorem , ale też się z nim nie bili . Agresor nie był tak skory do walki gdyż kolegów było 7 . Na religii oglądaliśmy skecze kabaretów o spowiedzi i kolędach .

Podkoniec religii rozpadał się deszcz więc Jasió zaproponował że podrzuci mnie pod przystanek autobusowy bo akurat jechał w tamtym kierunku , w ciągu 10 s mieli byśmy 3 stłuczki :) :) :) raz to jak wjeżdżaliśmy na skrzyżowanie to Jasió nie zauważył samochodu jadącego na drodze głównej , strąbił nas i zmykneliśmy dalej i nagle z boku jakiś facet wyjeżdżał z parkingu tyłem ale nas zauważył w przed ostatniej chwili jedziemy dalej i z drugiej strony inny facet z targu chciał wjechać ale mu jakiś dostawczak zasłaniał widok i nas nie widział ale też zdążył zahamować i nas nie walnąć , reszta drogi na przystanek przebiegła dość bezpiecznie . w Autobusie się zdrzemnąłem .

Gdy dotarłem do domu pogadałem z Małgorzatą , ona chyba nie bierze mnie na serio :) następnie obejrzałem z 6 letnim kuzynem 3 części Deadly Assassin i uważam że jak an razie jeden z najlepszych a może nawet najlepszy odcinek ze starych serii jaki miałem przyjemność obejrzeć . chyba cud się jakiś zdarzył bo Renia w środku tygodnia na gg , tak , kolejny raz znalazła fajną piosenkę . później poprawiłem projekt lampy naściennej , podjąłem się operacji dokładnego ogolenia zarostu twarzowego a potem wróciłem do ciekawej konwersacji z Renatą na temat tolerancji ….



Piosenka na dziś :



a-ha - Crying In The Rain



Dobranoc

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 14 grudnia 2011


No i znowu puścili DeLoreana... znaczy: ten no... Powrót do prze... hmm... do przyszłości.

Heh, no naprawdę nie wiem, czemu mnie ta bajeczka tak irytuje. Czy ma to coś związanego z konkurencyjnością (lub jej brakiem..?) do ukochanego przeze mnie (i każdego innego superbohatera) Doctora Who? Czy z tym, że główną rolę gra dzieciak mający zapewne takie pojęcie o fizyce jak ja o ósmej symfonii Von Bethowena (o ile coś takiego jest?). Czy może z niesamowitem stężeniem tanich wibbly-wobbly na metr teseraktowy (motyw swatania własnych rodziców, Clint Eastwood...) oraz notorycznym im zaprzeczaniem (dzieciak dowiedział się o śmierci przyjaciela i dzięki temu mógł jej zapobiec...)?

Mam wrażenie, że dzięki temu, że... pozostały mi dawne wspomnienia z czasów, w których sci-fi nie było moją ulubioną kategorią filmową. Dziwne, nie? A jednak. W zasadzie ciężko mi w takim razie sprecyzować, co w takim razie nią było, ale... Fantastyka naukowa kojarzyła mi się z takim... narzucaniem się. Chyba była wtedy jakaś moda (Star Wars?), a ja do mód nigdy nie ciągnę, wręcz odpychają mnie. I w tych czasach, w czasach szału mody na gwiezdne podboje i walkę z kosmitami pojawiły się też Powroty do przyszłości.

Ale... no przecież, poza modą, ta moja antypatia nie wzięła się (nomen omen) z kosmosu. Chyba musiałam dostrzegać jakąś naiwność w chorej odwadze i prostocie sufrowania do przeszłości i dyskusji z własnymi przodkami. Coś głęboko w główce ostrzegało mnie przed efektem motylka..?

Wychodzi na to, że już jako pięciolatka musiałam być genetycznie i psychologicznie wyposażona w mechanizmy ostrożności z podróżami w czasie - i słusznie! Wkońcu w czasach studenckich mogłabym przy pierwszej lepszej okazji coś sknocić :)

Mimo to: doceniam. Doceniam jedną z najlepszych ostrożnych i nieporadnych cegiełek, które stały się podwalinami pod dzieła naprawdę wysokiej klasy potrafiące świadomie roztrząsać świadomość i delikatność naszej czasoprzestrzennej rzeczywistości.










Nic mi się dzisiaj nie nadało. Więc dam to, co mnie zauroczyło niegdyś.


środa, 14 grudnia 2011

Myth, Dziennik Superbohatera 13.12.11 wtorek

Wstałem normalnie, dzień zapowiadał się normalnie, zjadłem śniadanie. Tata podwiózł mnie na przystanek . Na przystanku pogadałem z dziewczyną ! z prawdziwą dziewczyną ! z Kasią ! :D nie zdała egzaminu na prawo jazdy, bardzo zła egzaminatorka udupiła ją na ostatnim skrzyżowaniu przed Wordem (tak na serio to nie wiem czemu Word kojarzy mi się z MicrosoftWord ,ale nie ważne ….) potem wsiadłem do autobusu .

Dotarłem do szkoły. Posiedziałem chwilę, przyszli koledzy i zapytali czy idziemy do „aro” (sklep niedaleko szkoły , dużo tańszy niż u nas w szkole ) akurat była w aro promocja 2 tigery w cenie jednego (zwykły i o smaku Mojito [czy jak to się tam pisze, wiem że czyta się mochito] i zwykły jednak smakował trochę lepiej), no i poszło nas 4 (Ja, Micek, Radek i Daniel) wchodzimy do sklepu i tam ! ostatnia paczka (w sumie dwópak , tzn nie jestem w zupełności pewien czy plastikowo-foliowe czy z foli plastikowej).

No i wychodzimy i nagle doczepia się do nas jakiś pijany gościu ,podchodzi do mnie i się pyta „macie fajke ?” a my że nie że nie palimy , podszedł do kolegi i powiedział „no to kasę na fajkę bo jak nie to wszyscy dostaniecie wpierdol” a my znowu że nie to podszedł do kumpla i go uderzył w ramię , niby mieliśmy go bić ale kolega nas uspokajał więc jak odchodziliśmy to kopnął mnie i kolegę w udo (kopnął dwa razy, tzn raz mnie i raz kumpla) , ale go olaliśmy i szliśmy dalej i potem się rzucił na kolejnego kumpla i uderzył go w twarz tamten go kopnął w kroczę i już się odczepił … i jak już wracaliśmy to jeszcze krzyczał „wypi……ać z mojego osiedla” i to był kulminacyjny moment zmagań męskiej dumy i honoru wojownika …. Zaatakował i obraził nas … zasłużył aby otrzymać lanie …. Ale z drugiej strony było nas 4 … honor wojownika nie pozwala na to by 4 atakowało 1 i to pijanego ….

Wróciliśmy do szkoły … poszedłem na niemiecki … i tam …. Było takie zadanie w którym była Claudia … niby nic … wtedy jeszcze tego nie zauważyłem …. O 9:00 mieliśmy takie spotkanie na auli w sprawie wprowadzenia Stanu Wojennego … ale gdy czekaliśmy aż wpuszczą nas na aulę to akurat spotkałem Panią Psycholog Szkolną … bo byłem do niej zapisany w sprawie projektu ale byłem chory i mnie nie było …. Potem wpuści nas na aulę … spotkanie było nawet ciekawie … pomijając nawet to że minął nam polski ;)…. Dyrektor i nauczycielka od polskiego opowiadali co się z nimi działo gdy wprowadzano stan wojenny …. Później oglądaliśmy film „dekret” … podobało mi się … były to tylko takie informacje , archiwalne filmy , zdjęcia , wywiady … ale najbardziej mi isę podobało że wszystko to było związane z Poznaniem .

Następnie poszedłem na systemy operacyjne, mieliśmy o sieciach i z czego są zbudowane. A ja otwarłem sobie plik z tymi wszystkimi informacjami i na bieżąco odpowiadałem i dostałem +. Potem matematyka …. Siedziałem i udawałem że mnie nie ma na angielskim z resztą robiłem to samo lecz na angielskim w jakimś zadaniu po raz kolejny pojawiła się Claudia … tu już się zdziwiłem. Następnie mięliśmy grafikę. Sprawdzian , ech , no cóż , sprawdzian wyglądał tak : ona siedziała przed komputerem albo wychodziła zadzwonić a ja chodziłem po klasie i mówiłem kolegom co i jak mają zrobić . Sam ledwo zdążyłem ze swoim. Nauczycielka puściła nas wcześniej. Ale Oczywiście jak wychodziliśmy to zaczęło padać , na szczęście akurat na przystanek wjeżdżał autobus linii 82 i podjechałem 1 przystanek i akurat właściwy autobus już stał , to uradowany wsiadłem i czekałem na odjazd.

Usiadła obok mnie jakaś babka (około 40 lat) w połowie drogi zadzwonił do niej telefon …. Odebrała , okazało się że mąż i zaczęła mu marudzić że za bardzo zapracowani są , potem się zapytała „a Klaudia odrobiła lekcje ?” …. Wtedy to się całkowicie zdziwiłem . No na szczęście tata mnie z przystanku odwiózł do domu , a w domu, malowanie kuchni - więc wszędzie bałagan . Włączyłem komputer i gadałem z Klaudią i Czarną Meggy nawet dobrze mi się rozmawiało. Z Klaudią nawet po Japońsku przez chwilę gadaliśmy . A Meggy … ech dziewczyna z Cinquecento (to taki samochód) :) … Poprawiłem model stoiska. I już się robi 1:00, no cóż, a jutro trzeba wstać ….

Znalazłem takiego kwejka …. Bardzo mi się spodobał ….i napis w nim „ideę są kuloodporne” http://kwejk.pl/obrazek/738769/ideas.html

On, (V) jest takim jakby superbohaterem . A poza tym mam podobne poglądy polityczne co on, a poza tym , sztylety :D …. No to wszystko na dzisiaj .

Dobranoc

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 13 grudnia 2011


I dzisiaj nagle wszyscy o stanie wojennym! Stan wojenny i stan wojenny! A nie, przepraszam - przede wszystkim to obgadywanie, czy to było fajne czy niefajne, przed czym nas ocaliło i na co skazało, z jakiego powodu Tusk po pochodzie nawrzeszczał na Kaczyńskiego i, najważniejsze, czemu ludzie kojarzą to z jakimś nieszczęsnym Telerankiem, a nie z konkretnym faktem historycznym (czy tam histerycznym). Jakieś trzy lata temu mieszkałam z koleżanką, która nie mogła się nadziwić, że mama nie opowiadała mi o Jaruzelskim: Przecież to cała Polska o tym gadała! Każdy zapamiętał, że nie było Teleranka! I foch, bo jaka to ja ignorantka jestem.

Niestety, drodzy Państwo, niestety. Moi rodzice (rodzice superbohaterki), nie dysponowali w tamtych latach telewizorem! I w ten oto sposób cała moja rodzina miała z głowy całe narodowościowe rozterki. Zresztą oni tam już mieli kilku bohaterów - po co im jeszcze ja???



Zamiast obchodzić przeczytałam to.



A nadało mi się dzisiaj to:






Bystrzejsi mogą się doszukiwać związku z powyższym, niebystrzejsi nie muszą (i dobrze, bo go nie ma).

wtorek, 13 grudnia 2011

Myth, Dziennik Superbohatera 12.12.11 poniedziałek

„Wstawaj ! szybko ! wstawaj bo zaspaliśmy !” – potworne słowa wydarły mnie ze snu ! okazało się że zaspaliśmy, nie wiem jakim cudem, ale ogarnąłem się w 10 minut i byłem gotowy do wyjścia. Nie zdążyłem zjeść śniadania, a wczoraj położyłem się o 23:00 więc nie miałem szansy na przekąskę o godzinie Bonda. Więc jechałem potwornie głodny autobusem. Potem popędziłem do piekarni. No i się najadłem :D

Dotarłem do szkoły , zmajaczyłem jakoś godzinę wychowawczą , wos i historię . Później miałem konkurs z angielskiego , nawet nieźle mi poszło, szczególnie trzeba zaznaczyć że nie wiedziałem że ten konkurs jest dzisiaj i że na ostatnie 5 pytań (z czytania ze zrozumieniem ) nie chciało mi się odpowiadać, bo sporo czytania i akurat zaczynała się kolejna lekcja, więc strzelałem. No i miałem 47% poprawnych odpowiedzi (średnia klasy to około 38%) jak pokazałem wynik nauczycielce usłyszałem „spodziewałam się że będzie coś koło 22%” i popędziłem na matematykę. Później był polski :( 2 polskie ! na szczęście mnie nie zapytała ale nagle nie wiadomo skąd zaczęła coś mówić do kolegi że ma mały zasób słownictwa , a potem zapytała „uważasz że masz mały zasób słownictwa ?” a on odpowiedział „nie” nic więcej … odpowiedział najgorzej jak się dało . No cóż . Zabrała nam przerwę i prowadziła lekcję dalej, potem kolejną lekcje nam dyktowała a pod koniec, niby nas puściła ale i tak poszła z nami do szafek i oczywiście musiała skomentować mój szalik ….. „och . Mikołaj . jak ty nowocześnie wyglądasz w tym szaliku …" (jak hipster)…. Zła kobieta !

Wracając do domu w autobusie siedziałem z kumplem młodszym o rok , jest nolifem takim jak ja. No potem jeszcze jeden kumpel wsiadł. Droga do domu zleciała jakoś szybko. W domu zacząłem się nudzić, ale na szczęście Marzen wpadła na gg to trochę pogadaliśmy, później oglądałem „voyage of dannamed”. Pogadałem z Jarkiem i potem już nie było z kim pogadać , i siedzę i się potwornie nudzę . Chyba pójdę wcześniej spać …. Znowu ….



Piosenka na dziś :








DOBRANOC.

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 12 grudnia 2011


Zastanawiałam się nad Wieżą radości, wieżą samotności. Kiedyś robiłam koledze taką niby recenzję tego i doszłam wtedy do wniosku, że piosenkę można zinterpretować jako przyznanie się do błędów swojej młodości, naiwności, niecierpliwości, zrozumienie, że to, co jeszcze niedawno wydawało się mądre i celowe, w rzeczywistości nie ma znaczenia. Ba! Nawet to, co jest teraz nie ma znaczenia, wkońcu nadal jesteśmy mali i niedojrzali, ale właśnie dlatego, że wreszcie to zrozumieliśmy i pogodziliśmy się z tym, zdecydowaliśmy się na odpowiedzialny spokój i cierpliwość, dlatego właśnie kiedyś będziemy "duzi".

Teraz bardziej jednak niż motywy stawiania piedestałów, palenia na stosie ideałów i niewalczenia o nic, zaintrygowała mnie pierwsza część, sam początek:

Mieszkam w wysokiej wieży otoczonej fosą

Mam parasol, który chroni mnie przed nocą...

O co właśnie chodzi z tą wieżą? Otoczoną fosą, która daje nam zarówno radość i samotność? Tytuł wydaje się być skierowany w zupełnie innym kierunku niż cała piosenka i zastanawiałam się, w jaki dokładnie sposób zmienia jej sens. A może to jest tak, że ktoś postawił dla niego tę wieżę, odizolował tak od świata samemu oceniając sens poczynań podmiotu lirycznego? Ktoś z góry patrzył cierpliwie oceniając i wyrozumiale podpowiadając, aż wkońcu teraz podmiot liryczny powtarza jego słowa widząc, że to, co być może kiedyś samo w sobie wywoływało bunt i wątpliwości, było jednak właściwe? Że tego, co ten ktoś na nim w pewnym sensie wymusił, nie nauczyłby się od świata, od którego był tą wieżą odizolowany?

Bardzo mi się takie coś kojarzy z relacją rodzice-dziecko. Zwłaszcza taka dziwna wyniosłość bardzo kojarzy się z dziecięcym sposobem patrzenia na świat.

Z pewnością niejeden interpretował to jako piosenkę o rodzicach, ale... Nigdy nie widziałam jeszcze tak głębokiej piosenki!



I jeszcze ta melodia z pukaniem w tle...




A, i się pochwalę - oto co dzisiaj skończyłam wyklejać:


     




Ale jak zmarzłam przy tym! Nie ma wątpliwości, że mogła to zrobić tylko prawdziwa superbohaterka :]

A teraz, co w mojej głowie nuciło się dzisiaj:



AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 11 grudnia 2011


Ten dzień był wyjątkowo podstępny, bo zdarzenie warte uwagi przydarzyła mi się dopiero późnym wieczorem, kiedy siedziałam przed laptopem. Otóż po ekranie zaczęła latać, czy raczej biegać, mucha i usiłowała wejść mi na głowę (w przenośni) przesłaniając kolejne bity. W normalnej sytuacji wystarczyłoby pacnąć łapą z dużym przyspieszeniem w ekran. Moja sytuacja od paru miesięcy nie jest jednak normalna, gdyż to, co zostało w miejscu, gdzie niegdyś umieszczone były zawiasy na styku ekran-nieekran, nie nadaje się już nawet do tego, żeby go bez palpitacji serca zamknąć (tak więc od chyba miesiąca już go nie zamykam). Tak więc operacje zniszczenia much, przemieszczających się ze średnią powierzchnią po ekranie, od pewnego czasu są u mnie przedsięwzięciami wysoce niebezpiecznymi i delikatnymi. A wykonywałam ich multum ostatniego lata, kiedy po pokoju latały nie tylko muchy przeróżnych rozmiarów, ale też komary ciągnące do światła, trafiły się też raz ćma i osa. Nie można więc pacnąć, trzeba przycisnąć palcem w odpowiednim momencie i...

Następne warte uwagi minuty zajęły mi zmazywanie tego, co pozostało po niedawnej musze.
Nie ma to jak bohaterski wyczyn nie o poranku.




A teraz to, co mi się nadało dziś dzień (także przed akcją pod kryptonimem MUCHA):



poniedziałek, 12 grudnia 2011

Myth, Dziennik Superbohatera 11.12.11 niedziela

Wstałem wcześnie o 6:40 . Posiedziałem. Wypiłem poranne mleko. I poszedłem spać bo źle się czułem, bolały mnie plecy, obojczyki, kark i głowa. Spałem do 11:00, pograłem trochę . Potem obejrzałem "Poul" taki Sf o 2 anglikach którzy byli na ComiConie w ameryce i przejeżdżając koło strefy 51 sopotkali kosmitę Poula , a potem ... ah nie ma co spoilerować ... potem gadałem z Renią (tak po raz kolejny miała fajną piosenkę ) i Klaudią (doszedłem do wniosku że jest robotem sterowanym przez podwodne jednorożce chcące osiedlić nie na dnie Bałtyku) ... teraz gadam z jasiem i przygotowuje się na polski. Ale ona i tak mi udowodni że nie umiem, dlatego mam coś na poprawę humoru :







a tu piosenka dnia (tak , ta od Reni) :



Brooke Fraser - Something In The Water [Official Video HD]



dobranoc :D :D :D

niedziela, 11 grudnia 2011

AstroGirl, Dzienniki Superbohaterki 10 grudnia 2011


W ramach potajemnych prac naukowych dla dobra ludzkości zjadłam na kolację kanapkę z serem i miodem. Elementarniej: na wierzchu był plasterek sera, a na nim ciemka warstwa słodkiej mazi.

Efekty badania są średnio zadowalające. Owszem, nadal żyję, jak można wnioskować po obecności tego posta, ale nadal jestem głodna (co to wogóle za pomysł, żeby próbować się najeść słodkim???). Ponadto wspomniana kleista substancja, przy pomocy technik godnych cieczy nadprzewodzących, zeszła z powierzchni kanapki i znalazła się na podłodze, następnie na moich łapach oraz innych rzeczach.

Wynikiem experymentu jest więc pusty żałądek, poplamiona bluzka oraz, w następstwie długoterminowym, plamy na klawiaturze.



Słyszeliście o tym?





No i jak oni mogli, teraz ktoś mnie może namierzyć :(

Wkońcu nie jestem człowiekiem, tylko kobietą.



A nadała mi się dzisiaj ta piosenka:



Myth, Dziennik Superbohatera 10.12.11 sobota

Obudziłem się wcześnie rano, pełen energii i zapału do pracy ! stwierdziłem że dziś jest dzień na nadrobienie zaległości . Odkurzyłem wszystkie dywany w domu , posprzątałem an biurku , w szafie , w komputerze (na pulpicie) , w komputerze (w środku) , dorobiłem animację Robocika , i miałem problem z poprawieniem szkoły i ruchu kamery ….

A że zrobiłem porządek na pulpicie, to komputer zgłupiał i nie mógł znaleźć tekstur musiałem od nowa robić . Zmęczyłem się tym totalnie , potem zaprojektowałem co do milimetra lampę naścienną do stoiska na targi , na papierze ! Wykończyłem się .Później puściłem sobie „To właśnie jest miłość”. Pod koniec zacząłem gadać z Klaudią … jest dziwna … wchodzi na dziwne strony … dziwniejsze niż ja , sporo z nią gadałem , potem … coś się stało i ciągle była zw a po chwili jj a potem po chwili zw i jj i tak w kółko , mam dziwne przeczucia , ale to nic … Nie ważne , poszedłem sobie w coś pograć … potem zrobiłem nowe logo na bloga i gadałem z Astroni (Atrogirl) , kark mnie boli …. I głowa trochę ….



Link na dziś: http://roranicusbamficus.soup.io/post/197963156/dzka-akcja-Zawiera-zawarto


Dobranoc :)

sobota, 10 grudnia 2011

Myth, Dziennik Superbohatera 9.12.11 piątek

Dziwny sen miałem ! śniło mi się że miałem lekcje ale komputery się nie zgadzały i nauczycielka była ta od polskiego . Uciekłem z klasy, okazało się że jestem na statku kosmicznym ! I nagle jakaś czerwona kosmitka z żądłem wzięła mnie z rękę i zaczęliśmy uciekać, goniły nas ogromne człeko-muchy , żądłem przecinała grube metalowe ściany i uciekaliśmy dalej . A później uciekliśmy ze statku . Ale okazało się że jest umieszczony w foliowo-silikonowych siatkach wielopoziomowych i przedzieraliśmy się przez nie . I sen się skończył. Okazało się że jest 11:00 ! znowu zaspałem do szkoły ! o nie ! znowu będę wyzywany.

Włączyłem komputer. Pograłem z kuzynem w wyścigi samochodowe.Około godziny 13:00 zacząłem przygotowania do powrotu ojca z pracy, wiedziałem że nie będzie zadowolony z kolejnego dnia siedzenia w domu. Rozłożyłem chusteczki i krople do nosa koło łóżka , położyłem się i symulowałem chorobę. I usnąłem. I zgodnie z przewidywaniami, nie był zadowolony. Lecz jako że ma dobre serce pokrzyczał tylko chwilę i potem mi odpuścił. Później brat wrócił z wycieczki. Ach, a było tak cicho i spokojnie, to nic, obejrzałem kawałek Doctor Who the movie.

Potem gadałem z Anastazją. Ach , rozśmieszają mnie jej problemy :) może ze względu że podobne do mich. Później jak zwykle z Jarkiem pogadałem a później z Janem i to tyle … kolejny nie konstruktywny zmarnowany dzień …. A jestem wykończony choć nic nie robiłem ….


Obrazek :







Piosenka na dziś:





DOBRANOC :)