Kiedy już pozostały za mną sprawy ostatnich dni, tj. kwestie siedzenia pod elementami budulcowymi jednej z restauracji, ponownych odwiedzin u zielonego kolegi i przygód w koszalińskim Computer College, przyszło co do podsumowań w związku z poszukiwaniami tego nieszczęsnego detektywa.
Jako że niespodzianie odkryłam w tatowym biurze tablicę wraz z kredą:
przez jakiś czas rozważałam, czy nie pobawić się w jakiegoś dr House'a czy innego sherlocka dając się ponieść fantazji nakreślając na niej (na tablicy, nie na fantazji) jakąś niesamowicie wyszukaną kombinację przyczynoskutkową, z której inteligentnie wydedukowałabym to, czego jeszcze nie wiem.