- Obudziłaś się.
- Moje życie oststnio polega na ciągłym budzeniu się w niezanych mi miejscach - odparłam, pocierając obolałą głowę. Popatrzyłam w koło... To nie było możliwe.
- Tak, syrenko. Jesteś w cholernych cladesjańskich lochach.
Spojrzałam na osobę, która do mnie mówiła. W ogólnie panującym półmroku jej płomienne włosy lśniły delikatnie, opadając na plecy. Wyglądała na jakieś dwadzieścia lat. Miała zmęczony, zachrypnięty głos. Uśmiechała się delikatnie.